widzimy
| 1 lutego 2013 ]

Czarna kawa na cmentarzu

Z pełną świadomością, że brzmi to boleśnie patetycznie: Szymborska zostawiła coś więcej niż tylko wiersze. Bo być może umieranie było zwykłą prozą życia, ale pogrzeb – czystą poezją w wersji sauté.

Fot. Mariusz Kubik

I podczas rzewnych pożegnań pokazywanych w czarnych barwach telewizora przypomniałem sobie wówczas nie życie Szymborskiej i jej wiersze, ale pogrzeb właśnie i przemowę Michała Rusinka:

„Pewnie podejrzewałaby pani, że ci wszyscy ludzie są tu przypadkowo, że tylko coś ich zatrzymało w drodze np. na jakiś ważny mecz. A może sparafrazowałaby pani własny, ostatnio często cytowany wiersz i powiedziała z błyskiem w oku «no, ksiądz istny Seweryn». Mam nadzieję, że nie ma nam pani tego wszystkiego za złe. Jest tu tyle ludzi, bliższych i dalszych przyjaciół, znajomych, nieznajomych, którzy, wiedząc o pani niechęci do wielkich słów, nigdy nie odważyli się powiedzieć pani wprost jak bardzo są wdzięczni za pani obecność, za pani słowo, to poetyckie i to codzienne, za pani poczucie humoru, za ciepło i cierpką ironię oraz jedyny taki na świecie uśmiech. Dziękuję pani teraz w ich imieniu i swoim imieniu.

Niedługo przed śmiercią mówiła pani, że miała dobre, długie, ciekawe życie i szczęście do ludzi, do przyjaciół. Była pani za to wdzięczna losowi i pogodzona z tym, co miało się stać. Ciekawe, co pani teraz robi? Zakładała pani, że w wersji pesymistycznej będzie siedzieć pani gdzieś przy stoliczku i pisać dedykacje, a w wersji optymistycznej, no cóż, w niebie jest podobno pani ulubiona Ella Fitzgerald, więc pewnie słucha jej pani teraz, paląc papierosa i pijąc kawę. Ale równocześnie, na szczęście dla nas, wciąż może być pani z nami. Zostawiła nam pani sporo do czytania i sporo do myślenia. Dziękujemy, pani Wisławo!”.

9 lutego w Krakowie padał śnieg. Na cmentarzu Rakowickim było zimno i dużo ludzi. I rzeczywiście, gdyby ktoś był tu przypadkiem, nawet przez myśl by mu nie przeszło, że tak się żegna noblistkę. Bez transparentów o szukaniu prawdy. Bez pochodni i demonstracji. Nikt nie krzyczał, że zdrada. Że raz sierpem, a raz młotem. Było bez księdza, salw armatnich, nudnych przemówień, że Szymborska wielką poetką była. W zamian czarna kawa, Ella Fitzgerald wśród grobów i mocne papierosy zamiast zniczy.