myslimy
| 4 czerwca 2013 ]

Jak ci nie wstyd

Pierwszym laureatem nagrody im. Zbigniewa Herberta został amerykański poeta William Stanley Merwin, w którego wierszu „Wystrzegając się nowin nad rzeką” w przekładzie Julii Hartwig czytam:

„Nie zawstydzają mnie morderstwa strzyżyka
Ani biesiady kruka
Od których zależy całe dobro świata
Gdybym nie był człowiekiem
nie wstydziłbym się niczego”.

Przyznaję ze wstydem, że do dziś dnia – a więc dnia wręczenia poecie wspomnianej nagrody – nie słyszałem o Merwinie. W ogóle wstyd: ale to dobrze, bo ten akurat stan i ten cytat łączą się z innymi i układają w pewien wątek. Ostatnie zdanie „Procesu” Kafki brzmi: „Było tak, jakby wstyd miał go przeżyć”. Nie pamiętam, który z komentatorów Kafki pisał, że K. wstydzi się swojej winy, którą jest bycie człowiekiem. Nie chodzi więc tutaj o wstyd rozumiany jako stan wywołany naruszeniem jakichś mniej lub bardziej sformalizowanych i mniej lub bardziej przyswojonych zasad społecznych, moralnych czy religijnych, ale o wstyd jako podstawowe doświadczenie egzystencjalne, jako synonim postrzegania i przeżywania swojego życia jako życia właśnie człowieczego. Mówiąc w skrócie: wyznacznikiem człowieczeństwa jest wstyd za bycie człowiekiem.

Jednym z bardziej popularnych memów krążących w internecie jest ten opatrzony formułką: „I don’t want to live on this planet anymore”. Posługujących się tym memem nie zawstydzają zapewne „morderstwa strzyżyka” ani „biesiady kruka”, a jednak zawstydzają ich myśli (lub raczej bezmyślność), słowa i czyny innych ludzi. W tym momencie nie liczy się już bowiem to, że są to właśnie akty „innych”, bo akty te są bezwolnie traktowane także jako „moje”, poprzez przynależność „innych” i „mnie” do tego samego gatunku. Do ludzkiego gatunku.

Ale jest jeszcze, zdaje się, gatunek ludzi bezwstydnych: tych domkniętych i ukończonych, „dojrzałych”; tych, którzy wedle zalecenia z podręczników pozytywnego myślenia „wierzą w siebie”; którzy uwierzyli w to, że nie mają nic do ukrycia; którzy sądząc, że wstyd jest śmieszny – a jak wiadomo niczego nie lękamy się bardziej niż śmieszności – traktują siebie z ostateczną powagą, przez co są jeszcze bardziej śmieszni i godni politowania, choć nie potrafią już tego dostrzec.

A czy nie to właśnie dostrzegli pierwsi rodzice? „…wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy…”. Zobaczyli siebie jako siebie – jako ludzi. Wstyd wymaga uniku, ukrycia, zamaskowania. Jednak jeśli wstyd jest wyznacznikiem człowieczeństwa, to – jak podpowiadałby Merwin i Kafka – ostatecznie udane zamaskowanie wstydu, także przed samym sobą, aż do jego nieodczuwania – jest wyzbyciem się człowieczeństwa.

„Niezła siara”, mawia mój znajomy. Siara ergo homo sum.