widzimy
| 2 czerwca 2012 ]

Czas święty i Euro

Według Mir­cei Elia­de­go każ­da wspól­no­ta, roz­po­zna­jąc swo­ją odręb­ność i okre­śla­jąc swe miej­sce w swym świe­cie, prze­ży­wa wła­sny czas na dwo­ja­ki spo­sób. Jest więc po pierw­sze czas świec­ki, codzien­ny, czas zno­ju i mozol­ne­go wydzie­ra­nie zie­mi jej owo­ców. To czas wycze­ki­wa­nia. To, na co się cze­ka, co się ma dziać napraw­dę, co nada­je sens ziem­skie­mu byto­wa­niu Elia­de nazy­wa cza­sem świę­tym. Jego isto­tą jest cyklicz­ność, bo czło­wiek potrze­bu­je powta­rzać, by pamię­tać, bo trze­ba wciąż odkry­wać to, co stoi u począt­ków – świa­ta, czło­wie­ka, wspól­no­ty. Moż­na powie­dzieć, że jaka wspól­no­ta, jaka spo­łecz­ność, taki jej czas i jej świę­to­wa­nie.

Wspól­no­ta zamiesz­ku­ją­ca zie­mie nad Wisłą roz­po­czy­na wła­śnie swe świę­to. Po latach przy­go­to­wań to Pola­kom przy­padł zaszczyt gosz­cze­nia tych, któ­rym rytm życia wyzna­cza gwiz­dek pił­kar­skie­go sędzie­go. O tym, że pił­ka noż­na ma moc wyja­śnia­nia świa­ta, wie każ­dy, kto stał na try­bu­nie po prze­gra­nym meczu uko­cha­nej dru­ży­ny. Zaświad­czam, że świat sta­je się wów­czas na powrót kla­row­ny, myśli ostre i bez­po­śred­nie, a uczu­cia świe­że i nie­kła­ma­ne, jak na pierw­szej rand­ce. Kto jed­nak nie miał przy­jem­no­ści mok­nąć na meczu pol­skiej, za prze­pro­sze­niem, Eks­tra­kla­sy, niech zawie­rzy sło­wom na poły mitycz­ne­go już maga fut­bo­lu Bil­la Shankly’ego, któ­ry sta­wia tezę jesz­cze moc­niej­szą: „Some people belie­ve foot­ball is a mat­ter of life and death, I am very disap­po­in­ted with that atti­tu­de. I can assu­re you it is much, much more impor­tant than that”. Zda­niem legen­dar­ne­go tre­ne­ra Liver­po­olu fut­bol nie tłu­ma­czy świa­ta – fut­bol jest świa­tem.

Czas świę­ty obej­mu­je więc we wła­da­nie docze­sność, anek­tu­je zgra­ne sym­bo­le (war­szaw­ska Syren­ka zamiast mie­cza chwy­ta pił­kę), przy­wo­łu­je boską Euter­pę, muzę poezji (Koko koko…), czy też jest kołem zama­cho­wym wszel­kiej twór­czo­ści i postę­pu. Jakie sym­bo­le wytwo­rzą sobie w tych dniach wyznaw­cy fut­bo­lu? Jak zin­ter­pre­tu­ją wyro­ki nie­omyl­nych sędziów? Czy oko­ło­bo­isko­we spo­tka­nia daw­niej brat­nich naro­dów sta­ną się począt­kiem zmierz­chu reli­gii smo­leń­skiej, czy też oka­zją do rado­sne­go świę­to­wa­nia w ryt­mie kozac­kie­go kolej­nych pol­skich prze­pę­dzeń? Co nam zosta­nie po Euro? Nie­do­koń­czo­ne dro­gi, pro­ku­ra­tor­skie zarzu­ty, wyrwa­ne krze­seł­ka, łzy poraż­ki? A może mar­ke­tin­go­wy suk­ces, zafa­scy­no­wa­ni tury­ści i wzrost PKB?

Jak wresz­cie z tymi wyzwa­nia­mi pora­dzą sobie w tych świę­tych dniach Pola­cy? Oba­wiam się, że przed­smak już mamy…