dzialamy
| 7 lutego 2014 ]

Caritas tańczy na lodzie

Nie­daw­no w „Gaze­cie Wybor­czej” uka­zał się arty­kuł „Łódź, mia­sto prze­klę­te” uka­zu­ją­cy w bar­dzo obra­zo­wy, ale też kon­kret­ny spo­sób pro­ble­my, z jaki­mi bory­ka się to mia­sto: wyso­ki sto­pień bez­ro­bo­cia, atmos­fe­ra depre­sji i stra­co­nych szans. Kie­dy roz­ma­wiam o wła­snych wra­że­niach Łodzi, zazwy­czaj przy­wo­łu­ję obraz kil­ku­let­nich dzie­ci po zmro­ku gra­ją­cych w pił­kę na środ­ku uli­cy − tyl­ko kawa­łek od ul. Piotr­kow­skiej, peł­nią­cej repre­zen­ta­cyj­ne funk­cje. Moż­na by przy­sta­nąć gdzieś obok i wypa­try­wać Raskol­ni­ko­wa skra­da­ją­ce­go się z sie­kie­rą, by zamor­do­wać lichwiar­kę. Nie trze­ba zresz­tą się­gać do świa­ta fik­cji − autor arty­ku­łu z „Wybor­czej” przy­wo­ły­wał auten­tycz­ne zda­rze­nia: śmierć pija­nej kobie­ty w dzie­wią­tym mie­sią­cu cią­ży, któ­ra z kijem bejs­bo­lo­wym zatrzy­my­wa­ła auta; serię śmier­tel­nych wypad­ków spo­wo­do­wa­nych przez pija­ne­go motor­ni­cze­go; ukry­wa­nie poćwiar­to­wa­nych dzie­ci w becz­kach.

Łódź nie­wąt­pli­wie potrze­bu­je pomy­słu na sie­bie, pla­nów wykra­cza­ją­cych poza remont Manu­fak­tu­ry i dwor­ca kole­jo­we­go, inwe­sty­cji dają­cych miej­sca pra­cy. Potrze­bu­je też jed­nak zastrzy­ku nadziei, a taki wła­śnie przy­cho­dzi ze stro­ny niby oczy­wi­stej, a jed­nak dość nie­ocze­ki­wa­nej − od zespo­łu łódz­kie­go Cari­ta­su. „Oczy­wi­stej”, bo prze­cież jak banał brzmi stwier­dze­nie, że Kościół jest powo­ła­ny do tego, by nieść ludziom nadzie­ję. „Nie­ocze­ki­wa­nej”, bo cały czas radość i nie­skrę­po­wa­ny entu­zjazm nie są tym, co się szcze­gól­nie z Kościo­łem w Pol­sce koja­rzy (spra­wą na osob­ną ana­li­zę jest to, na ile pozo­sta­je to tyl­ko winą wize­run­ku uku­te­go przez media). Tym­cza­sem Cari­tas z Łodzi pre­zen­tu­je nam poniż­szy fil­mik − klip do popu­lar­nej pio­sen­ki „Hap­py” Phar­rel­la Wil­liam­sa.

Dosko­na­le zna­my powta­rza­ją­ce się co roku zesta­wie­nia dzia­łań Cari­ta­su i Wiel­kiej Orkie­stry Świą­tecz­nej Pomo­cy. Popro­szo­na przez Reli​gia​.tv o wypo­wiedź na ten temat, mówi­łam: „Entu­zjazm i zaan­ga­żo­wa­nie towa­rzy­szą­ce oso­bom włą­cza­ją­cym się w te dzia­ła­nia − tego moż­na Orkie­strze pozaz­dro­ścić, a inne insty­tu­cje cha­ry­ta­tyw­ne, tak­że te zwią­za­ne z Kościo­łem, mogły­by się od Orkie­stry pew­nych rze­czy pod tym wzglę­dem nauczyć, np. tego, jak przy­cią­gać do swo­ich dzia­łań mło­dych ludzi, jak spra­wiać, żeby zin­te­gro­wa­li się oni wokół jakie­goś dzie­ła, poczu­li, że są jego czę­ścią”. Nowy film Cari­ta­su jest świet­ną pró­bą pój­ścia w tę stro­nę − w nagra­niu wzię­li udział pra­cow­ni­cy, wolon­ta­riu­sze i bene­fi­cjen­ci orga­ni­za­cji. Zoba­czy­my też tań­czą­ce­go na lodzie dyrek­to­ra Cari­ta­su, ks. Jac­ka Ambrosz­czy­ka.

Klip to oczy­wi­ście tyl­ko kwe­stia wize­run­ko­wa, wia­do­mo jed­nak, że „tyl­ko” cza­sa­mi zna­czy wie­le − spra­wą nie­ba­ga­tel­ną jest to, jakie sko­ja­rze­nia wywo­łu­je dana orga­ni­za­cja. Tomasz Kopy­tow­ski z Cari­tas tłu­ma­czy, że celem nagra­nia tele­dy­sku było to, by „zmie­nić ste­reo­ty­po­we myśle­nie o ludziach zwią­za­nych z Cari­tas. Czę­sto się sły­szy, że w Cari­tas pra­cu­ją wyłącz­nie księ­ża i zakon­ni­ce. A to jest nie­praw­da - pra­cu­ją tu róż­ni ludzie, któ­rzy potra­fią się bawić, tań­czyć, któ­rzy są wese­li” (zob. depe­sza KAI). Tym, któ­rzy chcie­li­by dokład­niej przyj­rzeć się dzia­ła­niom Cari­ta­su, pomo­że stro­na www​.cari​tas​.pl.