myslimy
| 5 maja 2015 ]

Błogosławiony, który wprowadza pokój

„Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi”. Słowa szóstego błogosławieństwa uczynił bp Grzegorz Ryś osią swojej homilii wygłoszonej na mszy świętej żałobnej za duszę śp. Władysława Bartoszewskiego. Jak zauważa krakowski biskup, Jezus ogłaszając błogosławieństwo pokoju, podąża za swoimi słowami, urzeczywistniając je podczas swojej męki, kiedy „rzeczywiście wprowadza pokój, umierając na Golgocie”. Jezus, modląc się na krzyżu za swoich morderców, daje tak czytelne świadectwo pokoju, że wróg – oficer rzymski – przyznaje: „Prawdziwie ten był synem Bożym”. Tak dalece idącym świadectwem miłości bliźniego Jezus rozbraja serce zawodowego żołnierza, oficera, pozbawia całej wrogości i zajadłości człowieka, który przeprowadził niejedną egzekucję, widział wiele śmierci na własne oczy, do wielu się przyczynił. Bp Ryś dodaje: „Medytujemy nad błogosławieństwem pokoju, bo jesteśmy przekonani, że najcelniej objaśnia ono najważniejsze obszary życia pana Profesora Bartoszewskiego”.

Władysław Bartoszewski, fot. Mariusz Kubik

Nie jest łatwo pisać o Władysławie Bartoszewskim, tak by nie wpaść w pułapkę wystawiania laurki i powtarzania utartych klisz. Dlatego nie interesuje mnie w tym tekście historyczna (bądź ahistoryczna, jak to często ma miejsce w mediach, szczególnie społecznościowych) interpretacja dorobku Profesora (słowa tego używam w pełni świadomie). Motywuje mnie jednak przekładalność życiowych postaw i wyborów Bartoszewskiego na dzisiejszą rzeczywistość – zarówno krajową, jak i międzynarodową w kontekście Słowa Bożego. To inspirujące odwołanie bp. Rysia do szóstego błogosławieństwa prowadzi mnie do zadania pytania: jak dziś wprowadzać pokój w Polsce i na świecie? Nie jest to pytanie o tanie komunały czy moralizatorstwo, ale o przyjmowanie konkretnych postaw wobec rzeczywistości podziałów i wojen.

Ze zbawieniem jest tak, że dużo trudniej je przyjąć, niż w nie uwierzyć. Trudno jest nam przyjąć jego dwoistą naturę: absolutną wyjątkowość, a zarazem powszedniość. Wyjątkowość, bo przychodzi ono tylko poprzez jedno wydarzenie i jedną osobę w historii świata – Jezusa Chrystusa. Powszedniość, bo jest ono dostępne każdemu i każdego dnia jako resurrectio continua – „trwające zmartwychwstanie”, jak określa je ks. Tomáš Halík. Bp Ryś podczas zeszłorocznych rekolekcji wielkopostnych w warszawskim kościele pw. św. Marcina mówił, że tylko człowiek, który doświadczył zmartwychwstania, może dawać chrześcijańskie świadectwo o Bogu żywym. Ta trudność w przyjęciu zmartwychwstania jest widoczna na ziemi poprzez wrogość, którą okazujemy sobie nawzajem – w Polsce poprzez pogardzanie innymi, o odmiennych poglądach, popierającymi innych polityków; w Europie poprzez odrzucanie oraz obojętność na cierpienie i śmierć imigrantów szukających na naszym kontynencie ratunku przed wojną i jej córką pierworodną, biedą; na świecie poprzez trwający postkolonialny podział na kraje dobrobytu i peryferie trzeciego świata. To są realne dowody na to, że odrzucamy zmartwychwstanie Chrystusa, bowiem, jak zauważa bp Ryś, dla św. Pawła przykazanie pokoju zawiera w sobie cały sens zmartwychwstania Jezusa, które „jest rzeczywistością mocną, zmieniającą nasze wzajemne relacje, jest «pokojem między nami». Tylko pokój między nami jest wyrazem przyjęcia prawdziwej Tajemnicy Zmartwychwstania, bo Bóg na krzyżu zniszczył wrogość między ludźmi.

To, że Władysław Bartoszewski był świadkiem największych tragedii XX wieku, jest bezdyskusyjne. W powyższym kontekście ewangelicznym stawiam jednak tezę, że był on może jeszcze bardziej świadkiem Zmartwychwstania Jezusa. Nie ma sensu pisanie historii alternatywnych, trudno sobie jednak wyobrazić pojednanie polsko-niemieckie i polsko-żydowskie bez życiowego wkładu w nie Profesora Bartoszewskiego. Jak powiedział prezydent Niemiec, Joachim Gauck, Bartoszewski podawał rękę Niemcom, kiedy nie było to mile widziane ani z jednej, ani z drugiej strony. Ta logika, którą złotousty Bartoszewski sam ubrał w słowa: „Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto”, jest przecież wyrazem tej samej ewangelicznej prawdy, o której mówił w pogrzebowej homilii bp Ryś. To jest współczesna recepcja ewangelicznej postawy Jezusa wobec Samarytanki, a także miłosiernego Samarytanina na widok cierpiącego Żyda. To wyciągnięcie ręki do Innego, nieustająca transgresja i przekraczanie utartych schematów poznawczych, społecznych i politycznych, deptanie po podziałach leży w sercu Ewangelii i jest wyrażona wprost w treści Ośmiu Błogosławieństw. Chodzi zatem o budowanie pokoju nie na egocentryzmie i tylko na własnych warunkach, ale o zaakceptowanie punktu widzenia drugiej strony jako rezultatu jej swoistego doświadczenia życiowego czy historycznego. Na tym polega sztuka kompromisu, który może być zawarty tylko wtedy, gdy zna się jego granice. Stąd też odrzucają mnie deklaracje niektórych kandydatów na prezydenta Polski przechwalających się tym, jak będą żądać od Ukrainy zburzenia pomników żołnierzy UPA, natychmiastowego potępienia historii tej organizacji i zakazania używania jej symboliki. Z podobnym problemem musiał w swoim życiu zmierzyć się Bartoszewski, gdy chodziło o oficjalnie zrzeczenie się przez niemieckich chadeków jakichkolwiek roszczeń wobec Ziem Odzyskanych. Rezygnacja z wywierania natychmiastowej presji i organizacja sojuszu wokół kwestii oporu wobec komunistycznego reżimu doprowadziła ostatecznie nie tylko do oczekiwanej deklaracji ze strony Niemców, ale także do upadku opresyjnego systemu.

W czytanym 3 maja w kościołach fragmencie Dziejów Apostolskich mowa jest o przyjęciu Szawła-Pawła w szeregi ówczesnego Kościoła jerozolimskiego. Odejście późniejszego Apostoła Narodów od obozu morderców i prześladowców chrześcijan nie oznaczało rzecz jasna zaprzestania mordów. A jednak powyższy fragment kończy się słowami: „A Kościół cieszył się pokojem w całej Judei, Galilei i Samarii”. Słowa te pokazują, że rzeczywistość pokoju nie jest zarezerwowana dla konkretnego kraju, systemu politycznego ani grupy ludzi. Nie jest zależna od zagrażających uwarunkowań zewnętrznych. Bp Ryś w swojej homilii stwierdza, że Kościół nigdy nie mówi o grzechu bez natychmiastowego dodania, że został on już zgładzony przez śmierć Jezusa na Golgocie. Stwierdzenie to komentuje tymi słowami: „Nie jest to tylko wyraz wiary w Boga, ale też wiary w człowieka, który jest większy w swojej wolności od wszystkich uwarunkowań wewnętrznych czy zewnętrznych”. Jeśli zatem poważnie traktujemy wezwanie do przyjęcia Zmartwychwstania Chrystusa, będziemy budowali pokój w każdej rzeczywistości społecznej, w której się znajdziemy. Nie oznacza to, rzecz jasna, rezygnacji ze starań o zmianę systemu społecznego na lepszy – papierkiem lakmusowym szczerości tych intencji jest jednak budowanie pokoju, burzenie murów i ciągłe przekraczanie swoich ograniczeń.

Jeśli patrzymy na życiorys więźnia Auschwitz, młodziutkiego działacza konspiracyjnego Frontu Odrodzenia Polski, członka-założyciela Żegoty i orędownika pojednania oraz dialogu międzynarodowego, który był nie tylko świadkiem historii, ale też Zmartwychwstania, spytajmy siebie, czy w naszych społecznościach nie ma murów wrogości, które należałoby zburzyć. Jest to pytanie o bardzo konkretne zaangażowanie społeczne, które w dzisiejszej rzeczywistości może być ekwiwalentem dawnych wyborów Bartoszewskiego. Czy tworzenie miejskich, społecznych, ale także kościelnych gett dla ubogich, bezdomnych, starych, chorych i wykluczonych nie jest wyrazem tej samej chciwości i mentalności hien, która napędzała szmalcowników w czasie wojny? Czy grodzenie kolejnych osiedli mieszkaniowych i obsesyjna pożądliwość zaspokajania własnych coraz bardziej wybujałych potrzeb konsumpcyjnych nie jest wyrazem wrogości i lęku przed drugim człowiekiem, które powstrzymywały ludzi od pomocy cierpiącemu bliźniemu w tamtych czasach? Czy współczesny świat na wieść o kolejnych mordach dokonywanych przez terrorystów na Bliskim Wschodzie czy Afryce nie kieruje się tą samą hipokryzją i zobojętnieniem, które powstrzymały go przed pomocą Żydom w czasie Holocaustu?

Jak mawia Andrea Riccardi, „wojna jest matką każdej biedy”. A jednak przyjęcie prawdy o Zmartwychwstaniu Jezusa zupełnie zmienia nasze relacje, niszczy wrogość i mury, buduje pokój. To, że nie jest łatwo nam ją przyjąć, przypominał ks. Józef Tischner w swoich znanych słowach, że chrześcijaństwo jest ciągle przed nami. Do jego pełni trzeba nam więcej takich świadków Ewangelii błogosławieństw jak Bartoszewski. Mam silną nadzieję, że za jakiś czas (nie liczę jednak ani nie oczekuję na pośpiech – ten może być złym doradcą) Kościół rozpozna w zmarłym Profesorze Bartoszewskim kandydata na ołtarze. Byłby to dowód na to, że ewangeliczne posłanie przełamywania podziałów może być realizowane w najbardziej dramatycznych okolicznościach historii. Chcę skończyć tekstem wiersza Antoniego Słonimskiego, który zainspirował Bartoszewskiego do napisania jednego z jego największych dzieł. Myślę, że jest on zarazem najpełniejszym podsumowaniem życiowej postawy Bartoszewskiego.

Ten, co o własnym kraju zapomina
Na wieść, jak krwią opływa naród czeski,
Bratem się czuje Jugosłowianina,
Norwegiem, kiedy cierpi lud norweski,

Z matką żydowską nad podbite syny
Schyla się, ręce załamując żalem,
Gdy Moskal pada – czuje się Moskalem,
Z Ukraincami płacze Ukrainy,

Ten, który wszystkim serce swe otwiera,
Francuzem jest, gdy Francja cierpi, Grekiem –
Gdy naród grecki z głodu umiera,
Ten jest z ojczyzny mojej. Jest człowiekiem.


Fotografia W. Bartoszewskiego użyta w tekście pochodzi z zasobów Wikicommons.