dzialamy
| 14 sierpnia 2014 ]

Domni−Bezdomni

„Pro­szę o kurt­kę ciem­ną roz­miar XXL”, „Potrzeb­ne mi są środ­ki do higie­ny, kari­ma­ta, scy­zo­ryk, sło­dy­cze, tytoń. Z góry dzię­ku­ję, Robert” − takie infor­ma­cje bez­dom­ni prze­ka­zu­ją dzię­ki skrzyn­kom usta­wio­nym na pl. Dąbrow­skie­go w cen­trum War­sza­wy. Widocz­ny tam z dale­ka bia­ły słup mie­ści w sobie kil­ka zamy­ka­nych na kłód­kę sza­fek − każ­da z nich przy­pi­sa­na jest do jed­ne­go bez­dom­ne­go i zaopa­trzo­na w kart­kę ze spi­sem potrzeb­nych mu rze­czy. Moż­na je wrzu­cać do skrzy­nek od góry. Klu­cza­mi do sza­fek dys­po­nu­ją sami bez­dom­ni.

Skrzyn­ka na pl. Dąbrow­skie­go. Fot. Ewa Kie­dio

Tak pre­zen­tu­je się pro­jekt „Domni−Bezdomni”, zre­ali­zo­wa­ny przez Euge­nię Wasyl­czen­ko, stu­dent­kę Wydzia­łu Sztu­ki Mediów ASP. Na swo­jej stro­nie pisze ona o począt­kach tego pomy­słu: „Uczest­ni­ków tego pro­jek­tu zna­la­złam na uli­cach War­sza­wy. Po krót­kiej roz­mo­wie oka­zy­wa­ło się, że każ­dy z nich ma uni­kal­ną histo­rię do opo­wie­dze­nia, a poza bez­dom­no­ścią musi spro­stać jesz­cze ogro­mo­wi innych pro­ble­mów. Cięż­kie cho­ro­by, pro­ble­my ze zdo­by­ciem leków, nie­moż­ność poro­zu­mie­nia się z rodzi­ną to tyl­ko część z nich, wszyst­kie uzie­mia­ją i odbie­ra­ją siły do życia. Wstrzą­sa­ją­ce są tak­że spo­so­by, w jaki dane oso­by zna­la­zły się na uli­cy. Zazwy­czaj wyda­rzy­ło się to gwał­tow­nie, wyry­wa­jąc z poukła­da­ne­go życia, budo­wa­ne­go dzię­ki wie­lo­let­niej pra­cy i kon­se­kwen­cji. Przed roz­mo­wa­mi z uczest­ni­ka­mi pro­jek­tu mia­łam z tyłu gło­wy fra­zes «każ­dy może wylą­do­wać na uli­cy». Teraz jestem już tego pew­na”.

O tym „fra­ze­sie” przy­po­mi­na­ją histo­rie takie jak ta, o któ­rej kil­ka dni temu roz­pi­sy­wa­ły się media. Kjell Lars­son był miliar­de­rem, wła­ści­cie­lem wio­ski olim­pij­skiej, licz­nych apar­ta­men­tów i hote­li. Spo­ty­kał się z mini­stra­mi, bywał na ban­kie­tach, miał roz­le­głe zna­jo­mo­ści. Dziś nor­we­ski dzien­nik „Dag­bla­det” opi­su­je go tak: „Widok jest tra­gicz­ny. W rogu sta­cji kole­jo­wej w Sund­svall śpi Kjell Lars­son. Opie­ra gło­wę na podusz­ce, nogi trzy­ma na tor­bach z pusty­mi butel­ka­mi”. Obok tak skraj­nych upad­ków mająt­ko­wych roz­gry­wa­ją się licz­ne mniej spek­ta­ku­lar­ne, ale rów­nie dra­ma­tycz­ne w skut­kach. Na jed­nej ze skrzy­nek na pl. Dąbrow­skie­go prze­czy­ta­my skra­wek histo­rii 34-let­nie­go Micha­ła: „Jestem po tech­ni­kum ogrod­ni­czym, przez 6 lat pro­wa­dzi­łem dzia­łal­ność gospo­dar­czą w han­dlu”. Z kolei na face­bo­oko­wej stro­nie pro­jek­tu czy­ta­my histo­rię pana Andrze­ja, któ­ry przez pra­wie 30 lat pra­co­wał w Teatrze Powszech­nym jako mon­ter sce­ny. Wyrzu­co­ny z domu przez bra­ta, miesz­ka teraz na dział­ce, któ­rej był wła­ści­cie­lem.
[…]

Cały tekst dostępny na portalu Deon​.pl