myslimy
| 15 lipca 2014 ]

Kiedy lato przynosi rozstanie

W te waka­cje moja sio­stra wyjeż­dża na dru­gi koniec świa­ta. Być może na pół roku, być może na rok, a być może na zawsze.

Kohe­let przy­po­mi­na mi, że jest „czas szu­ka­nia i czas tra­ce­nia, czas zacho­wa­nia i czas wyrzu­ca­nia” (Koh 3,6) i „czas pła­czu i czas śmie­chu, czas zawo­dze­nia i czas plą­sów” (Koh 3,4). Czy­tam jego sło­wa jako zachę­tę do tego, żeby dobrze prze­żyć i czas rado­ści, i czas smut­ku.

To, co dzie­je się w tym „cza­sie tra­ce­nia”, naj­le­piej odda­je dla mnie angiel­ski cza­sow­nik „to grie­ve”. Mie­ści się w nim odczu­wa­nie żalu i opła­ki­wa­nie, ale wolę odwo­łać się do cza­sow­ni­ka, a nie for­my rze­czow­ni­ko­wej, gdyż prze­ży­wa­nie żalu jest dla mnie pew­ną dro­gą ducho­wą. Skła­da­ją się na nią róż­ne eta­py: prze­ży­wa­nie smut­ku, opła­ka­nie zamknię­cia pew­ne­go eta­pu naszej rela­cji i poże­gna­nie.

Ste­phen Jen­kin­son, nauczy­ciel ducho­wy i tera­peu­ta, czę­sto mówi o tym, że radość i żal to dwaj nie­od­łącz­ni bra­cia bliź­nia­cy. W miłość do dru­giej oso­by wpi­sa­na jest goto­wość na przy­szłe roz­sta­nie. Nie cho­dzi jed­nak tyl­ko o to, aby pozwo­lić dru­giej oso­bie odejść, ale w peł­ni prze­żyć smu­tek, bo to ozna­cza prze­ży­cie głę­bi miło­ści.

Gdzieś w cie­niu odjaz­du sio­stry kry­je się brat bliź­niak smut­ku – radość. Radość z powo­du tego, że dru­ga oso­ba wyjeż­dża z waż­nych powo­dów, za swo­im powo­ła­niem i szczę­ściem.

Smu­tek roz­sta­nia jest też nasy­co­ny dla mnie nadzie­ją na to, że moja rela­cja z sio­strą, nawet jeże­li się zmie­ni, to będzie się roz­wi­jać. To, że tak bar­dzo prze­ży­wam jej wyjazd, uświa­da­mia mi, jak bar­dzo jest dla mnie waż­na i że war­to będzie pisać maile, listy, roz­ma­wiać przez skype’a, pró­bo­wać budo­wać bli­skość mimo odle­gło­ści. To nie koniec samej miło­ści i rela­cji. Wie­rzę, że potrze­bu­ję przejść przez czas poże­gna­nia, żebym mogła towa­rzy­szyć jej w dal­szej dro­dze.