myslimy
| 24 września 2012 ]

Ghetto Gospel

Tydzień temu gło­wy i kla­wia­tu­ry publi­cy­stów roz­pa­lił spór o pla­no­wa­ne na war­szaw­skich Bie­la­nach osie­dle dla kato­lic­kich rodzin. Pomy­sło­daw­cy, rodzi­ny wie­lo­dziet­ne zaan­ga­żo­wa­ne w jeden z kato­lic­kich ruchów, szyb­ko zde­men­to­wa­li plot­kę, jako­by osie­dle prze­zna­czo­ne było jedy­nie dla zde­kla­ro­wa­nych kato­li­ków. Trud­no zresz­tą, by było ina­czej, bo jak oce­nić, kto zmie­ści się w arbi­tral­nie usta­lo­nej defi­ni­cji kato­lic­kiej rodzi­ny wie­lo­dziet­nej. Mimo tego zagra­no larum, odsą­dza­jąc ini­cja­to­rów osie­dla od (nomen omen) czci i wia­ry.

Wyjąt­ko­wość i nowość chrze­ści­jań­stwa pole­ga mię­dzy inny­mi na przy­ka­za­niu miło­ści bliź­nie­go. Bliź­nie­go, więc i nie­przy­ja­ciół, obcych, tak­że ludzi innych wyznań, kul­tur, uzna­ją­cych inne sys­te­my war­to­ści. W ska­li mikro − ludzi naj­bliż­szych, na przy­kład sąsia­dów, nie­ko­niecz­nie wyma­rzo­nych. Wyni­ka to z prze­ko­na­nia, że każ­dy bliź­ni jest nam dany i zada­ny, jest zobo­wią­za­niem, któ­re doma­ga się odpo­wie­dzi, i to odpo­wie­dzi miło­ści. Nie zna­czy to, że chrze­ści­ja­nin ma bez­tro­sko lubić każ­de­go czło­wie­ka, ma jed­nak widzieć, że obaj zosta­li obda­rze­ni tą samą prze­ba­cza­ją­cą miło­ścią Boga.

Rów­nie waż­ne jest tu zobo­wią­za­nie do uczest­nic­twa chrze­ści­jan w pro­roc­kiej misji Chry­stu­sa − nakaz misyj­ny dany uczniom przez Zmar­twych­wsta­łe­go Jezu­sa doty­czy każ­de­go wie­rzą­ce­go. Czy zatem pomy­sło­daw­cy osie­dla miesz­kal­ne­go dla rodzin kato­lic­kich zapo­mnie­li, że „nie może się ukryć mia­sto poło­żo­ne na górze”?

Rodzi­ce mają oczy­wi­ście pra­wo reali­zo­wać obo­wią­zek zapew­nie­nia swe­mu dziec­ku bez­pie­czeń­stwa w spo­sób, jaki uzna­ją za naj­sku­tecz­niej­szy. Mamy jed­nak w Pol­sce pro­blem z codzien­ną reali­za­cją przy­ka­za­nia miło­ści bliź­nie­go, a za taką uznać nale­ży prak­ty­kę życia sąsiedz­kie­go. Zwy­czaj gro­dze­nia osie­dli miesz­kal­nych, zamy­ka­nia ich przed spa­ce­ro­wi­cza­mi czy insta­lo­wa­nia moni­to­rin­gu nie naj­le­piej świad­czy o pozio­mie spo­łecz­ne­go zaufa­nia Pola­ków. Nie jest rów­nież niczym chwa­leb­nym, jeśli w ten spo­sób kom­fort pró­bu­ją sobie zapew­nić kato­li­cy, człon­ko­wie nowych wspól­not i ruchów reli­gij­nych, któ­rzy szcze­gól­nie win­ni być przy­kła­dem nowej ewan­ge­li­za­cji i otwar­to­ści na dru­gie­go czło­wie­ka. Pół bie­dy, jeśli budu­ją oni osie­dle, by miesz­kać, wycho­wy­wać dzie­ci i spę­dzać wol­ny czas wśród ludzi sobie bli­skich i jest to ich jedy­na moty­wa­cja. Gorzej, gdy ini­cja­ty­wa ta podej­mo­wa­na jest z pobu­dek reli­gij­nych, choć­by w imię źle rozu­mia­nej tro­ski o uchro­nie­nie się przed grzesz­nym świa­tem, czy w celu odda­wa­nia szcze­gól­ne­go kul­tu patro­no­wi Kościo­ła w Pol­sce − Świę­te­mu Spo­ko­jo­wi. Źle by to świad­czy­ło o naszej chrze­ści­jań­skiej miło­ści, któ­ra powin­na szu­kać raczej tego, co łączy, niż dzie­li, wycią­gać rękę do dru­gie­go i jak sól roz­pusz­czać się w świe­cie, by nada­wać mu smak. Kra­ty, kame­ry i dekla­ra­cje wyzna­nia przy pod­pi­sy­wa­niu aktu nota­rial­ne­go mogą jed­nak sku­tecz­nie scho­wać świa­tło pod kor­cem.