dzialamy
| 2 kwietnia 2015 ]

Katolik wobec swojej seksualności – między hedonizmem a represją

W dyskusji „Katolik wobec swojej seksualności – między hedonizmem a represją”, która odbyła się 26 lutego 2015 r., nie brakowało różnic zdań. Prezentuje to poniższy fragment, więcej na nagraniu.

Od lewej: Radosław Skrzypczyk, Anna Rygielska, Wojciech Sulimierski, Zbigniew Nosowski, Artur Sporniak, Ewa Kiedio. Fot. Krzysztof Kolwas

Artur Sporniak („Tygodnik Powszechny”): Paweł VI nie zgodził się, żeby sobór rozstrzygnął sprawę antykoncepcji. Mówił, że nie można dopuścić, by zmienić niezmienne nauczanie Kościoła. Lęk. A raport większościowy mówił, że trzeba jakoś iść za duchem czasu i to pozmieniać.

Zbigniew Nosowski („Więź”): Powiedziałeś, że Paweł VI zamiast pójść za duchem czasów, kierował się lękiem. Nauczanie Kościoła ani w dziedzinie seksualności, ani w żadnej innej nie powinno iść za duchem czasów. Duch czasu nie jest Duchem Świętym. Duch czasów, jeśli chodzi o seksualność, to jak najwięcej, jak najczęściej, bez żadnych zahamowań i liczę się tylko ja. Duch Święty podpowiada nam tutaj bardzo mądrze: liczymy się my. Nauczanie Kościoła, zmieniając się, powinno uwzględniać ducha czasu, powinno reagować na kulturowe zmiany. Natomiast nie powinno iść za duchem czasu, tzn. akceptować to, co jest akceptowane przez kulturę.

Zbigniew Nosowski, Artur Sporniak, Ewa Kiedio. Fot. Krzysztof Kolwas

Artur Sporniak: Jan Paweł II utożsamia pożądanie seksualne z pożądliwością wynikającą z grzechu pierworodnego. I daje przepisy, jak ją neutralizować − potrzebna jest czułość, wstrzemięźliwość. To nie jest tak, że wstrzemięźliwość może być, czy nie. Nie, ona jest niezbędna według Jana Pawła II, żeby nauczyć się kochać. Żeby seksualność nasza nabrała znaku oblubieńczego. To można zapytać wtedy, po co w ogóle jest ta seksualność, jeśli mi czułość wystarczy i ona jest doskonałym wyrazem miłości.

Ewa Kiedio („Dywiz”, „Więź”): Sprzeciwił się Pan wstrzemięźliwości. Może to jest niemodne słowo, ale rola ascezy i pewnych technik służących temu, by się samoograniczać, dążyć do samoopanowania, to są rzeczy zupełnie niezastąpione. W „Miłości i odpowiedzialności” Karol Wojtyła mówi o radości, którą możemy czerpać z seksualności. Zmysłowość pojawia się jako coś pozytywnego, tyle że wymaga przepracowania i wkomponowania w całość, a nie skupienia na poziomie, który właściwie jest poziomem animalnym, jeśli jest pozbawiony poziomu psychiki i duchowości. Nie możemy kończyć na przyjemności, ale to nie znaczy, że przyjemność sama w sobie jest zła.

Fot. Marcin Kiedio

Inne wypowiedzi Ewy Kiedio z „Dywizu”

Pytanie prowadzących: W jaki sposób nauczanie Kościoła wpływa na przeżywanie seksualności katolików − na ile sprzyja przyjęciu seksualności, jej afirmacji i cieszeniu się nią, a na ile represji tej sfery? Co się zmieniło w tej kwestii w Kościele, a co jeszcze wymaga zmiany?

Ewa Kiedio: Czasami mam wrażenie, że grzechy seksualne są przedstawiane jako grzechy zupełnie innego rodzaju. Są grzechy typu: nienawidzę mojego sąsiada, nienawidzę mojego współpracownika, podkładam mu świnię, nie płacę składek, ukradłem coś. Ale są też grzechy najwyższego rodzaju i to są wszystkie grzechy seksualne. W tym widzę problem. Nie powinniśmy rozpatrywać seksualności jako czegoś, co jest wyjątkowo skażone.

Myślę też, że zbyt słabo wskazuje się na wartość sumienia − mam na myśli codzienne, potoczne nauczanie, a nie poważne dokumenty Kościoła. W Katechizmie zresztą mówi się o tym, że sumienie jest naszym sanktuarium wewnętrznym, w którym stajemy przed Bogiem i rozsądzamy, aplikujemy rzeczy z ogólnego nauczania do naszego konkretnego przypadku. Natomiast czasami widzę, że jest taka chęć… i to chyba wynika z tego, jak ludzie traktują Kościół. Przychodzą i chcieliby dostać bardzo konkretne rozwiązania: co ja mam zrobić w tej sytuacji. To jakiś rodzaj ucieczki od wolności. Chcemy przerzucić odpowiedzialność na kogoś innego, kto powie nam dokładnie, co mamy zrobić.

Pytacie o represje. Mnie trochę bawi to słowo. Ostatnio czytałam skrypt „Antropologia seksualności” wydany przez Uniwersytet Warszawski, gdzie pojawiało się wręcz słowo „reżim” w kontekście NPR: reżim kościelny wspierany przez reżim medyczny. Pomyślałam, że to chyba wszystko stanęło już na głowie, jeśli najmodniejsze słowa to: represja, opresja i reżim. Idąc za takim myśleniem możemy też powiedzieć, że jest reżimem to, że trzeba łyknąć tabletkę antykoncepcyjną albo założyć prezerwatywę − skoro zaczyna być nazywane reżimem wszystko to, kiedy muszę coś zrobić. Myślę, że to kompletny absurd.

To, czy widzimy Kościół jako miejsce, gdzie panują zakazy i nakazy, jest zależne od tego, czy te zakazy i nakazy rozumiemy. Zakazy i nakazy… w ogóle nie podoba mi się ten język… Powiedziałabym raczej tak: czy to o czym mówi Kościół traktujemy jako coś własnego, co jest uwewnętrznione przez nas, czy kompletnie tego nie rozumiemy i wówczas jest to dla nas rodzaj zewnętrznego kata.To wtedy jest faktycznie rodzaj represji.

Wolałabym, żebyśmy przeszli do takiego spojrzenia na sprawę, w którym nie będziemy mówić językiem nakazów i zakazów, bo to jest ustawienie reflektora na zupełnie zły punkt. To jest tak, jakbyśmy nie patrzyli, do czego zmierzamy, że mamy na celu seksualność, która będzie piękna i będzie najbliższym wyrażeniem tego, jaki jest plan Boga dla nas w tym temacie. Powinniśmy patrzyć na to, jaki mamy cel − niesamowity, piękny, wspaniały. Zamiast tego koncentrujemy się na tym, co jest poboczne, co pomaga, pewne wskazówki moralne. To jest tak, jakbyśmy w sytuacji jakiegoś sportowca, dajmy na to Adama Małysza, który chce osiągnąć coś wielkiego w życiu, nie mówili o tym, że oto on ma taki cel, że chce być świetnym skoczkiem, chce być złotym medalistą, stanąć na podium, to jest jego marzenie, dla którego, owszem, jest w stanie przyjąć pewne ograniczenia, takie jak dieta, to, że będzie musiał poświęcić na to dużo czasu, że będzie musiał ograniczyć swoje życie towarzyskie, inne aktywności, będzie musiał trenować codziennie przez wiele godzin. Będziemy się skupiać na tym, jak dużo on się musi wyrzekać, jakie straszne ograniczenia musi mieć, ale stracimy z oczu to, co jest jego celem.

Ewa Kiedio. Fot. Marcin Kiedio

Pytanie prowadzących: Co powinno się zmienić w Kościele w kwestii seksualności? Zastanawiamy się, na ile stosunek do seksualności nie jest trochę pochodną stosunku do przyjemności.

Ewa Kiedio: Wydaje mi się, że akurat w temacie przyjemności zaszły niesamowite zmiany. Odwołam się do konkretnych cytatów. Pius XII w przemówieniu z 29 października 1951 r. stwierdzał: „Małżonkowie we wspólnym, całkowitym oddaniu się fizycznym doznają przyjemności i szczęścia cielesnego i duchowego. Gdy więc małżonkowie szukają i używają tej przyjemności, nie czynią niczego złego, korzystają tylko z tego, czego udzielił im Stwórca”. W Katechizmie ten fragment jest przywołany i poprzedzony zdaniem: „Płciowość jest źródłem radości i przyjemności”. W dokumencie z Aparecidy czytamy: „Życie w Chrystusie zawiera w sobie także […] przyjemność płynącą z seksualności przeżywanej na sposób ewangeliczny”. O przyjemności mówi też Karol Wojtyła w „Miłości i odpowiedzialności”, zresztą namawia do tego, żeby mąż zadbał o orgazm swojej żony, żeby nie koncentrował się tylko na samym sobie.

Wydawało mi się, że to wkomponowanie przyjemności w seksualność, ale w taki sposób, który uwzględnia to, że nie tylko przyjemność jest celem seksualności, jest czymś tak oczywistym, że nie ma już potrzeby o tym mówić − że tutaj Kościół nie jest jakoś specjalnie oryginalny. Można jednak cały czas bez większego trudu znaleźć wypowiedzi osób, które twierdzą, że przyjemność jest jedynym celem. Taką wypowiedź znalazłam np. w książce „Kochać wystarczająco dobrze”, gdzie Alicja Długołęcka mówi, że seks służy tylko przyjemności i niczemu więcej. W magazynie „Książki” przeczytamy rozmowę literatów o tym, jak opisywać seks, i bardzo zdziwiona Joanna Bator mówi o tym, że niestety cały czas jest tak, że nie da się liczyć tylko na przyjemność, bo już przy trzecim współżyciu ktoś przychodzi, przynosi album rodzinny i mówi: „to jest moja babcia, ona miała fermę kurzą”. Czyli jest zaskoczona tym, że seksualność pociąga za sobą relację. Że coś się dzieje na o wiele głębszym poziomie. Wydaje mi się czasami, że to, o czym mówi Kościół w tej dziedzinie to już pewne banały, ale okazuje się, że dla niektórych to ciągle chyba będzie rewolucja.

Jeśli chodzi o to, co moim zdaniem wymaga pewnych przesunięć w Kościele czy lepszego wyartykułowania, to tak na szybko zaznaczyłam sobie dwie rzeczy. Z jednej strony Kościół zaczął mówić o tym, że seks nie służy tylko prokreacji, że ma drugi istotny cel: więziotwórczy. Zdarzają się jednak sytuacje, w których trudno rozstrzygnąć. Mówi się, że seks ma być zawsze otwarty na życie. Ale są sytuacje, kiedy otwartość na życie już nie zachodzi, np. kobieta jest dawno po okresie przekwitania albo już jest w ciąży. Zdarza się przy tym, że pełne współżycie nie jest możliwe. Czy wówczas Kościół zgadzałby się na jakieś formy zastępcze w rodzaju pettingu? Byłaby to przecież realizacja celu więziotwórczego. Nakreślam tutaj wycinek, który wydaje mi się mało jasny w nauczaniu Kościoła.

Druga rzecz, zupełnie dla mnie zaskakująca, że cały czas mówi się o wyższości celibatariuszy. Mówi o tym np. Jan Paweł II w adhortacji „Familiaris consortio”, zresztą tuż po tym, jak nakreśla piękną wizję tego, jak małżeństwo jest obrazem i Trójcy Świętej, i miłości Chrystusa do Kościoła. Ale później stwierdza, że jednak życie celibatariuszy ma większą wartość właśnie przez to, że seksualności się wyrzekają. Bo oni są z kolei znakiem Królestwa Niebieskiego, w którym „ani żenić się, ani wychodzić za mąż nie będą”. Wydaje mi się, że małżonkowie też są ważnym znakiem. Zresztą mogliby być także znakiem życia w Królestwie Niebieskim, gdzie być może nie będzie tak ważna nasza więź indywidualna z konkretną drugą osobą, ale być może ze wszystkimi będziemy mogli mieć w niesamowity sposób tak bliską więź, jaka tu na ziemi możliwa jest tylko z jednym wybranym człowiekiem. Trudno nam sobie oczywiście te rzeczy wyobrażać, ale wydaje mi się, że stawianie jednych powołań nad drugimi jest czymś do przemyślenia.

Nagranie ze spotkania:

Dane o debacie:

Dyskusja „Katolik wobec swojej seksualności – między hedonizmem a represją” była czwartą debatą z cyklu „Od lęku do miłości” organizowanego przez Warszawski Klub „Tygodnika Powszechnego” oraz Fundację Pomocy Psychologicznej „Pracownia Dialogu”.

Paneliści:

Ewa Kiedio – redaktor w wydawnictwie i kwartalniku „Więź”, założycielka magazynu „Dywiz. Pismo Katolaickie”, autorka książki „Osobliwe skutki małżeństwa”. Od 2008 r. żona Marcina.

Zbigniew Nosowski – socjolog, teolog, publicysta, redaktor naczelny miesięcznika „Więź”,dyrektor programowy Laboratorium Więzi, autor wielu książek – m.in. „Parami do nieba. Małżeńska droga świętości”, „Szare a piękne. Rekolekcje o codzienności”, „Krytyczna wierność”, żonaty, ma dwie dorosłe córki.

Artur Sporniak – filozof, teolog, kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”, Prowadzi bloga „Kościół – seks – moralność”, żonaty od 20 lat, ojciec trzech synów.

Wojciech Sulimierski – psycholog, filozof, psychoterapeuta, wiceprezes Fundacji Pomocy Psychologicznej Pracownia Dialogu, prywatnie mąż i ojciec dwójki dzieci.

Prowadzenie: Anna Rygielska oraz Radosław Skrzypczyk

26 lutego 2015 r., godz. 19.00
Siedziba Klubu Inteligencji Katolickiej
ul. Freta 20/24A w Warszawie