widzimy
| 30 marca 2016 ]

Dwaj Mesjasze

Ewangelia o uczniach idących do Emaus wprowadza w konfuzję. „Przystanęli smutni” – czytamy. Tajemniczemu wędrowcowi, który zaczyna z nimi rozmowę, tłumaczą, że na Jezusa z Nazaretu wydano wyrok i ukrzyżowano Go. To by doskonale tłumaczyło, czemu są w tak fatalnym nastroju. Dodają jednak dalej: „Niektóre z naszych kobiet wprawiły nas w zdumienie. Gdy wczesnym rankiem poszły do grobu, nie znalazły Jego ciała. Wróciły, mówiąc, że widziały aniołów, którzy zapewnili, że On żyje”. Skąd więc ta posępność? Kluczowe wydają się słowa: „A my mieliśmy nadzieję, że to On wyzwoli Izraela”.

Chrystus z uczniami idącymi do Emaus na obrazie Duccia di Buoninsegny

Chrystus z uczniami idącymi do Emaus na obrazie Duccia di Buoninsegny

Zawiedziona nadzieja towarzyszy według Anny Świderkówny także innym uczniom. Właśnie w ten sposób tłumaczy ona zachowanie Piotra, który obiecywał Mistrzowi, że nigdy się Go nie wyprze (Mt 26,31-35). Nie takiego jednak Mesjasza oczekiwał. „Nie kłamał, gdy Go niewiele wcześniej zapewniał, że prędzej umrze, niż się Go zaprze – pisze Świderkówna w książce „Rozmowy o Biblii. Nowy Testament”. – Był gotów na śmierć, ale z mieczem w ręku. Tymczasem Jezus kazał mu ten miecz schować do pochwy. I sam nie próbował się nawet bronić”.

O Judaszu zwykliśmy myśleć jako o zdrajcy, który sprzedał swojego Mistrza, skuszony zapłatą. Trzydzieści srebrników to nie była jednak duża kwota. Świderkówna także jego dziwne zachowanie tłumaczy upatrywaniem w Jezusie mesjasza politycznego. Podkreśla, że Judasz popełnił samobójstwo jeszcze przed wydaniem przez Piłata wyroku: „Owemu «zdrajcy» wystarczyło, że Jezus nie próbował w ogóle oporu. Był najwyraźniej pewny, że kiedy pojawi się straż świątynna, jego Mistrz okaże swoją moc, objawi się wreszcie jako oczekiwany Mesjasz. Rozgromi wszystkich i zdobędzie cały świat dla narodu wybranego. Zdradę swoją pomyślał jako prowokację mającą zmusić Jezusa do wystąpienia”.

Jakiego Mesjasza wybieramy? Tego, który obiecuje szybkie rozwiązania, konkret już zaraz, poprawę sytuacji zewnętrznej? Czy Tego, który pozwala się pojmać i ukrzyżować, a jak się okazuje, Jego słowa odnosiły się do czegoś hen w dalekiej przyszłości i jakiś chyba przemian wewnętrznych, skoro wspominał ciągle o prawdzie i miłości? Tłum wybiera tego pierwszego. Taka sytuacja pojawia się w Ewangelii w zasadzie wprost. Barabasz bowiem, jak uświadamia nam (lub przypomina – w zależności od stanu naszej wiedzy) Benedykt XVI, jest postacią mesjańską. „W propozycji paschalnej amnestii stają naprzeciw siebie dwie interpretacje nadziei mesjańskiej” – podkreśla w książce „Jezus z Nazaretu”.

Nie należymy do tych, którzy oczekiwali wyzwolenia Izraela spod rzymskiej okupacji. Ale myślę, że tak samo stoi przed nami wybór między dwoma Mesjaszami (z których w istocie jeden jest tylko mesjaszem czy inaczej mówiąc: jeden tylko jest Mesjaszem). Wybór między dwoma typami mesjanizmu. Mamy do zadania sobie pytanie: czego oczekujemy po Jezusie z Nazaretu? Czy nie przypisaliśmy Mu zbioru cech, które prędzej znaleźlibyśmy właśnie u Barabasza? Między nimi takich, jak błyskawiczne rozwiązywanie naszych problemów, jakaś cudowna interwencja, siła krzyku i triumf nad tymi, którzy nas złoszczą, z którymi wytrzymać nie sposób – może choćby utarcie im nosa. W kwestiach społecznych i politycznych też nie braknie spraw do szybkiego a skutecznego rozwiązania. Aby więc uniknąć zawodu, który zamiast radości paschalnej wsuwa w głowę myśl: „a ja się spodziewałem…”, warto sprawdzić, jaki jest ten Mistrz z Nazaretu i co właściwie obiecywał. Benedykt XVI we wspomnianej książce opisywał Go tak:

„Otóż tajemnica Boga polega na tym, że działa On bez rozgłosu. W wielkiej historii ludzkości stopniowo tylko buduje swoją historię. Staje się człowiekiem, tak jednak, że przez współczesnych sobie, przez miarodajne siły historii, może pozostać niezauważony. Cierpi i umiera, jako Zmartwychwstały chce przyjść do ludzkości tylko przez wiarę swoich, którym się ukazuje. Nie przestaje lekko pukać do drzwi naszych serc i jeśli je otworzymy, powoli czyni nas widzącymi.

Czy jednak nie taki właśnie jest Boski styl? Nie pokonywanie siłą zewnętrzną, lecz dawanie wolności, obdarzanie miłością i budzenie”.