myslimy
| 31 maja 2015 ]

…i Ducha Świętego. Amen

Czerwone wnętrze paszczy, białe oczodoły w groźnym grymasie i grube bele górnych kończyn wzniesionych jakby do ataku. Taką postać miałam przed oczami, gdy jako dziecko, robiąc znak krzyża, dotykałam ramion i mówiłam: „…i Ducha Świętego. Amen”.

Kogo wyobrażać sobie przy słowach: „W imię Ojca i Syna…”, było znacznie bardziej jasne. Wprawdzie staruszek z siwą brodą ma się tak samo do Boga Ojca jak gruba Murzynka (co świetnie pokazuje popularna kilka lat temu powieść „Chata”), ale trudno mieć pretensje do dziecka o to, że przyjmuje zakorzenione w kulturze obrazy, w które niektórzy dorośli wierzą przez całe życie.

Co do Ducha Świętego jednak gotowego obrazu najwyraźniej mi brakowało (gołąb jakoś się nie przyjął). I może była w tym odrobina mądrości, że pod osobę Tego, o którym śpiewamy: „Duchu ogniu, Duchu żarze, […] Duchu wichrze i pożarze”, podstawiłam sobie wizerunek goryla – plastikowej zabawki, która budziła we mnie przerażenie i z tego powodu była przede mną ukrywana w szafce z narzędziami.

Wspomniana w tekście figurka goryla

Może dobrze pamiętam, a może dopowiadam sobie coś z perspektywy czasu, ale wydaje mi się, że wokół tej postaci, usytuowanej na moich ramionach przy znaku krzyża, tańczyły płomienie. Czyżby rodzice wspomnieli mi coś o językach ognia, które spoczęły na uczniach w dniu Pięćdziesiątnicy? Więcej o Duchu Świętym z dzieciństwa nie pamiętam. I nie jest chyba niczym nietypowym ta luka w dotyczącym Go przekazie płynącym ze strony rodziców, katechetów i księży. „Gdy spogląda się w dzieje teologii minionych wieków, dochodzi się do przekonania, że Duch Święty był w niej Osobą w dużej mierze zapomnianą i nieznaną.

„Traktowany był, mówiąc nieco drastycznie, jak Boski Kopciuszek – pisze Wacław Hryniewicz OMI we wstępie do książki Paula Evdokimova „Duch Święty w tradycji prawosławnej”. – Sytuacja zmieniła się dopiero w XX wieku pod wpływem ruchów pentekostalnych i charyzmatycznych, które głosiły potrzebę doświadczenia obecności i działania Ducha. Samo życie uprzedziło refleksję teologów, która doznała wskutek tego dobroczynnego przebudzenia”[1].

Że Duch Święty jest osobą tak samo jak Bóg Ojciec i Syn Boży; że jest Bogiem obecnym z nami tu i teraz; że tworzy Kościół, a bez Niego uczniowie Chrystusa byli zalęknioną grupką zamkniętą w swych lękach; że tak samo jest z nami; że to Duch Święty rozpala nas do działania, do wiary i do miłości; że można i warto się do Niego modlić – dla mnie były to odkrycia przyniesione przez Ruch Światło-Życie. Można je streścić słowami syryjskiego biskupa Ignatiosa z Latakii:

Bez Ducha Świętego:
Bóg jest daleki,
Chrystus jest przeszłością,
Ewangelia martwą literą,
Kościół zwykłą organizacją,
autorytet dominacją,
misja propagandą,
kult zaklęciem,
postępowanie chrześcijańskie moralnością niewolników.

Moje wrażenie, że z przeżywaniem relacji z Duchem Świętym jest w Kościele problem (ba!, że często można przez całe życie nie usłyszeć, że taka relacja jest możliwa), potwierdza to, co w książce „Bóg nie jest samotny” pisze Jean-Noël Bezançon:

Istnieje o wiele więcej modlitw kierowanych do Jezusa i dających świadectwo o Jego boskości niż modlitw do Ducha Świętego. Rzadkość ich występowania jest zresztą przyczyną i konsekwencją trudności, z jaką boryka się wielu chrześcijan, mianowicie z tym, by uwierzyć, że Duch Święty jest Bogiem jak Ojciec i Syn, i że jest Osobą, Kimś, do kogo można się zwrócić, a nie jedynie tchnieniem, energią, czystym dynamizmem, atrybutem Boga [2].

Tymczasem bez Ducha Świętego rozumianego jako Osoba Trójca Święta jest niepełna i gubi swe wewnętrzne powiązania, których i tak pojąć nie sposób. Tej bezradności ludzkiego języka nie ukrywał św. Augustyn:

W rzeczy samej, Ojciec nie jest Synem, ani syn Ojcem, a Duch Święty, którego nazywa się również Darem, nie jest ani Ojcem, ani Synem, a więc rozumie się, że są Trzej. […] Gdy jednak pytamy: Co za Trzej?, wówczas język ludzki zmaga się z wielkimi trudnościami. Odpowiada się wprawdzie: „Trzy Osoby”, ale mówi się tak nie tyle po to, żeby je wyrazić, co raczej dlatego, żeby nie pozostać nic nie powiedziawszy („De Trinitate” V, IX, 10).

O tej dramatycznej niemożności uchwycenia i wyrażenia tego, czym jest Trójca, pisze przejmująco Benedykt XVI:

Każde z wielkich podstawowych pojęć nauki o Trójcy Świętej zostało kiedyś potępione; wszystkie te pojęcia zostały przyjęte jedynie poprzez to ukrzyżowanie potępienia; mają one znaczenie jedynie, gdy jednocześnie są uznane za bezużyteczne, i tak, jako nieudolny bełkot – i nic ponadto – zostają dopuszczone. […] Tylko przez negację i tylko w niekończących się niedomówieniach mogą one być użyteczne [3].

Dlaczego nie pojmujemy? Czemu nie możemy wyrazić? Może dlatego, że między Osobami Trójcy istnieje tak ścisła więź, jaka dla nas – na razie przynajmniej, na tym świecie – jest niewyobrażalna. Ale to właśnie wskazanie na tę relację wydaje się wśród wszystkich niejasności i niewiadomych najważniejsze. To, że za taką głęboką relacją tęsknimy i w jej poszukiwaniu spalamy swoje życie (dążąc do niej na naszą ludzką miarę lub udając, że wcale jej nie potrzebujemy), nie jest wielką zagadką. Jest w nas pragnienie bliskości, doskonałej komunii. W tym jesteśmy obrazem Boga, a jednocześnie ciągłe niezaspokojenie pokazuje, jak bardzo się od tego obrazu oddaliliśmy.

Może prawdę o Bogu, który jest miłością, o Trójcy, która jest komunią i relacją, lepiej niż teologiczne pojęciowanie przybliża kontemplacja ikony Rublowa – wymiany spojrzeń i gestów między Trzema Osobami. Gdybym znała tę ikonę odpowiednio wcześnie, nie potrzebowałabym wyobrażać sobie goryla. Goryla, który do Ducha Świętego jest tak podobny jak starzec z siwą brodą do Boga Ojca.

 

 


Z okazji Niedzieli Zesłania Ducha Świętego i Niedzieli Trójcy Przenajświętszej warto sięgnąć m.in. po książki: „Bóg nie jest samotny. Trójca Święta w życiu chrześcijańskim” Jeana-Noëla Bezançona i „Duch Święty w tradycji prawosławnej” Paula Evdokimova. Druga z nich przybliża nie tylko prawosławny punkt widzenia, ale także to, co o Duchu Świętym mówili Ojcowie Kościoła. Naświetla też różnice między prawosławnym a katolickim ujmowaniem tego, kim jest Duch Święty i jakie jest Jego pochodzenie. Co może najistotniejsze – lektura zebranych w niej sądów o Trójcy Świętej pokazuje, jak wiele racji ma Benedykt XVI, mówiąc o „nieudolnym bełkocie” i „niekończących się niedomówieniach”.


[1] W. Hryniewicz, „Duch Święty – mistagog Bożego Królestwa”, w: Paul Evdokimov, „Duch Święty w tradycji prawosławnej”, s. 10.

[2] J.-N. Bezançon, „Bóg nie jest samotny. Trójca Święta w życiu chrześcijańskim”, s. 84-85.

[3] J. Ratzinger, „Wprowadzenie w chrześcijaństwo”, Kraków 2007, s. 175.