dzialamy
| 21 czerwca 2013 ]

Arka z grami

„Wybra­łem Cie­bie, bo… Tak wła­ści­wie, to nie wiem, cze­mu Cie­bie wybra­łem. Chcia­łem, żebyś był faj­ny i żeby ktoś kie­dyś mógł powie­dzieć: Był Noe – gość, co cza­sem się spi­nał”… ale gdy cho­dzi o gry, wszyst­kie­go się imał. Tak mógł­by zaśpie­wać Spię­ty o Noem. Jak wyglą­da Noe? – obej­rzyj fil­mik na YouTu­bie, a zoba­czysz post­po­to­po­we­go budow­ni­cze­go nowej „arki”, w któ­rej zamiast zwie­rząt prze­cho­wu­je się gry.

Tur­niej gier plan­szo­wych, Muzeum Powsta­nia War­szaw­skie­go. Źró­dło: fan­pa­ge Ludo­te­ki na FB

Gdzie dry­fu­je „arka” Noego? Po war­szaw­skich uli­cach – do knaj­pek, kawiar­ni, biblio­tek i cen­trów kul­tu­ry, na bazar­ki… Po co takie kur­sy przez całe mia­sto? Otóż cel jest pro­sty: zara­że­nie jak naj­więk­szej licz­by ludzi pasją! Spo­tka­nie z Noem to począ­tek przy­go­dy. Dzię­ki nim nie tyl­ko twór­czo i przy­jem­nie spę­dzasz czas, lecz tak­że poznasz nowych ludzi i nowe gry.

Maria Magner i Ewa Kie­dio z Dywi­zu pozna­ją zasa­dy nowej gry. Noe (dru­gi od lewej) pod­czas spo­tka­nia na 1Piętrze

Mówią Ci coś nazwy: „Awélé”, „Bata­flash”, „Car­cas­son­ne”, „Dixit”, „Dob­ble”, „Iglo­oo”, „Jen­ga”, „Pędzą­ce żół­wie”, „Quar­to”, „Wsiąść do pocią­gu”, „Hej! To moja ryba!”, „Uni­kat”? Jeśli nie znasz żad­nej z tych gier, to nie­omyl­ny znak, że nale­ży chwy­cić w rękę kalen­darz, spraw­dzić na stro­nie Ludo­te­ki (to ofi­cjal­na nazwa „arki” Noego) na Face­bo­oku miej­sce naj­bliż­sze­go spo­tka­nia i zmie­rzyć się z tajem­ni­czym wor­kiem lub pudeł­kiem, do któ­re­go zapa­ko­wa­no morze świet­nej roz­ryw­ki. A jeśli znasz choć jed­ną z gier, to nie trze­ba Cię prze­ko­ny­wać.

Myślisz, że gry są sier­mięż­nie wyko­na­ne i nud­ne ? Mylisz się. Mar­twisz się, że nie znasz zasad i nie będzie z kim grać? Spo­koj­nie, Noe chęt­nie obja­śnia zasa­dy – po pol­sku, angiel­sku i fran­cu­sku. A gry są mię­dzy­na­ro­do­we – od afry­kań­skich po nie­miec­kie. Pro­jekt Noego pole­ga na spo­ty­ka­niu się w róż­nych miej­scach z róż­ny­mi ludź­mi – nigdy nie wiesz, kogo spo­tkasz (chy­ba że wybie­rzesz się z przy­ja­ciół­mi lub z eki­pą „Dywi­zu”). A jak już jesteś, to bez zna­cze­nia sta­je się język, któ­rym się posłu­gu­jesz, kolor skó­ry, wykształ­ce­nie, wiek, zain­te­re­so­wa­nia – waż­ne są dobre chę­ci do gry. To wystar­czy, by się poro­zu­mieć!

Moż­na zapy­tać, co od 2010 roku łączy rodo­wi­te­go Fran­cu­za z Pol­ską. Gry plan­szo­we. To one sta­ją się spo­so­bem komu­ni­ka­cji, pozna­wa­nia sie­bie i innych. Zako­chaj się w War­sza­wie – w plan­szów­kach!

Wię­cej infor­ma­cji o pro­jek­cie na stro­nie inter­ne­to­wej Ludo­te­ki.