myslimy
| 20 maja 2013 ]

Codzienność do bólu

Kata­rzy­na Jabłoń­ska i ksiądz Jan Kacz­kow­ski. Cicha sekre­tarz redak­cji „Wię­zi” i cha­ry­zma­tycz­ny, zabaw­ny kapłan, bio­etyk dzia­ła­ją­cy w puc­kim hospi­cjum. Dwie cie­ka­we oso­bo­wo­ści, któ­rych spo­tka­nia i roz­mo­wy zaowo­co­wa­ły arcy­cie­ka­wą książ­ką: „Sza­łu nie ma, jest rak”.

Rze­czy­wi­ście, mało w niej sza­łu, brak roz­dzie­ra­nia szat, roz­pa­czy. Jest codzien­ność. Szpi­tal i kolej­ne bada­nia, hospi­cjum i pacjen­ci, bio­ety­ka i czło­wie­czeń­stwo, „syn­ko­wie” z ich pro­ble­ma­mi. Codzien­ność, nie­mal­że do bólu. Wbrew wszyst­kie­mu.

Przede wszyst­kim jed­nak spo­ty­ka­my CZŁOWIEKA z jego nie­sa­mo­wi­tym poczu­ciem humo­ru, zna­jo­mo­ścią naucza­nia Kościo­ła, wraż­li­wo­ścią na świat i dru­gie­go czło­wie­ka. Kogoś, kto przez całe życie był pew­ne­go rodza­ju skrom­nym zna­kiem sprze­ci­wu. Dla­te­go zawie­dzie się ten, kto szu­ka w tej książ­ce śmier­ci. Co z tego, że jest ona roz­mo­wą z czło­wie­kiem umie­ra­ją­cym powo­li na raka? Kapłan ten afir­mu­je życie, jest go pełen, zara­ża nim czy­tel­ni­ka. Dzie­li się rado­ścią, choć jest w niej rów­nież ból.

Spo­tka­nie to doty­ka rów­nież prze­szło­ści, cze­go wyra­zem są licz­ne aneg­do­ty z życia księ­dza Jana, któ­re – deli­kat­nie mówiąc – nie przy­sta­ją do nasze­go wyide­ali­zo­wa­ne­go życio­ry­su przy­szłe­go czy obec­ne­go kapła­na. Bar­dzo się z tego cie­szę – mało jest ksią­żek, któ­re poka­zu­ją, że i w naszych cza­sach Bóg powo­łu­je do służ­by inte­re­su­ją­ce oso­bo­wo­ści. Trend ten nie zakoń­czył się wraz z edy­cją Nowe­go Testa­men­tu ani nie umarł w ostat­nich latach śmier­cią natu­ral­ną. Para­dok­sal­nie jest to wia­do­mość pocie­sza­ją­ca – wciąż są grzesz­ni­cy, któ­rzy sta­wia­ją na Boga, a z takich wła­śnie ludzi skła­da się żywy Kościół.

Na tym mogła­bym zakoń­czyć ten tekst, gdy­by nie to, że wywiad ten wciąż mnie świ­dru­je, nicu­je men­tal­nie, zmu­sza do reflek­sji za każ­dym razem, gdy zda­rzy mi się spoj­rzeć na okład­kę. Kie­ru­je myśli w stro­nę życia i tego, co waż­ne. Oka­zu­je się, że to nie nowo­twór jest naj­waż­niej­szy, nie cier­pie­nie, nie rosną­ca nie­peł­no­spraw­ność – ale ta codzien­ność, w któ­rej ksiądz Jan funk­cjo­nu­je od lat. Codzien­ność hospi­cjum z jego pacjen­ta­mi, kwia­ta­mi i obra­za­mi, „syn­ko­wie” i ich losy, a teraz rów­nież codzien­ność powtór­ne­go zamiesz­ka­nia w domu rodzin­nym.

I jesz­cze ta czu­łość… Coś, cze­go nam brak na co dzień. Co jest w naszych cza­sach bar­dzo podej­rza­ne, wpy­cha­ne do szu­flad­ki „zbo­cze­nie”, a co naj­mniej: „sek­su­al­ność”. A tu się oka­zu­je, że bez niej w życiu ani rusz. Naj­bar­dziej przy­da­je się wte­dy, gdy duszę dopa­da cier­pie­nie. Dzię­ki czu­ło­ści ze stro­ny bli­skich, ale i nie­zna­nych nam ludzi moż­na wie­le prze­trwać.

„Sza­łu nie ma. jest rak. Z ks. Janem Kacz­kow­skim roz­ma­wia Kata­rzy­na Jabłoń­ska”, Biblio­te­ka „Wię­zi”, War­sza­wa 2013.