widzimy
| 9 lutego 2015 ]

Jak poskromić Lewiatana?

Lewia­tan − mor­ski potwór poże­ra­ją­cy swój wła­sny ogon − to obraz okrut­ne­go sys­te­mu, z któ­re­go nie moż­na się wyrwać. Rosja to ide­al­ne miej­sce by ten sys­tem obna­żyć!

Bez wzglę­du na to, po któ­rej „stro­nie mocy” jesteś i na jak wyso­kim sta­no­wi­sku. Jeśli wpad­niesz w try­by ukła­dów i zależ­no­ści, to nie licz na wyj­ście z nich cało. Rosyj­ska dyk­ta­tu­ra taj­nych służb i łapów­kar­stwa jest dosko­na­łym pla­nem, by opo­wie­dzieć o zja­wi­sku zna­nym na całym świe­cie. I o tym wła­śnie jest „Lewia­tan” Andrie­ja Zwia­gin­ce­wa.

Czyż­by Zwia­gin­cew tym razem nakrę­cił film czy­sto mate­ria­li­stycz­ny? W żad­nym razie! Tak jak i we wcze­śniej­szych fil­mach, tak i tu roi się od wąt­ków reli­gij­nych, czy wręcz meta­fi­zycz­nych. Znaj­dą je rów­nież ci, któ­rzy na film pój­dą bez „reli­gij­ne­go przy­go­to­wa­nia”, bo znacz­na ich część poda­na jest na tacy. Nie same niu­an­se są jed­nak waż­ne, ale wnio­ski, do jakich pro­wa­dzi nas reży­ser.

W każ­dej nie­mal sce­nie fil­mu nasu­wa się pyta­nie: czy moż­na poskro­mić lewia­ta­na, czy da się poko­nać sys­tem? Odpo­wiedź jest nega­tyw­na. Lewia­tan ginie i rów­no­cze­śnie się odra­dza. Widać jego szkie­let, a chwi­lę póź­niej uka­zu­je się sza­re ciel­sko igra­ją­ce w mor­skich falach. Ci, któ­rzy z nim wal­czą, muszą robić to jego wła­sną bro­nią − tym samym kar­miąc sys­tem. Sys­tem, z któ­re­go nie moż­na się wyrwać. Sys­tem, któ­ry trwa i trwać będzie.

Jak więc w sys­te­mie trwać i prze­trwać, sko­ro o poko­na­niu go nie może być mowy? Jak się w nim odna­leźć? Prze­waż­nie lekar­stwem jest uciecz­ka. Wej­ście w stan nie­waż­ko­ści zapew­nia duża ilość wód­ki− w fil­mie leje się ona do gar­deł stru­mie­nia­mi. Jest tyl­ko jed­na oso­ba, któ­ra odma­wia picia. Tyl­ko jeden czło­wiek zamiast ilu­zji wód­ki wybie­ra zwy­kły, ale życio­daj­ny chleb. Tyl­ko on zda­je się mieć recep­tę na życie, bez cią­głe­go i bez­sku­tecz­ne­go zma­ga­nia się z rze­czy­wi­sto­ścią.

Ostat­nie sce­ny fil­mu dobit­nie poka­zu­ją, że nie ma zna­cze­nia, kto miał rację czy kto napraw­dę jest prze­stęp­cą. W sys­te­mie, pogrą­ża­jąc się w kłam­stwie i hipo­kry­zji, moż­na docie­rać na szczy­ty. Moż­na też trwać w posłusz­nym para­li­żu. Moż­na wresz­cie być jak­by obok i przyj­mu­jąc dystans mni­cha, sku­pić się w życiu nie na stwo­rze­niu, ale na Stwór­cy.


Lewia­tan to film pełen sym­bo­licz­nych odnie­sień, głów­nie reli­gij­nych. Z tymi, któ­rzy film widzie­li, i tymi, któ­rzy nie boją się przed obej­rze­niem poznać wię­cej szcze­gó­łów, chciał­bym się podzie­lić moimi spo­strze­że­nia­mi.

Lewia­tan
Tytuł fil­mu i zara­zem jego głów­ny motyw ma swo­je źró­dło w tek­ście biblij­nym. Lewia­tan czy­li wiel­ka ryba (w rze­czy­wi­sto­ści wie­lo­ryb), jest w Biblii uoso­bie­niem drze­mią­cych pod powierzch­nią wody nie­okieł­zna­nych sił zła. Sił, od któ­rych więk­szy jest tyl­ko Bóg. Do moty­wu lewia­ta­na na prze­strze­ni wie­ków nawią­zy­wa­ło wie­lu myśli­cie­li i arty­stów.

Hiob
Los głów­ne­go boha­te­ra aż pro­si się o porów­na­nie do losu biblij­ne­go Hio­ba. Tego porów­na­nia nie musi­my się domy­ślać − sły­szy­my je z ust pro­ste­go duchow­ne­go, razem z cyta­tem z Księ­gi Hio­ba. Cyta­tem będą­cym naj­dłuż­szym w Biblii tek­stem poświę­co­nym Lewia­ta­no­wi wła­śnie.

Czy Lewia­ta­na chwy­cisz na węd­kę lub sznu­rem wycią­gniesz mu język, czy prze­cią­gniesz mu powróz przez noz­drza, a szczę­kę hakiem prze­wier­cisz? Może cię popro­si o łaskę? Czy powie ci dobre sło­wo? Czy zawrze z tobą przy­mie­rze, czy wcią­gniesz go na sta­łe do służ­by? Czy poba­wisz się nim jak z wró­blem, czy zwią­żesz go dla swych córek? Czy towa­rzy­sze go sprze­da­dzą, podzie­lą go mię­dzy kup­ców? Czy prze­bi­jesz mu skó­rę har­pu­nem, gło­wę mu dzi­dą prze­szy­jesz? Odważ się rękę nań wło­żyć, pamię­taj, nie wró­cisz do wal­ki. Zawie­dzie two­ja nadzie­ja, bo już sam jego widok prze­ra­ża. Kto się ośmie­li go zbu­dzić? Któż mu wystą­pi naprze­ciw? Kto się odwa­ży go dotknąć bez­kar­nie? – Nikt zgo­ła pod całym nie­bem. Gło­su jego nie zdo­łam prze­mil­czeć, o sile wiem – nie­zrów­na­na (Hi 40,25).

Jan Chrzci­ciel
W Biblii nie bra­ku­je dowo­dów na to, że pro­ble­ma­ty­ka pod­ję­ta przez Zwia­gin­ce­wa zna­na jest od cza­sów naj­daw­niej­szych. W znisz­czo­nej cer­kwi głów­ny boha­ter patrzy na zama­za­ny fresk przed­sta­wia­ją­cy biblij­ną sce­nę przy­nie­sie­nia na tacy gło­wy Jana Chrzci­cie­la. Nie­zwy­kle dobit­ny przy­kład nad­uży­cia wła­dzy i tra­gicz­nych kon­se­kwen­cji nie­zdro­we­go ukła­du zależ­no­ści.

Grzech
Pro­blem grze­chu poja­wia się nie tyl­ko w dzia­ła­niach boha­te­rów, w któ­rych nik­czem­ność prze­pla­ta się ze świę­to­ścią, wier­ność ze zdra­dą, a zwy­kły czło­wiek nie wie, co nazwać złem, i nie umie wła­snych dzie­ci nauczyć odróż­niać go od dobra. Boha­te­ro­wie sami zasta­na­wia­ją się, jak rozu­mieć grzesz­ność. Pyta­ją się, czy to nie czło­wiek jest naj­gor­szą bestią, któ­rej Lewia­tan jest tyl­ko ema­na­cją. Wra­ca­ją tym samym do odwiecz­ne­go pyta­nia, czy zło i grzech pocho­dzą z wnę­trza czło­wie­ka, czy też ich źró­dło jest gdzieś indziej.

Cer­kiew
Cer­kiew to nie tyl­ko budy­nek − miej­sce modli­twy. Cer­kiew to cała spu­ści­zna naj­lep­szych i naj­gor­szych tra­dy­cji rosyj­skie­go życia reli­gij­ne­go. To duchow­ni, któ­rzy z Lewia­ta­nem się ukła­da­ją, i tacy, któ­rzy zde­cy­do­wa­nie się od nie­go odci­na­ją. Cer­kiew to syno­nim ducho­wo­ści, któ­ra jak same świą­ty­nie zosta­ła przez komu­ni­stów zrów­na­na z zie­mią. Jed­no­cze­śnie dziś odbu­do­wy­wa­ne cer­kwie pozo­sta­ją ducho­wo puste, niczym kaza­nie bisku­pa gło­szo­ne w jed­nej z koń­co­wych scen fil­mu.
To w cer­kwi boha­ter znisz­czo­ny przez sys­tem pod­no­si wzrok ku nie­bu i zatrzy­mu­je go na świą­tyn­nym skle­pie­niu. Na iden­tycz­nym skle­pie­niu zatrzy­mu­je się wzrok małe­go chłop­ca, na któ­re­go życiu pięt­no Lewia­ta­na dopie­ro zosta­nie odci­śnię­te.

Tron i ołtarz
Trwa­ją­ca od stu­le­ci dys­ku­sja o tym, czy wła­dza pocho­dzi od Boga. Kwe­stia zależ­no­ści i roz­dzia­łu pań­stwa od Kościo­ła. Te zagad­nie­nia w kra­jach o tra­dy­cji bizan­tyj­skiej poj­mo­wa­ne są ina­czej niż w tych wyro­słych z kul­tu­ry łaciń­skiej. A jed­nak w każ­dym krę­gu reli­gij­nym pozo­sta­ją aktu­al­ne. Bo wszę­dzie ludzie wie­rzą­cy funk­cjo­nu­ją w jakimś ustro­ju, rów­no­cze­śnie szu­ka­jąc prze­strze­ni dla życia ducho­we­go. A zatem kon­fron­ta­cja tych dwóch rze­czy­wi­sto­ści jest w pew­nym sen­sie nie­unik­nio­na. Pyta­nie tyl­ko, z jakim skut­kiem.

Syn mar­no­traw­ny
Nie bra­ku­je w fil­mie moty­wu dwóch bra­ci i ana­lo­gii do ewan­ge­licz­nej przy­po­wie­ści o synu mar­no­traw­nym. Przy czym są to odwo­ła­nia, a nie jed­no­znacz­ne ana­lo­gie. Nie­zwy­kle suge­styw­na jest sce­na, w któ­rej świ­nie otrzy­mu­ją pokarm, a głów­ny boha­ter niczym syn mar­no­traw­ny nawet na takie poży­wie­nie nie może liczyć.

Ofia­ra Abra­ha­ma
To kolej­ny motyw, któ­ry powra­ca w fil­mach Zwia­gin­ce­wa. Iza­ak idą­cy z ojcem na górę i nio­są­cy drwa nie wie, że sam ma być zło­żo­ny w ofie­rze. Dimi­trii, któ­ry jedzie na dziw­ne uro­dzi­no­we przy­ję­cie, oto­czo­ny jest suge­stia­mi, że z nie­go nie wró­ci. Osta­tecz­nie zosta­je wysła­ny po drew­no, ale podob­nie jak w histo­rii biblij­nej, tak i tu ofia­rą sta­ję się ktoś inny.

Imio­na

  • Niko­lai to imię pocho­dze­nia z grec­kie­go ozna­cza­ją­ce­go zwy­cięz­cę dla ludu. Kola jako jedy­ny ze wszyst­kich wal­czy. I choć ta wal­ka jest samot­na, to w jakimś sen­sie jest wal­ką za spra­wę całej spo­łecz­no­ści.
  • Lili to lilia − kwiat sym­bo­li­zu­ją­cy czy­stość. Jest oso­bą, któ­ra (choć nie­udol­nie) chce poko­ju i praw­dzi­wej miło­ści. Woli pić zwy­kły kom­pot, a po alko­hol się­ga dopie­ro w chwi­li zała­ma­nia.
  • Roma: dla­cze­go syn głów­ne­go boha­te­ra fil­mu dzie­ją­ce­go się w Rosji ma na imię tak jak mia­sto będą­ce koleb­ką kul­tu­ry łaciń­skiej? Dość powie­dzieć, że chło­piec jest uoso­bie­niem mło­dzień­czej pró­by wyrwa­nia się z sys­te­mu. Pró­by nie­uda­nej. Wszak wie­my, że „Pań­stwo się nim zaopie­ku­je”.

Bóg
Ponad Lewia­ta­nem jest tyl­ko nie­prze­mi­ja­ją­ca natu­ra. Miej­sce życia potwo­ra mor­skie­go i prze­strzeń, nad któ­rą chce pano­wać czło­wiek. Od scen maje­sta­tycz­nej natu­ry film się zaczy­na i na nich się koń­czy. Trud­no nie odnieść wra­że­nia, że potę­ga nie­wzru­szo­nej przy­ro­dy sym­bo­li­zu­je Boga. Gdzie jest Bóg u Zwia­gin­ce­wa? Obja­wia się w uczyn­kach, takich jak nie­sie­nie innym chle­ba. Uka­zu­je się też w zra­nio­nej, ale wyba­cza­ją­cej i wier­nej miło­ści Koli do żony i przy­ja­cie­la. Bóg jest więc miło­sier­ny, jeśli tyl­ko potra­fi­my Go takim zoba­czyć.


Tekst ukazał się wcześniej na blogu Mikołaja Foksa „Wiary-godny”.
Film będzie można zobaczyć w studyjnym Kinie Ada w piątek 27 lutego o godzinie 19. Więcej szczegółów na stronie: www​.kino​ada​.blog​spot​.com