widzimy
| 13 marca 2013 ]

Brat pisze list

Zbli­ża się wio­sna, Deh­nel publi­ku­je wybór wier­szy Iwasz­kie­wi­cza, kato­lic­ki świat cze­ka na nowe­go papie­ża, a tym­cza­sem mój brat roz­wa­żył za i prze­ciw i posta­no­wił ofi­cjal­nie – jak to ujął – „odbić na lewo”. Teraz roz­ma­wia­my więc już nie tyl­ko o wege­ta­ria­ni­zmie i Koście­le, ale tak­że choć­by o abor­cji i homo­sek­su­ali­zmie, o Pete­rze Sin­ge­rze i Aga­cie Bie­lik-Rob­son. Za pośred­nic­twem pocz­ty elek­tro­nicz­nej dys­ku­tu­je­my, co jakiś czas wysy­ła­jąc do sie­bie maile. Maile pło­mien­ne i jedy­nie w koń­co­wych aka­pi­tach nie­co łago­dzo­ne, coby pozdro­wie­nie na samym dole nie brzmia­ło jak żart.

Brat śmie­je się, że jak kie­dyś po śmier­ci opu­bli­ku­ją naszą kore­spon­den­cję w tomie „Maile zebra­ne”, to ludzie powie­dzą: „Co za rodzi­na, brat z bra­tem zamiast o dziew­czy­nach, to o takich poważ­nych rze­czach”. Rodzi­na jak rodzi­na, ale rze­czy­wi­ście jest poważ­nie. Choć o dziew­czy­nach też nam się zda­rza, i to nie cał­kiem na mar­gi­ne­sie − żeby nie było, że brat z bra­tem tyl­ko o homo­sek­su­ali­zmie.

Pro­blem w tym, że brat jest inte­li­gent­ny i byle co go nie prze­ko­nu­je. Zresz­tą w ogó­le trud­no nam się nawza­jem prze­ko­nać, bo róż­ni­ce się­ga­ją chy­ba tro­chę zbyt głę­bo­ko. Ina­czej odbie­ra­my świat, co inne­go jest dla nas oczy­wi­ste i pew­ne, w róż­ny spo­sób, że tak to wznio­śle ujmę, wyobra­ża­my sobie też dobre i szczę­śli­we życie. Róż­ni­ce doty­czą więc samych kry­te­riów, któ­rych uży­wa­my, by oce­niać, czy coś jest dobre i racjo­nal­ne, a nie tyl­ko tego, co postrze­ga­my jako dobre i racjo­nal­ne. Doty­czą języ­ka, któ­rym się posłu­gu­je­my, a nie tyl­ko tre­ści, któ­re chce­my prze­ka­zać. A jak się doga­dać bez wspól­ne­go języ­ka?

Na to w zasa­dzie nie mam odpo­wie­dzi. Na pew­no jest tro­chę tak, że przy­ję­cie argu­men­tów za róż­ny­mi ele­men­ta­mi kościel­ne­go naucza­nia, a tym bar­dziej przy­ję­cie argu­men­tów za kato­li­cy­zmem jako takim wyma­ga w pew­nym stop­niu zna­jo­mo­ści języ­ka, w któ­rym te argu­men­ty są wyra­ża­ne. Kato­li­cyzm jest więc naj­bar­dziej prze­ko­nu­ją­cy dla samych kato­li­ków. Tro­chę jak z witra­ża­mi w koście­le: ich pięk­no jest w peł­ni widocz­ne dopie­ro od środ­ka. A od zewnątrz? Coś tam widać, ale nie­wie­le, jeno ciem­ne szkła w ciem­nych ram­kach. Może dla­te­go św. Paweł mówi, że posta­wa nie­chrze­ści­jan to nie nasza, że tak powiem, bro­cha: „Tych, któ­rzy są na zewnątrz, osą­dzi Bóg” (1 Kor 5,13). Choć z dru­giej stro­ny – i dla­te­go wia­ra i nie­wia­ra to nie są spra­wy bła­he – o samym ist­nie­niu Boga pisze św. Paweł, że jest ono uchwyt­ne dla umy­słu, tak więc nikt nie może się „wymó­wić od winy” (Rz 1,20).

Nasze dys­ku­sje będą pew­nie trwa­ły i nadal będą pło­mien­ne, wszak dla bra­ta die­ta mię­sna to zgo­da na cier­pie­nie milio­nów ist­nień, a dla mnie abor­cja to rzeź nie­wi­nią­tek z obra­zu Bru­egla (nie widać krwi, ale czuć jakiś wiel­ki smu­tek i nie­po­kój o same pod­sta­wy czło­wie­czeń­stwa). Dobrze jed­nak, że mimo róż­nic moż­na za sobą prze­pa­dać. Brat mi nawet poży­cza kato­lic­kie książ­ki ze swo­jej biblio­te­ki.