widzimy
| 28 czerwca 2013 ]

Jerozolima mistyczna

Jerozolima to przedziwne miejsce − opiera się współczesności, stawia też opór ponowoczesności. W starej części miasta, otoczonej murami, symbol pozostaje bowiem w istocie symbolem, czyli znakiem, który nie tyle przywołuje, co uobecnia. W Jerozolimie znajdują się miejsca, które dla żydów, chrześcijan, muzułmanów emanują potężną siłą – obecnością. To miejsca, w których zapisane są ślady misterium.

Jedno z nich wydaje się kwintesencją jerozolimskiej hipersemiozy (takie słowo nie istnieje, proszę nie sprawdzać w słownikach). Skrawek terenu z balastem historyczno-mistycznych wydarzeń.

Za sprawą lśniącej w słońcu kopuły znajduje się prawdopodobnie na zdjęciach większości turystów odwiedzających Jerozolimę.

Chodzi o Wzgórze Świątynne, gdzie według tradycji w cudowny sposób miał zostać przeniesiony prorok Mahomet. Jest to drugie po Mekce najświętsze dla muzułmanów miejsce – obecnie stoi tam meczet. Wzgórze Świątynne według tradycji żydowskiej to góra Moria, na której wieki wcześniej Abraham miał złożyć w ofierze swojego syna Izaaka. Z kolei za czasów Jezusa stała tam Druga Świątynia Jerozolimska; w niej znajdowało się miejsce dla żydów najświętsze – sala przeznaczona dla Arki Przymierza (była pusta, gdyż Arka zaginęła).

Wzgórze Świątynne, fot. Katarzyna Nocuń

Do naszych czasów zachował się jedynie fragment ściany świątyni – nazywanej Ścianą Płaczu. Jest w tym kawałku zniszczonego muru coś tragicznego − skupia w sobie niespełnioną dotąd nadzieję pokoleń na nadejście Mesjasza. Fragment ściany to jednak przede wszystkim Szekina – miejsce obecności Bożej.

Od natężenia znaczeń i symboli może rozboleć głowa − to refleksja turysty-pielgrzyma, który w Jerozolimie spędził jedynie tydzień.

Stare Miasto to nie tylko labirynt wąskich, kamiennych uliczek, ale przede wszystkim plątanina znaczeń, tradycji, śladów skazująca mieszkańców na niełatwą koegzystencję. Wydaje się, że w starej części miasta każdy kamień ma do opowiedzenia niezwykłą historię, ale przede wszystkim nosi ślad obecności (pisanej niekiedy przez duże O).

To w Jerozolimie lub tuż poza jej ówczesnymi granicami rozegrały się najważniejsze dla chrześcijan wydarzenia. Golgota i pusty grób (obecnie wewnątrz bazyliki) to miejsca kultu, do których ściągają tłumy pielgrzymów i turystów z całego świata. Żeby dotknąć, pomodlić się, doświadczyć, uwierzyć, zrobić zdjęcie?

W kolejce napierających pielgrzymów trudno o sacrum. Jednym z rozwiązań jest przybiec do grobu o piątej rano, jeszcze przed świtem – wtedy nie ma tam prawie nikogo. Pytanie tylko, czy jest po co biec?

Dla chrześcijan nawiedzanie miejsc świętych nie powinno mieć większego znaczenia, skoro z definicji są ludźmi wiary w Zmartwychwstałego. Przecież misterium dokonuje się na każdej Mszy św., a obecność Boga jest dosłownie na wyciągnięcie ręki w sakramentach, w Słowie Bożym.

Z tej perspektywy każdy spór o sprawowanie opieki nad miejscem kultu (tego rodzaju kłótni między chrześcijanami w Jerozolimie nie brakowało) nie ma uzasadnienia. Z tego samego powodu pożytkowanie energii, czasu, środków na wznoszenie ogromnych świątyń, pomników wydawało mi się zawsze sprzeniewierzeniem się duchowi Ewangelii, które w najlepszym wypadku prowadzi do rozmycia jej przekazu. Odczytuję w tego rodzaju inicjatywach manifestację siły i dominacji.

Ponad dwa tysiące lat temu Jezus zapowiedział w rozmowie z Samarytanką: „ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca”. Jak mówił, prawdziwi czciciele będą oddawać mu cześć w „Duchu i prawdzie” (por. J 4,21-23). I może tego warto byłoby się trzymać?

Abstrahując od walorów poznawczych, jakie towarzyszą każdej podróży, po co w takim razie pielgrzymować do Jerozolimy?

O Ziemi Świętej mówi się, że to piąta Ewangelia – i pod tym stwierdzeniem podpisuję się obiema rękami. Podróżować po niej to znajdować się w stanie nieuświadomionej medytacji – kiedy nie trzeba wyobrażać sobie scenerii, wiatru, smaków, zapachów, bo w tej rzeczywistości się jest. Tam odkryłam potencjał epifanii w prostych czynnościach i rzeczach – cień drzewa oliwnego, chłód kamiennych uliczek, moczenie stóp w Jeziorze Galilejskim, zapatrzenie w krajobraz Pustyni Judzkiej.