dzialamy
| 11 kwietnia 2014 ]

Bóg kocha bezczelnych

Wiel­ki Post jest festi­wa­lem zmy­słów. Litur­gia sło­wa ostat­nich dni odkry­wa przed nami nie­zwy­kłe hory­zon­ty postu. Kie­dy pości­my, to zazwy­czaj cze­goś nie jemy, nie pije­my, rezy­gnu­je­my z fizycz­nych dogod­no­ści. Nie robi­my tego po to, by pod­da­wać swo­je potrze­by abs­trak­cyj­nej, nie­ludz­kiej tre­su­rze. Post to wła­śnie czas szcze­gól­ne­go, fizycz­ne­go odczu­wa­nia naszych pra­gnień i pożą­dań, połą­czo­ne­go ze wstrzy­my­wa­niem się w ich zaspo­ka­ja­niu, po to, by je lepiej poznać, pobyć z nimi i zna­leźć ich źró­dło. Pozna­jąc je, zacznie­my coraz moc­niej odczu­wać głód, cały ten wysi­łek pro­wa­dzi nas jed­nak do wiel­kiej uczty Wiel­kiej Nocy, pod­czas któ­rej Jezus wypeł­ni nasze zmy­sły pokar­mem dosko­na­łym – Życiem, czy­li samym sobą. Wła­śnie o życiu, śmier­ci i zmar­twych­wsta­niu mówią Ewan­ge­lie ostat­nich dni.

Fot. Seba­stian Romik

Zaczę­ło się od histo­rii wskrze­sze­nia Łaza­rza: „Ja jestem zmar­twych­wsta­niem i życiem. Kto we Mnie wie­rzy, choć­by i umarł, żyć będzie”. Dzień póź­niej sły­sze­li­śmy histo­rię przy­pro­wa­dzo­nej do Jezu­sa cudzo­łoż­ni­cy, któ­rej On daje życie. Lincz na kobie­cie był w isto­cie pułap­ką na Jezu­sa, gdyż pra­wo Moj­że­szo­we naka­zy­wa­ło ją uka­mie­no­wać, rzym­skie nato­miast nie prze­wi­dy­wa­ło za to kary śmier­ci. Gdy­by Jezus wska­zał na któ­re­kol­wiek z dwóch roz­wią­zań, stał­by się łatwą ofia­rą dla swo­ich prze­ciw­ni­ków. On jed­nak nie tyl­ko wymy­ka się z pułap­ki, ale jesz­cze ratu­je kobie­cie życie. Tam, gdzie ludzie krzy­czą „zabić”, „uka­mie­no­wać”, „ukrzy­żuj”, „ska­zać na śmierć”, Bóg mówi: „I ja cie­bie nie potę­piam. Idź i odtąd już nie grzesz”. A gdy­by nawet znów zgrze­szy­ła, to On mówi, żeby prze­ba­czyć „aż sie­dem­dzie­siąt sie­dem razy”. Pozna­je­my Boga, któ­ry nam daje nie­skoń­cze­nie wie­le żyć.

Kolej­ny dzień litur­gii sło­wa przy­no­si roz­mo­wę Jezu­sa z fary­ze­usza­mi, któ­rym wyja­śnia: „Jeże­li bowiem nie uwie­rzy­cie, że JA JESTEM, pomrze­cie w grze­chach waszych”. Tym samym kolej­ny raz pod­kre­śla, że nie­sie życie, któ­re­go sami nie jeste­śmy w sta­nie sobie zapew­nić. On je daje każ­de­mu chęt­ne­mu, każ­de­go dnia, w takich ilo­ściach, w jakich tyl­ko bez­czel­nie może­my go pro­sić. Bóg, jak się zda­je, wyjąt­ko­wo ceni sobie bez­czel­nych ludzi. Wresz­cie w śro­dę usły­sze­li­śmy kolej­ną dys­pu­tę Chry­stu­sa i uczo­nych w Piśmie. Tym razem dowia­du­je­my się, że „Każ­dy, kto popeł­nia grzech, jest nie­wol­ni­kiem grze­chu (…) Jeże­li więc Syn was wyzwo­li, wów­czas będzie­cie rze­czy­wi­ście wol­ni”. Ewan­ge­lia przy­no­si wyzwo­le­nie, któ­re­go tak bar­dzo my i cała ludz­kość od daw­na poszu­ku­je­my. Jest wyzwo­le­niem z naszych sła­bo­ści, lęków, grze­chów, popę­dów i pożą­dań. Nie poprzez ich likwi­da­cję, ale zmia­nę per­spek­ty­wy, któ­rą jest nawró­ce­nie.

A to wszyst­ko, aby­śmy mogli za świę­tym Paw­łem powie­dzieć: „Moc w sła­bo­ści się dosko­na­li. Naj­chęt­niej więc będę się chlu­bił z moich sła­bo­ści, aby zamiesz­ka­ła we mnie moc Chry­stu­sa”. Trwaj­my więc w poście i ciesz­my się z nie­go, czerp­my radość z pozna­wa­nia się ze swo­imi sła­bo­ścia­mi, ułom­no­ścia­mi i popę­da­mi. A to po to, żeby­śmy zna­jąc sie­bie, mogli bez­czel­nie zawo­łać do Boga, by zmar­twych­wsta­nia nasze­go powsze­dnie­go dał nam dzi­siaj, nakar­mił nas nim i nasy­cił pra­gnie­nia wszyst­kich zmy­słów. A Bóg napraw­dę kocha bez­czel­nych. I speł­nia ich proś­by.