dzialamy
| 19 czerwca 2012 ]

Dymszy przepis na freelance

Mło­dy, kre­atyw­ny, dyna­micz­ny, dys­po­zy­cyj­ny. Posta­ci kre­owa­ne przez Adol­fa Dym­szę w przed­wo­jen­nym kinie speł­nia­ły­by wszyst­kie kry­te­ria wyma­rzo­ne­go pra­cow­ni­ka. W prze­wrot­ny jed­nak spo­sób, bo do każ­dej z tych cech trze­ba by dodać filu­ter­ne mru­gnię­cie okiem, któ­re wszyst­kie skład­ni­ki zamie­nia w oso­bli­wą misz­ku­lan­cję o nie­bez­piecz­nym, słod­ko-pie­prz­nym uro­ku. A czy taki nazbyt swo­bod­ny deli­kwent w sys­te­mie kor­po­ra­cyj­nym nie jest raczej non gra­ta? Nawet jeśli jest w sta­nie udo­ku­men­to­wać, że nie ma prze­sa­dy w jego sło­wach: „Ja nie wiem, co to rzecz jest nie­moż­li­wa / to u mnie nie bywa” (pio­sen­ka „A u mnie siup, a u mnie cyk” z fil­mu „Dodek na fron­cie”), nie­chyb­nie pod­pad­nie tupe­tem wypa­trzo­nym w nazbyt sprę­ży­stym kro­ku i nie­za­leż­no­ścią roz­wie­wa­ją­cą włos na gło­wie. Jak zresz­tą osa­dzić w sche­ma­cie funk­cjo­no­wa­nia fir­my kogoś, kto zarze­ka się:

Ja już taką mam natu­rę
od szcze­niac­kich swo­ich lat,
że ja śmie­ję się z wszyst­kie­go
i że gwiż­dżę wciąż na świat.
Jeśli cza­sem jest mi cięż­ko
lub mi figla spła­ta los,
ja nie pła­czę, ja nie wzdy­cham,
ale śmie­ję się na głos.
(pio­sen­ka „Oj diri­di” z fil­mu „Antek polic­maj­ster”)

Z koniecz­no­ści czy z wła­snej chę­ci − współ­cze­sny Antek-Dodek, aby nie pod­dać się dycha­wicz­ne­mu kasz­lo­wi ryn­ku pra­cy, zosta­je fre­elan­ce­rem albo zakła­da wła­sną dzia­łal­ność gospo­dar­czą. Na wzlo­ty i upad­ki takie­go wybo­ru życio­we­go men­tal­nie jest dosko­na­le przy­go­to­wa­ny:

Co jest życie? Hokus pokus,
czy­sty hazard, śle­pa gra
albo orzeł, albo resz­ka,
raz się nie ma raz się ma.
Jeśli wygrasz to w porząd­ku,
wte­dy bra­cie rób co chcesz,
a jak prze­grasz, to się nie martw
tyl­ko ze mnie przy­kład bierz.
(„Oj diri­di”)