dzialamy
| 31 października 2014 ]

Łódź – Festiwal Kultury Chrześcijańskiej

W dniach 2-16 listo­pa­da br. odbę­dzie się kolej­na edy­cja Festi­wa­lu Kul­tu­ry Chrze­ści­jań­skiej. Impre­za ta na dobre już zago­ści­ła w łódz­kim kalen­da­rzu kul­tu­ral­nym, ale poza gra­ni­ca­mi Łodzi jest zna­na raczej sła­bo. Bo też sama Łódź wciąż chy­ba cze­ka na odkry­cie. A war­to się tu wybrać, zanim prze­mi­nie jej, tyleż uro­kli­wa dla przy­jezd­nych, co uciąż­li­wa dla miesz­kań­ców, zapy­zia­ła dzie­więt­na­sto­wiecz­ność. Listo­pad, gdy dziu­ry w chod­ni­kach przy­kry­wa war­stwa kolo­ro­wych liści, a sza­re budyn­ki dobrze kamu­flu­ją się na tle rów­nie sza­re­go nie­ba, to być może dobry czas na zale­głą wizy­tę.

Naj­pierw był teatr para­fial­ny zało­żo­ny w 1987 roku przy koście­le pw. Wnie­bo­wstą­pie­nia NMP na łódz­kim Sta­rym Mie­ście. Ini­cja­to­rem i reży­se­rem pierw­szych pię­ciu pre­mier był ks. Wal­de­mar Sond­ka, dziś łódz­ki dusz­pa­sterz śro­do­wisk twór­czych i popu­lar­ny kazno­dzie­ja, wte­dy mło­dy wika­ry zaj­mu­ją­cy się tzw. mło­dzie­żą pra­cu­ją­cą. Tak wów­czas jak i teraz – czło­wiek gór, teatru i wie­lu innych pasji, z łatwo­ścią jed­na­ją­cy sobie ludzi z roz­ma­itych śro­do­wisk. Teatrem kie­ru­je do dziś, choć wysta­wia­nie sztuk oddał pro­fe­sjo­nal­nym arty­stom.

W pra­so­wym arty­ku­le sprzed kil­ku lat wyczy­ta­łem, że pierw­szym spek­ta­klom towa­rzy­szy­ły pew­ne kon­tro­wer­sje. – Stra­cił kil­ka para­fia­nek, bo panie nie rozu­mia­ły, jak moż­na słu­chać wul­ga­ry­zmów, dobie­ga­ją­cych z pod­zie­mi kościo­ła – mówi­ła dzien­ni­ka­rzom jed­na osób zaan­ga­żo­wa­nych w teatr ks. Sond­ki od począt­ku jego dzia­łal­no­ści. Ktoś z para­fian nie mógł też prze­bo­leć, że w jed­nej sztu­ce boha­ter­ka naj­pierw rodzi dziec­ko, a potem wycho­dzi za mąż. Ogól­nie jed­nak chy­ba ani kon­tro­wer­syj­nych ele­men­tów w spek­ta­klach nie było wie­le, ani para­fia­nie w swo­jej więk­szo­ści nie byli nasta­wie­ni nie­chęt­nie. W tam­tych cza­sach związ­ki mię­dzy Kościo­łem a sztu­ką były pod wie­lo­ma wzglę­da­mi bliż­sze niż dzi­siaj; lata 70. i 80. to prze­cież orga­ni­zo­wa­ne w całej Pol­sce, owia­ne leged­ną Tygo­dnie Kul­tu­ry Chrze­ści­jań­skiej.

Choć w 1993 roku teatr – wów­czas noszą­cy już swo­ją dzi­siej­szą nazwę, Logos – prze­niósł się w inne miej­sce, war­to być może poświę­cić choć para­graf wspo­mnia­ne­mu kościo­ło­wi WNMP, bo to histo­ria mia­sta w piguł­ce. Stoi on w samym cen­trum daw­nej Łodzi – małej rol­ni­czo-rze­mieśl­ni­czej osa­dy zagu­bio­nej w lasach mię­dzy Wiel­ko­pol­ską a Mazow­szem, o któ­rej nigdy byśmy nie usły­sze­li, gdy­by nie decy­zja z cza­sów Kró­le­stwa Kon­gre­so­we­go, by uczy­nić ją cen­trum prze­my­słu włó­kien­ni­cze­go. Neo­go­tyc­ki budy­nek powstał pod koniec XIX wie­ku na miej­scu poprzed­nie­go, drew­nia­ne­go, jako świą­ty­nia dla pol­skich robot­ni­ków. Sak­soń­czyk Karl Sche­ibler, wła­ści­ciel naj­więk­szej łódz­kiej fabry­ki, dał 15 tys. rubli, dru­gi co do for­tu­ny, Żyd Izra­el Poznań­ski, sfi­nan­so­wał posadz­kę. Kto zapła­cił za pod­zie­mia mają­ce póź­niej sta­no­wić sce­nę teatru ks. Sond­ki, nie wiem. W każ­dym razie pro­jekt świą­ty­ni autor­stwa Kon­stan­te­go Woj­cie­chow­skie­go miał być przy­kła­dem szcze­gól­nej odmia­ny goty­ku, „wiśla­no-bał­tyc­kiej”, któ­ra w tam­tym cza­sie, gdy pró­bo­wa­no „sub­li­mo­wać” patrio­tycz­ne uczu­cia w pra­cę orga­nicz­ną, wysu­wa­na była jako pro­po­zy­cja pol­skie­go sty­lu naro­do­we­go. Gdy w cza­sie oku­pa­cji hitle­row­skiej na łódz­kim Sta­rym Mie­ście roz­lo­ko­wa­no get­to, w koście­le Wnie­bo­wstą­pie­nia NMP mie­ścił się maga­zyn pie­rza.

Teatr Logos opu­ścił Sta­re Mia­sto, gdy jego nie­daw­ny pro­boszcz, a wów­czas – i nadal – łódz­ki biskup pomoc­ni­czy, bp Adam Lepa, uczy­nił ks. Sond­kę dusz­pa­ste­rzem arty­stów i dał mu pod opie­kę kościół pw. Nie­po­ka­la­ne­go Poczę­cia NMP przy ul. Skło­dow­skiej-Curie. Ta świą­ty­nia też jest w szcze­gól­ny spo­sób nazna­czo­na przez histo­rię Łodzi – wybu­do­wa­na na począt­ku XX w. jako kościół maria­wi­tów, ruchu reli­gij­ne­go, któ­re­go Zie­mia Łódz­ka jest jed­nym z cen­trów. Pamię­tam oko­li­cę kościo­ła Nie­po­ka­la­ne­go Poczę­cia z dzie­ciń­stwa, bo w pobli­żu, na ul. Pogo­now­skie­go, znaj­do­wa­ła się walą­ca się sala spor­to­wa, na któ­rej tre­no­wał koszy­ków­kę mój star­szy brat. To samo cen­trum poprze­my­sło­wej Łodzi, bied­nej i smut­nej, ale dla mnie wów­czas – a i teraz też – w jakiś spo­sób magicz­nej. Teatr Logos zaj­mu­je osob­ny budy­nek przy koście­le, ma tu rów­nież sie­dzi­bę Euro­pej­skie Cen­trum Kul­tu­ry Logos z gale­rią sztu­ki, w któ­rej wysta­wia­li mię­dzy inny­mi Jerzy Nowo­siel­ski i Jerzy Duda-Gracz.

W 1997 roku, w 10-lecie teatru, zor­ga­ni­zo­wa­no pierw­szą edy­cję Festi­wa­lu Kul­tu­ry Chrze­ści­jań­skiej, impre­zy nawią­zu­ją­cej do wspo­mnia­nych Tygo­dni. Z roku na rok festi­wal zyski­wał na roz­ma­chu; tego­rocz­na XVIII edy­cja zapo­wia­da się nie­zwy­kle cie­ka­wie. Będzie Leszek Moż­dżer, będzie hisz­pań­ski wir­tu­oz fla­men­co Paco Peña z zespo­łem i chó­ra­mi, będzie też co naj­mniej kil­ka cie­ka­wych spek­ta­kli teatrów z całej Pol­ski. Peł­ny pro­gram moż­na zna­leźć na stro­nie festi­wa­lu. Wej­ściów­ki dostęp­ne są za dar­mo dla każ­de­go, kto gotów jest odstać swo­je w kolej­ce. Biu­ro festi­wa­lo­we zawsze otwie­ra się na jakiś czas przed festi­wa­lem. W tym roku mia­ło to miej­sce 28 paź­dzier­ni­ka, nie wiem więc, czy dostęp­ne są jesz­cze jakieś wej­ściów­ki.

Łódz­ki festi­wal jest chrze­ści­jań­ski w co naj­mniej kil­ku sen­sach. Po pierw­sze, orga­ni­zo­wa­ny jest przez oso­by zwią­za­ne z Kościo­łem pod wodzą ks. Sond­ki. Całość wkom­po­no­wa­na jest w litur­gicz­ne ramy, festi­wal otwie­ra i zamy­ka uro­czy­sta msza św. cele­bro­wa­na przez bisku­pa. Po dru­gie, do chrze­ści­jań­stwa nawią­zu­je też dosłow­nie tema­ty­ka nie­któ­rych punk­tów pro­gra­mu. Mamy więc np. przed­sta­wie­nie „Toast” Teatru Logos według, jeśli się nie mylę, „Listów sta­re­go dia­bła do mło­de­go” C. S. Lewi­sa, mamy trzy­czę­ścio­wy spek­takl „Ewan­ge­lie dzie­ciń­stwa” Teatru ZAR z Wro­cła­wia, mamy wykład Tade­usza Boru­ty – wybit­ne­go mala­rza, auto­ra tek­stów w „Tygo­dni­ku Powszech­nym” i „Zna­ku” – pt. „Wpływ chrze­ści­jań­stwa na sztu­kę”. Nie we wszyst­kich wyda­rze­niach moż­na się jed­nak doszu­kać jaw­nych nawią­zań reli­gij­nych, bo też – po trze­cie, ale chy­ba naj­waż­niej­sze – festi­wal jest chrze­ści­jań­ski w takim sen­sie, w jakim chrze­ści­jań­skie jest wszyst­ko, co praw­dzi­we, dobre i pięk­ne. „Do duszy przy­na­le­ży Logos powięk­sza­ją­cy sam sie­bie” – gło­si, wzię­te z Hera­kli­ta, enig­ma­tycz­ne mot­to impre­zy, jed­no z tych zdań antycz­nych filo­zo­fów, któ­re z pew­no­ścią przy­pa­dło­by do gustu Ojcom Kościo­ła.