myslimy
| 24 grudnia 2014 ]

Jak On biegnie!

„Kie­dy anioł Gabriel oznaj­mił Maryi, że zosta­nie Mat­ką Boga, rzą­dzą­ca wszech­świa­tem Opatrz­ność ujaw­ni­ła jed­ną z naj­istot­niej­szych cech wła­snej natu­ry: miłość do stwo­rzo­ne­go przez sie­bie czło­wie­ka” – pisze Ryszard Przy­byl­ski w swej książ­ce „Homi­lie na Ewan­ge­lię Dzie­ciń­stwa”, repre­zen­tu­ją­cej tak rzad­ką for­mę mówie­nia o doświad­cze­niu wia­ry i o histo­riach biblij­nych za pomo­cą inter­pre­ta­cji dzieł sztu­ki. Przy­byl­ski odwo­łu­je się a to do obra­zów Fra Ange­li­co i Bot­ti­cel­le­go, a to do wier­sza Joh­na Mil­to­na, to znów do poezji Josi­fa Brod­skie­go.

Naro­dze­nie Pań­skie, Andriej Rublow

Nie­zwy­kle wysu­bli­mo­wa­na to ese­isty­ka – tak fine­zyj­na jak malar­stwo Quat­tro­cen­ta i poglą­dy Mar­si­lia Fici­na na temat pięk­na. W moich uszach tym­cza­sem przed świę­ta­mi Boże­go Naro­dze­nia pobrzmie­wa­ją dźwię­ki nie tak deli­kat­ne. Przy­po­mnia­łam sobie pły­tę Lao Che „Prąd sta­ły / prąd zmien­ny”, szcze­gól­nie chęt­nie wybie­ra­jąc na odtwa­rza­czu tytu­ło­wy utwór (moż­na go usły­szeć tutaj).

„Choć nie widać mnie, ja klnę się, że ser­ce me bije i ludzi kochać spie­szę. Rad bym wszyst­kich was sumien­nie uści­skać, ale prze­bi­cie może być i zaczę­ło­by bły­skać” − te sło­wa Spię­ty wkła­da w muzy­kę, a ja zamiast elek­trycz­ne­go anio­ła stró­ża, o któ­rym mowa w tek­ście, widzę wyobraź­nią Boga, któ­ry pra­gnąc bli­sko­ści z czło­wie­kiem, jed­no­cze­śnie wie, jakie były­by kon­se­kwen­cje tego zbli­że­nia. Do Moj­żesz powie­dział kie­dyś: „Nie będziesz mógł oglą­dać moje­go obli­cza i pozo­stać przy życiu. […] Gdy prze­cho­dzić będzie moja chwa­ła, posta­wię cię w roz­pa­dli­nie ska­ły i poło­żę dłoń moją na tobie, aż przej­dę. A gdy cof­nę dłoń, ujrzysz Mnie od tyłu, lecz obli­cza moje­go nie uka­żę tobie” (Wj 33,20-23).

A jed­nak zoba­czy­li­śmy. Bóg zna­lazł do nas dro­gę. Była to dro­ga przez ludz­kie cia­ło, przez Wcie­le­nie. To oglą­da­my na ckli­wych obraz­kach z Mary­ją w nie­bie­skim płasz­czu i małym Dzie­ciąt­kiem na ręku, co budzi takie wzru­sze­nie, i mówi­my wte­dy: „magia świąt”. To nie magia, tyl­ko cud i Tajem­ni­ca. I tę głę­bię oglą­da­my na iko­nach (wła­śnie dla­te­go, że Bóg stał się czło­wie­kiem, te pla­stycz­ne wyobra­że­nia mogły w ogó­le powstać). Spójrz­my na sce­nę Naro­dze­nia na iko­nie Andrie­ja Rublo­wa. Dziec­ko leży nie w łóżecz­ku, nie w koły­sce ani nawet na sian­ku w staj­ni. Spo­czy­wa w sar­ko­fa­gu – takim, w jakim skła­da­no zmar­łych. Naro­dze­nie jest już zapo­wie­dzą Jego Śmier­ci za nas. Taka jest ta Miłość. Tak się obja­wi­ła. I to wła­śnie świę­tu­je­my. Ten, któ­re­go obli­cza nie moż­na było oglą­dać, przy­szedł w kru­chym ludz­kim cie­le, z któ­rym moż­na było zro­bić wszyst­ko. Poło­żyć w staj­ni, przy­bić do krzy­ża, poło­żyć w gro­bie.

Na Paster­ce usły­szy­my o tej Miło­ści w przej­mu­ją­cej ana­lo­gii: „Nazwą cię «Moje w niej upodo­ba­nie». […] Bo jak mło­dzie­niec poślu­bia dzie­wi­cę, tak twój Budow­ni­czy poślu­bi cie­bie. I jak pan mło­dy cie­szy się pan­ną mło­dą, tak twój Bóg będzie się rado­wał tobą!” (Iz 62,4-5). Otwar­ta jest przed nami moż­li­wość takiej bli­sko­ści z Bogiem, dla któ­rej naj­lep­szym porów­na­niem jest zjed­no­cze­nie męża i żony.

„Choć nie widać mnie, ja klnę się, że ser­ce me bije i ludzi kochać spie­szę. Rad bym wszyst­kich was sumien­nie uści­skać” – trze­ba usły­szeć dyna­mi­kę, z jaką śpie­wa­ne są te sło­wa, a w ogól­ni­ko­wych „wszyst­kich” i „nas” zoba­czyć samego/samą sie­bie. Jak On bie­gnie! „Czło­wie­ku, kocham cię, zadzie­ram kie­cę i lecę! Czło­wie­ku! Kocham cię, kocham cię, no kocham cię!” – koń­czy się utwór Lao Che. Cze­ka­li­śmy na to cały Adwent.