myslimy
| 18 kwietnia 2013 ]

Jak smakuje katopiwo?

Wpis tylko dla osób pełnoletnich.

Temat piwa, któ­re zasłu­gi­wa­ło­by na mia­no kato­lic­kie­go, poru­szo­ny został przy oka­zji Dywi­zo­wej ini­cja­ty­wy „Jed­no z dru­gim”, a kon­kret­nie w jej czę­ści pomo­dli­tew­no-inte­gra­cyj­nej. Zapew­ne zna­leź­li­by się tacy, któ­rzy twier­dzi­li­by, że takie połą­cze­nie zala­tu­je pro­fa­na­cją. Mam jed­nak na ten temat odmien­ne zda­nie.

Pierw­szy trop sko­ja­rze­nio­wy w poszu­ki­wa­niach kato­pi­wa jest czy­sto seman­tycz­ny i łączy przy­miot­nik „kato­lic­ki” z jego syno­no­ni­micz­nym okre­śle­niem „powszech­ny”. Według Kate­chi­zmu Kościo­ła Kato­lic­kie­go „powszech­ny” zna­czy:uni­wer­sal­ny”, „cało­ścio­wy”, „zupeł­ny”, co zna­mio­nu­je fakt, że Kościół został powo­ła­ny dla całej ludz­ko­ści. Czy piwo może być dla całej ludz­ko­ści? Musie­li­by­śmy w takim wypad­ku przy­jąć zało­że­nie, że piwo kato­lic­kie musi być nasta­wio­ne na sprze­daż glo­bal­ną, nie jedy­nie lokal­ną. Czy zatem Heine­ken lub Carls­berg zasłu­gu­ją na to zaszczyt­ne mia­no? Nie wyda­je mi się, wszak w wypad­ku takich kon­cer­nów wraz z roz­wo­jem ich zasię­gu tery­to­rial­ne­go obni­ża się jakość napo­ju, pod­czas gdy piwo kato­lic­kie obok powszech­no­ści powi­nien cecho­wać dobry smak.

„Piwo piją­cy mni­si”, autor ory­gi­na­łu: Artu­ro Petro­cel­li (niniej­szy obraz jest kopią z dory­so­wa­ną posta­cią w tle, XIX w.)

Porzuć­my zatem trop seman­tycz­ny i zapu­ść­my się w histo­rię. Wie­my, że piwo pili już sta­ro­żyt­ni Sume­ro­wie, Babi­loń­czy­cy czy Egip­cja­nie. Rzy­mia­nie i Gre­cy zde­cy­do­wa­nie bar­dziej ceni­li wino jako napój bogów. Waż­ne miej­sce w porząd­ku spo­łecz­nym przy­wró­ci­li piwu… chrze­ści­jań­scy zakon­ni­cy. Śla­dy tego odnaj­dzie­my nadal w nazwach nie­któ­rych napo­jów, np. Klasz­tor­ne z Bro­wa­ru Jabło­no­wo czy La Trap­pe z klasz­to­ru tra­pi­stów w holen­der­skim Koning­sho­even. Warze­nie i picie piwa nie słu­ży­ło bowiem zapi­ciu smut­ków kon­kret­ne­go deli­kwen­ta – był to waż­ny przy­wi­lej i proz­dro­wot­ny pro­ce­der! Otóż w śre­dnio­wie­czu (cóż, piszę to, jak­bym miał pew­ność, że dzi­siaj woda w kra­nach jest zdro­wa – a wca­le tak nie jest) picie wody ze stud­ni nie było zbyt bez­piecz­nie, zwłasz­cza w cza­sach licz­nych moro­wych zaraz. Ratun­kiem dla spra­gnio­ne­go miesz­kań­ca gro­du było piwo, któ­re w pro­ce­sie fer­men­ta­cji pozby­wa­ło się zbęd­nych bak­te­rii i bez­piecz­nie zaspa­ka­ja­ło pra­gnie­nie. Pili więc wszy­scy: dzie­ci, kobie­ty i star­cy, a mia­sta sta­ra­ły się u swe­go wład­cy o przy­wi­lej bro­war­ni­czy. Moż­na więc rzec, że piwo było istot­nym ele­men­tem porząd­ku spo­łecz­ne­go chri­stia­ni­tas!

Wra­ca­jąc zaś do pyta­nia o piwo kato­lic­kie, przy­po­mi­na się histo­ria powsta­nia gatun­ku India Pale Ale. Angiel­scy kolo­nia­li­ści pły­ną­cy stat­ka­mi do Indii potrze­bo­wa­li spo­so­bu, aby ich napój prze­trwał całą podróż, wyko­rzy­sta­li więc wła­ści­wo­ści kon­ser­wu­ją­ce chmie­lu, hoj­nie obda­rza­jąc nim swo­je trun­ki. Dzię­ki temu piwo było zdat­ne do picia już w Indiach. Moż­na więc zary­zy­ko­wać stwier­dze­nie, że tak jak Euro­pa zanio­sła chrze­ści­jań­stwo na inne kon­ty­nen­ty, tak też zanio­sła tam swo­je piwo. India Pale Ale jest popu­lar­nym gatun­kiem gór­nej fer­men­ta­cji, ostat­nio prze­ży­wa­ją­cym praw­dzi­wy rene­sans w bro­war­nic­twie. Zatem może wła­śnie ono zasłu­gu­je na mia­no kato­lic­kie­go?

Pyta­nie pozo­sta­wiam otwar­te, nato­miast pozwo­lę sobie przy­po­mnieć legen­dę o Hipo­li­cie Aldo­bran­di­nim, póź­niej­szym papie­żu Kle­men­sie VIII, któ­ry na łożu śmier­ci tak żar­li­wie wzdy­chał do piwa z War­ki, że obec­ni wokół nie­go duchow­ni zaczę­li modlić się do nie­zna­nej im świę­tej… Piwy. Roz­ba­wio­ny kar­dy­nał miał wybuch­nąć takim śmie­chem, że śmier­tel­ny wrzód pękł, umoż­li­wia­jąc Ducho­wi Świę­te­mu uczy­nie­nie go póź­niej papie­żem. Nam, jako kato­li­kom i piwo­szom, pozo­sta­je trzy­mać kciu­ki za małą piw­ną rewo­lu­cję, któ­ra zaczy­na się w Pol­sce. Takie bro­wa­ry jak Ale­Bro­war, Pin­ta czy Haust pró­bu­ją przy­wró­cić piwu sta­tus trun­ku, któ­rym moż­na się roz­ko­szo­wać, a nie jedy­nie upi­jać do nie­przy­tom­no­ści. I za to war­to się pomo­dlić.