dzialamy
| 20 czerwca 2012 ]

Dobre skojarzenia

Goście rozchodzą się po kątach, a rozmowa nawet nie jak strumyk płynie z wolna, ale sączy się i ciurka. Albo przeciwnie: dyskusja toczy się żwawo, ale aż nadto gorąco – przypuszczać można, że zestaw kawowy „Dorota” posłuży za amunicję. Co wtedy robimy? Przeprowadzamy wzmożoną integrację za pomocą gry, oczywiście.

W wypadku gdy grono nie przekracza sześciu osób, sięgamy po talię kart Dixit, po czym z zakamarków mózgu, jaźni i duszy wyciągamy skojarzenia, bo na tym właśnie gra będzie polegać. Fantazyjne i wieloznaczne rysunki na kartach łączą się natychmiast z czymś tak dalece oczywistym, że skojarzenie to podzieli cała grupa, a z drugiej strony, przeciwnie – z czymś tak osobistym, indywidualnym, pokrętnym, że pozostanie to tylko nasze własne. Ani pierwsze, ani drugie nie będzie dobre, bo hasła, zdania, słowa, które wypowiemy, powinny naprowadzić na odgadnięcie naszej karty z obrazkiem tylko część graczy. Nie dostaniemy punktów zarówno gdy zgadną wszyscy, jak też gdy nie zgadnie nikt.

Im większy wspólny kod kulturowy, tym lepsza zabawa. Przy okazji to doskonała okazja dla osób, które chciałyby pochwalić się tym, że szachownica przywodzi im na myśl „Siódmą pieczęć” Bergmana, a dwie maskotki – Pafnucego i Kalasantego z filmu Natalii Brożyńskiej „Drżące trąby”. Rzucamy: „Przyjechałeś do mnie z siekierą, to znaczy, że też nie jestem ci obojętny” i już wiemy, kto z towarzystwa ogląda hity internetu.

Na okoliczność zebrania się w naszym mieszkaniu większej ilości osób zaopatrujemy się w grę „Tabu”. Tym razem naszym zadaniem będzie takie przedstawienie (wyłącznie za pomocą narracji, bez gestów) podanych na kartach haseł, aby nasza drużyna jak najszybciej je zgadła. Przy czym zakazane jest użycie kilku najbardziej oczywistych w danym wypadku słów, podanych jako słowa-tabu.

Obie gry nie tylko pozwalają zażegnać konflikty, uniknąć nudy i wypełnić sensownie wspólnie spędzony czas, ale także w znacznym stopniu pomagają się poznać. Wyraźnie pokazuje to historia związana z Dixit, która stała się elementem kazania jednego z ojców dominikanów. Wyprawa do pewnej pary z zamiarem ściśle ewangelizacyjnym okazała się niepowodzeniem – wiadomo, z osobami, u których wykryje się sprecyzowany cel „nawracanie”, nie da się rozmawiać. Można natomiast oswajać je wspólną grą. A to podobno i w tym wypadku przyniosło rezultaty więziotwórcze.