myslimy
| 17 grudnia 2013 ]

Gender: do kosza czy do dyskusji?

Opieraliśmy się długo przed pisaniem o gender, zostawiając pole specjalistom. W ostatnim czasie spływają do nas jednak niemal wyłącznie teksty na ten temat. Poddajemy się i przystępujemy do ich publikowania, co nie znaczy, że odzwierciedlają one poglądy redakcji Dywizu lub jakąś Dywizową linię.

Ja to wam dam te wszyst­kie wasze femi­ni­zmy, gen­de­ry­zmy, komu­ni­zmy i sza­tań­skie ide­olo­gie…

A co Pan wie o „nowym femi­ni­zmie”?
Co za róż­ni­ca, czy nowy, waż­ne, że lewac­ki i sza­tań­ski.
A wie Pan, że utwo­rze­nie „nowe­go femi­ni­zmu” to postu­lat Jana Paw­ła II?

(chwi­la mil­czą­cej kon­ster­na­cji)

Nie wie­rzę w ten lewac­ki beł­kot. W któ­rej ency­kli­ce?

Taki dia­log, któ­ry odby­łem z jed­nym z uczest­ni­ków nie­daw­ne­go spo­tka­nia „Gen­der: bło­go­sła­wień­stwo czy prze­kleń­stwo?” u oo. Domi­ni­ka­nów na Fre­ta w War­sza­wie, wyda­je się być dość repre­zen­ta­tyw­nym przy­kła­dem tego, jaką wie­dzę posia­da prze­cięt­ny kato­lik na temat róż­no­ra­kich -izmów zatru­wa­ją­cych nasz świat. Ku ści­sło­ści, więk­szość dru­giej stro­ny spo­ru wyka­zu­je się podob­ną igno­ran­cją w sto­sun­ku do chrze­ści­jań­stwa. Patrząc na ostat­nie wyda­rze­nia wokół deba­ty o gen­der, odno­szę wra­że­nie, że za tę wza­jem­ną igno­ran­cję przy­cho­dzi nam pła­cić sta­le coraz wię­cej.

Zuzan­na Radzik pisa­ła w „Tygo­dni­ku Powszech­nym”: „Zapał i pla­stycz­ność fraz oraz apo­ka­lip­tycz­ne, lecz jed­nak absur­dal­ne wizje zagła­dy ludz­ko­ści coś przy­po­mi­na­ją. Nie­gdyś w roli zagro­że­nia wystę­po­wa­li Żydzi, maso­ni i UE, od jakie­goś cza­su kró­lu­ją homo­lob­by i gen­der wła­śnie”. Uwa­ża­łem te sło­wa za przed­wcze­sne i prze­sa­dzo­ne, roz­wój wypad­ków i ich inten­sy­fi­ka­cja wska­zu­ją jed­nak, że autor­ka mia­ła słusz­ność. O gen­der mówią i piszą w Koście­le ostat­nio wszy­scy, jak­by posta­wa wobec nie­go sta­wa­ła się głów­ną osią życia chrze­ści­ja­ni­na w świe­cie współ­cze­snym.

Fot. Mar­cin Kie­dio

Gło­śno zro­bi­ło się po wypo­wie­dzi abp. Micha­li­ka, rela­ty­wi­zu­ją­cej odpo­wie­dzial­ność pedo­fi­lów za swo­je czy­ny poprzez suge­ro­wa­nie wpły­wu ide­olo­gii gen­der na takie zja­wi­ska. Sło­wa prze­wod­ni­czą­ce­go KEP nie wzię­ły się jed­nak zni­kąd, wpi­sy­wa­ły się w ciąg nar­ra­cji o gen­der pra­wi­co­wych mediów. Póź­niej mie­li­śmy inte­re­su­ją­cą, choć medial­nie zdo­mi­no­wa­ną przez racę i dym, deba­tę u oo. Domi­ni­ka­nów na Fre­ta. Inte­re­su­ją­cą, bo oka­za­ło się, że roz­mo­wa kato­lic­ko-gen­de­ro­wa nie tyl­ko jest moż­li­wa, ale na doda­tek może doty­czyć waż­nych kwe­stii. Spo­ro na ten temat napi­sa­ła Mar­ta de Zuni­ga na łamach Kul­tu­ry Libe­ral­nej. Kil­ka tygo­dni temu mie­li­śmy dwa wyda­rze­nia, któ­re tak­że odbi­ły się gło­śnym echem. Na spo­tka­niu zor­ga­ni­zo­wa­nym przez Papie­ski Wydział Teo­lo­gicz­ny jed­na z naj­słyn­niej­szych kry­ty­czek ide­olo­gii gen­der, Gabrie­le Kuby, prze­ko­ny­wa­ła, że cho­dzi w niej o prze­kła­my­wa­nie natu­ry ludz­kiej, roz­sąd­ku i Boga. Wska­za­ła tak­że roz­bu­do­wa­ne powią­za­nia mię­dzy świa­to­wą finan­sje­rą a pro­mo­cją gen­de­ry­zmu. Wresz­cie na wykła­dzie ks. prof. Paw­ła Bort­kie­wi­cza w Pozna­niu mie­li­śmy do czy­nie­nia z pro­wo­ka­cją zakoń­czo­ną inter­wen­cją poli­cji.

A prze­cięt­ny czło­wiek przy­glą­da się temu wszyst­kie­mu, dzi­wiąc się, że sytu­acja nabra­ła takiej dyna­mi­ki. W kato­lic­kim dys­kur­sie gen­der to naj­now­sze dziec­ko sza­ta­na, zro­dzo­ne z kłam­stwa i z jed­nym życio­wym celem – znisz­cze­niem chrze­ści­jań­stwa. Nie dość, że ma swo­je źró­dła w mark­si­zmie i femi­ni­zmie, to jest jesz­cze wspie­ra­ne przez ONZ, UE i euro­atlan­tyc­kie homo­lob­by. Uwa­ża, że róż­ni­ce mię­dzy­pł­cio­we nie ist­nie­ją, a jeśli ist­nie­ją – to tyl­ko w wyni­ku patriar­chal­ne­go sys­te­mu, któ­re­go fun­da­to­rem jest Kościół. Zmie­rza tak­że do odrzu­ce­nia zna­cze­nia moral­no­ści w sfe­rze cie­le­sno­ści i sek­su­al­no­ści.

Taki gen­der fak­tycz­nie był­by groź­ny. Pro­blem w tym, że jest to tyl­ko kary­ka­tu­ra, czy też mar­gi­nes zja­wisk, któ­re okre­śla­my mia­nem gen­der. Roz­pra­wie­nie się z taką ide­olo­gią nie było­by zresz­tą trud­ne i nie wyma­ga­ło­by tak wiel­kie­go zain­te­re­so­wa­nia tą tema­ty­ką ze stro­ny kościel­nej hie­rar­chii. Świet­nym przy­kła­dem jest nor­we­ski film doku­men­tal­ny roz­po­wszech­nio­ny nie­daw­no w Pol­sce przez por­tal rebe​lya​.pl, w któ­rym nor­we­ski komik dema­sku­je skraj­ne zide­olo­gi­zo­wa­nie badań, któ­re pro­wa­dzi się w para­dyg­ma­cie gen­der na nor­we­skich uni­wer­sy­te­tach.

Nie­ste­ty, nie upo­waż­nia nas to do utoż­sa­mie­nia gen­der z ide­olo­gią posłu­gu­ją­cą się inży­nie­rią spo­łecz­ną do wywo­ła­nia pożą­da­nych zmian. Dla­cze­go? Bo sama isto­ta gen­der stu­dies, czy­li nur­tu badaw­cze­go w huma­ni­sty­ce, nie­sie za sobą wie­le waż­nych spraw, nad któ­ry­mi jako Kościół (ale też cywi­li­za­cja zachod­nia) powin­ni­śmy się zasta­no­wić. Nawet ks. Dariusz Oko przy­zna­je, że na pozio­mie postu­la­tu eman­cy­pa­cji kobiet chrze­ści­jań­stwo i gen­der spo­ty­ka­ją się w jed­nym miej­scu (nawet jeśli tę eman­cy­pa­cję rozu­mie­ją ina­czej). Samo zaś poję­cie płci kul­tu­ro­wej jako zapi­su ról, zacho­wań i atry­bu­tów, któ­re kul­tu­ry roz­dzie­la­ją mię­dzy męż­czyzn i kobie­ty, tak­że nie jest zbyt kon­tro­wer­syj­ne. Skon­sta­to­wa­nie, że w Szko­cji męż­czyź­ni noszą spód­ni­ce, a w Pol­sce nie, musi prze­cież pro­wa­dzić do pyta­nia o powód takiej sytu­acji. Na pozio­mie bar­dziej abs­trak­cyj­nym: dla­cze­go współ­czu­ją­ca miłość i opie­kuń­czość mają być cecha­mi kobie­cy­mi, a nie ogól­no­ludz­ki­mi? Na kościel­nym nato­miast: co to zna­czy dla każ­de­go z nas, że jako kato­li­cy wszy­scy (tak­że męż­czyź­ni!) jeste­śmy oblu­bie­ni­ca­mi Chry­stu­sa, jak pyta prof. Elż­bie­ta Ada­miak.

To nie są pyta­nia do gen­de­ry­stów, ale do każ­de­go czło­wie­ka. Pew­nych róż­nic antro­po­lo­gicz­nych nie prze­sko­czy­my, ale im prę­dzej uświa­do­mi­my sobie, że gen­der nie musi być tota­li­tar­ną ide­olo­gią i że potra­fi sta­wiać trud­ne, wyma­ga­ją­ce pyta­nia współ­cze­sne­mu świa­tu i Kościo­ło­wi, tym więk­sza szan­sa, że w deba­cie nie prze­kro­czy­my pro­gu zapa­lo­nej racy i pro­wo­ka­cji na wykła­dach. A może nawet kie­dyś poroz­ma­wia­my o tym, co moż­na wspól­nie zro­bić dla popra­wy losu matek i rodzin nad Wisłą?