dzialamy
| 5 kwietnia 2013 ]

3MC - katechetyczna rewolucja

„Tłu­ma­czy­my, kim jest Bóg, szyb­ciej, niż ty gotu­jesz jaj­ko na mięk­ko. A przy­naj­mniej pró­bu­je­my” – takie hasło na rekla­mie w jed­nym z naj­po­czyt­niej­szych tygo­dni­ków kato­lic­kich zapa­li­ło mi przed ocza­mi miga­ją­cy znak zapy­ta­nia. Zain­try­go­wa­ło tak, że poda­ny link umie­ści­łam natych­miast w prze­glą­dar­ce swo­je­go kom­pu­te­ra. Co to takie­go? Kto wpadł na pomysł, żeby obok rekla­my obru­sów mszal­nych i praw­do­po­dob­nie naj­więk­szej rzeź­by Jana Paw­ła II wci­skać się z dow­ci­pem i komik­so­wą gra­fi­ką?

Link miał kształt: www​.3mc​.me − 3MC to skrót od „3-minu­to­wy Kate­chizm”. Na pomysł, żeby z oka­zji Roku Wia­ry przed­sta­wić Kate­chizm Kościo­ła Kato­lic­kie­go w for­mie krót­kich ani­mo­wa­nych fil­mów wpa­dło wydaw­nic­two kath­me­dia. Po powo­dze­niu ory­gi­nal­nej nie­miec­kiej wer­sji poja­wi­ły się jak dotąd edy­cje angiel­ska, hisz­pań­ska i pol­ska.

Już same tra­ile­ry pozwa­la­ją mieć jak naj­lep­sze nadzie­je co do tego, czy twór­cy pro­jek­tu wyekwi­po­wa­li się w poczu­cie humo­ru i umie­jęt­ność żon­glo­wa­nia kon­wen­cja­mi. Jeden z nich, sty­li­zo­wa­ny na zajaw­kę wiel­kiej hol­ly­wo­odz­kiej pro­duk­cji, wpro­wa­dza na ekran m.in. bia­łe­go ratler­ka przy­bra­ne­go w pió­ra. Zresz­tą tuż po sło­wach „kate­che­tycz­na rewo­lu­cja”.

Jest też sty­li­zo­wa­ny na kino nie­me fil­mik „Making of 3MC”, zdra­dza­ją­cy, co potrzeb­ne jest do zro­bie­nia Kate­chi­zmu. Poza Bogiem, bez któ­re­go wszyst­ko wyglą­da­ło­by jak obraz kon­tro­l­ny, są to m.in. ksiądz (naj­le­piej z bro­dą), arty­stycz­ny geniusz, a tak­że pro­fe­sjo­nal­ne stu­dio fil­mo­we i stu­dio nagrań. Wyglą­da na to, że twór­cy rze­czy­wi­ście zaopa­trzy­li się we wszyst­kie te nie­zbęd­ni­ki. Nawet jeśli stu­dio nagrań, jak twier­dzą, stwo­rzy­li z ramy łóż­ka, szkła akry­lo­we­go i odro­bi­ny far­by, to naj­wy­raź­niej nic wię­cej nie było potrzeb­ne, aby powstał rewe­la­cyj­ny pro­dukt final­ny.

Dzię­ki 72 odcin­kom serii widz dowie się m.in. tego, w jaki spo­sób Bóg się obja­wił, czy mamy jakiś dowód na ist­nie­nie Boga, co to jest łaska albo co to zna­czy, że Bóg jest trój­je­dy­ny. Zagad­nie­nia jak widać nie­pro­ste. Pyta­nie, czy komik­so­wa for­mu­ła pozwa­la powie­dzieć na te tema­ty coś sen­sow­ne­go, bez rażą­ce­go spły­ce­nia. Wyda­je się, że tym razem się uda­ło. Natu­ral­nie, trzy­mi­nu­to­wy film nie zastą­pi lek­tu­ry poważ­nych opra­co­wań. Może jed­nak zasy­gna­li­zo­wać pro­blem i pobu­dzić do dal­szych poszu­ki­wań – a to już dużo jak na począ­tek (fil­my kie­ro­wa­ne są do osób od 12. roku życia).

Twór­cy sta­ra­ją się mówić moż­li­wie pro­sto, nie usu­wa­ją jed­nak ze swo­je­go języ­ka wszyst­kich trud­niej­szych zwro­tów. „Taka bowiem jest peda­go­gia Boga” – usły­szy­my w jed­nym z fil­mów. Z kolei odci­nek pre­zen­tu­ją­cy tajem­ni­cę Trój­cy Świę­tej ani na chwi­lę nie pozwa­la zapo­mnieć, że jest to wła­śnie tajem­ni­ca: „Chrze­ści­ja­nie wie­rzą w jed­ne­go Boga. Ale ten Bóg jest komu­nią trzech osób. Ojca, Syna i Ducha Świę­te­go. Brzmi skom­pli­ko­wa­nie i tak jest. Poważ­nie”.

Widzo­wi cały czas towa­rzy­szy sym­pa­tycz­na komik­so­wa kre­ska, a wywód inkru­sto­wa­ny jest nie­ba­nal­nym dow­ci­pem, któ­re­go tak bar­dzo bra­ku­je w więk­szo­ści pro­duk­cji obkle­ja­ją­cych się przy­miot­ni­kiem „kato­lic­ki”. Dla nie­któ­rych będzie to zapew­ne poczu­cie humo­ru prze­kra­cza­ją­ce już gra­ni­ce tego, na co moż­na sobie pozwo­lić „wobec świę­to­ści” − tym bar­dziej podzię­ko­wa­nia dla twór­ców za odkry­wa­nie potrzeb osób mniej świą­to­bli­wych.

Nie­któ­re odcin­ki dostęp­ne są w inter­ne­cie. Całą serię moż­na nabyć na pły­cie DVD.