myslimy
| 4 sierpnia 2016 ]

Kilka słów o piersiach

Przez Face­bo­ok zno­wu prze­ta­cza się wiel­ka deba­ta, czy kobie­cie wol­no kar­mić pier­sią w miej­scach publicz­nych. Widzę wie­le opi­nii, że takie kar­mie­nie to nie­este­tycz­ne epa­to­wa­nie nago­ścią i sek­sem.

Mam wra­że­nie, że nie­któ­rzy pró­bu­ją do pier­si przy­pi­sać jakieś jed­no sztyw­ne zna­cze­nie, nie­mal mitycz­ne, obo­wią­zu­ją­ce zawsze i wszę­dzie. Tym­cza­sem wszyst­ko zale­ży od kon­tek­stu i oko­licz­no­ści, i od inten­cji. Okre­ślo­ną pozą, gestem, cało­kształ­tem danej sytu­acji moż­na spra­wić, że pier­si będą peł­nić funk­cję ero­tycz­ną, w innych zno­wu warun­kach – na przy­kład pod­czas bada­nia lekar­skie­go – będą zupeł­nie pozba­wio­ne ero­tycz­ne­go wydźwię­ku, nie będą budzić żad­nych sek­su­al­nych sko­ja­rzeń. Nie­źle to widać u Got­t­frie­da Ben­na w jego naj­słyn­niej­szym wier­szu:

Ten rząd to są łona w roz­kła­dzie,
a w tym rzę­dzie roz­pa­da­ją­ce się pier­si.
Przy łóż­ku śmier­dzi łóż­ko.
Sio­stry zmie­nia­ją co godzi­nę.

[…]

Chodź, spójrz na tę bli­znę na pier­si.
Czy wyczu­wasz ten róża­niec mięk­kich węzłów?
Poma­caj lek­ko. Cia­ło jest nie­czu­łe i nie boli.

[…]

Nie ma w tym obra­zie poetyc­kim żad­nej ero­ty­ki, mimo że poja­wia­ją się i łona, i pier­si. Medy­cy­na zaj­mu­je się czło­wie­kiem cier­pią­cym i jeśli ją obcho­dzą pier­si, to tyl­ko jako ewen­tu­al­ny obszar mani­fe­sta­cji cier­pie­nia, nic poza tym. Było­by rze­czą kary­god­ną, zwy­kłym prze­stęp­stwem, gdy­by lekarz dał kobie­cie do zro­zu­mie­nia, że jej pier­si inte­re­su­ją go sek­su­al­nie.

Podob­nie jest, myślę, z kar­mie­niem dziec­ka pier­sią. Kar­mie­nie to kon­tekst, któ­ry nam defi­niu­je, czym pier­si w danym momen­cie są. Kar­mie­nie istot­nie wpły­wa na wydźwięk pier­si, na to, jak je nale­ży odbie­rać, jaki mają sens. Są wte­dy nie atry­bu­tem sek­su, a atry­bu­tem ludz­kie­go odży­wia­nia, sygna­łem, że jest w czło­wie­ku coś para­dok­sal­ne­go: i zbyt­nio się od zwie­rząt nie róż­ni, bo też jest kar­mio­ny pier­sią, i róż­ni się ogrom­nie, bo prze­cież jest kar­mio­ny wśród ludzi, w trak­cie spo­tkań, w miej­scu publicz­nym, na ław­ce w par­ku, w restau­ra­cji – pośród cywi­li­za­cji, w samym środ­ku korzy­sta­nia z niej przez jego mat­kę. Zwie­rzę­ta nie kar­mią w takiej opra­wie.

Mógł­by ktoś oczy­wi­ście powie­dzieć, że defe­ka­cja też nas łączy ze świa­tem zwie­rząt, też jest natu­ral­na i zupeł­nie zwy­czaj­na, a mimo tego nie odby­wa­my jej publicz­nie, zama­sko­wa­li­śmy naszą defe­ka­cję róż­ny­mi kon­struk­ta­mi cywi­li­za­cji. Owszem, ale odży­wia­nie nigdy prze­cież nie było na cen­zu­ro­wa­nym, a defe­ka­cja zawsze ucho­dzi­ła za prze­jaw nie­czy­sto­ści czło­wie­ka, za znak zepsu­cia. To aku­rat łatwo wytłu­ma­czyć bio­lo­gicz­nie: jedze­nie pach­nie, nęci, przy­ku­wa uwa­gę, zachę­ca, bo jest potrzeb­ne, a odcho­dy śmier­dzą, bo są zby­tecz­ne. Kul­tu­ra zama­sko­wa­ła więc defe­ka­cję, a odży­wia­nie wyeks­po­no­wa­ła, two­rząc całą wiel­ką sztu­kę kuli­nar­ną z jej maestrią, skom­pli­ko­wa­niem prze­pi­sów, sie­cią restau­ra­cji, w któ­rych obo­wią­zu­je okre­ślo­ny kod zacho­wań. Ludzie nie wsty­dzą się jeść publicz­nie, nie boją się, że ktoś ich oskar­ży o to, że zamiast jeść w domu, po cichu, z dale­ka od cudzych oczu, otwie­ra­ją sobie w cen­trach miast zbio­ro­we chle­wy, w któ­rych żrą jak świ­nie. Nikt tak nie mówi, nikt nie postu­lu­je zamy­ka­nia restau­ra­cji, bo przy­po­mi­na­ją paśni­ki.

Kar­mie­nie pier­sią ma jesz­cze jeden walor: przy­po­mi­na nam o naszych począt­kach, o bez­bron­no­ści nie­mow­lęc­twa, o tym, że nie zawsze byli­śmy samo­dziel­ni, mądrzy, wiel­cy i sku­tecz­ni. Kar­mie­nie pier­sią jest więc bar­dzo ludz­kim komu­ni­ka­tem, jest komu­ni­ka­tem o kole­jach ludz­kie­go losu, o banal­no­ści naszych począt­ków, o tej try­wial­nej praw­dzie, że nie spa­dli­śmy z tęczy czy też nie zna­le­zio­no nas na szczy­cie góry wśród śpie­wa­ją­cych sło­wi­ków. Przez ssa­nie kobie­cej pier­si – tak ludz­kość wyro­sła.

Dla­cze­go więc ta pierś tak draż­ni, dla­cze­go razi w oczy? Dla­cze­go za wszel­ką cenę – cho­ciaż może mieć też inne zna­cze­nia – ludzie upar­li się, by z niej robić zawsze, w każ­dej sytu­acji prze­jaw sek­su?

Oczy­wi­ście pew­nie moż­na kar­mie­nie pier­sią wykrzy­wić, kar­mić osten­ta­cyj­nie, nachal­nie, pro­wo­ku­jąc ludzi i krzy­cząc tym kar­mie­niem: „jestem atrak­cyj­ną mat­ką!”. Moż­na też z kar­mią­cej pier­si zro­bić pierś wabią­cą, ero­tycz­ną. Ale wte­dy pro­ble­mem nie jest pierś kar­mią­ca, któ­rej już nie ma, tyl­ko ta ero­tycz­na, któ­rą bez­myśl­nie wywo­ła­no. Cho­ciaż, mówiąc szcze­rze, nigdy nie spo­tka­łem się z mat­ka­mi, któ­re by z kar­mią­cy­mi pier­sia­mi wyczy­nia­ły jakieś cudac­twa, zwra­ca­ły na te pier­si uwa­gę prze­chod­niów, spe­cjal­nie je eks­po­no­wa­ły, ścią­ga­ły celo­wo zain­te­re­so­wa­nie męż­czyzn. Nie prze­czę, że to moż­li­we, ale było­by raczej obja­wem pro­ble­mów emo­cjo­nal­nych.

W takim razie – powta­rza­jąc pyta­nie – skąd ta złość na mat­ki kar­mią­ce? Może to ner­wi­co­wo zde­for­mo­wa­ne, zapie­czo­ne uczu­cie tęsk­no­ty za macie­rzyń­stwem, może zner­wi­co­wa­ne uczu­cie przy­kro­ści, że się same­mu nie mogło kar­mić pier­sią? To moż­li­we. A może to jest kary­ka­tu­ral­ne poczu­cie wsty­du, wyro­bio­ny przez trau­my dystans czy nawet nie­chęć do wła­sne­go cia­ła, ślad daw­nych obaw, że zosta­nie wyśmia­ne, wytknię­te pal­ca­mi? Kobie­ta może widzieć inną kobie­tę kar­mią­cą pier­sią i od razu odno­sić to do sie­bie, myśleć sobie, że ona w życiu by się tak nie obna­ży­ła, że to by ją nara­zi­ło na spoj­rze­nia, na komen­ta­rze, a więc na krzyw­dę. I stąd, z lęku o sie­bie, agre­sja, jak­by w obro­nie, jak­by dla zakli­na­nia wła­sne­go bez­pie­czeń­stwa.

Zwróć­my uwa­gę, że żyje­my w cza­sach, gdy nago­ści jest dużo, ale jest to nagość wykre­owa­nych od stóp do głów mode­lek, nagość gene­ro­wa­na pro­gra­ma­mi gra­ficz­ny­mi i sztu­ką mon­ta­żu, nagość mało real­na. W isto­cie żyje­my w cza­sach takich, jakie były zawsze, czy­li boją­cych się nago­ści, w cza­sach bar­dzo małej świa­do­mo­ści wła­sne­go cia­ła, niskiej wie­dzy o fizjo­lo­gii i ana­to­mii czło­wie­ka. W cza­sach masko­wa­nia swo­jej bio­lo­gii, zakła­my­wa­nia jej, wytwa­rza­nia na jej temat mitów i legend. Leka­rze mówią, że doro­słe kobie­ty mają pro­blem z wymó­wie­niem sło­wa „pochwa”, „maci­ca” albo „mocz”, jak­by się bały, że nazwa­nie wprost wła­snej cie­le­sno­ści nara­zi je na ode­bra­nie im intym­no­ści. Mój gastro­log powie­dział mi kie­dyś rzecz bar­dzo istot­ną. Mło­de kobie­ty nie jedzą dziś takich czy sia­kich rze­czy, cią­gle są na jakichś die­tach i eks­pe­ry­men­tu­ją z żywie­niem nie dla­te­go, że koniecz­nie tego potrze­bu­ją, ale dla­te­go, że czę­sto mają pro­blem, żeby pójść do leka­rza, podać wprost swo­je obja­wy i popro­sić o dokład­ne bada­nia. A gdy już przy­cho­dzą, to czę­sto są nie­sa­mo­wi­cie skrę­po­wa­ne, wsty­dzą się roze­brać, kry­gu­ją się, jak­by się bały skrzyw­dze­nia.

Jak łatwo zauwa­żyć, sku­pia­łem się do tej pory na reak­cjach kobiet na publicz­nie kar­mią­ce mat­ki. A co z męż­czy­zna­mi? Myślę, że poma­łu docho­dzi­my do sed­na: męż­czyź­ni mogą być win­ni kobie­cych reak­cji, tego wyżej scha­rak­te­ry­zo­wa­ne­go kobie­ce­go poczu­cia wsty­du i lękli­wo­ści, bo to oni za wszel­ką cenę wikła­ją temat kar­mie­nia pier­sią w seks, jak­by w sil­nym sza­le zazdro­ści o dziec­ko, o to, że nie mają pier­si na wyłącz­ność. Męż­czyź­ni chcą w tych kar­mią­cych pier­siach widzieć atry­but ero­tycz­ny, ale dziec­ko im w tym prze­szka­dza, niwe­czy wymiar sek­su­al­ny. Dla­te­go pano­wie wrzesz­czą na forach: „w domu poka­zuj face­to­wi”, „gdzie indziej wysta­wiaj, a nie w par­ku, jak z dziec­kiem sie­dzisz”, „sza­nuj swo­je cyc­ki, kobie­to”. Wymo­wa tego jest taka: „pierś jest dla face­ta, do łóż­ka, a nie po to, żeby dziec­ko w restau­ra­cji kar­mić”. Mamy tu do czy­nie­nia z męską pró­bą zawłasz­cze­nia kobie­cych pier­si, z zamia­rem spro­wa­dze­nia ich do spraw alko­wy, z chę­cią zamknię­cia ich w świe­cie ero­tycz­nych doznań.

Cho­dzi tu naj­pew­niej o to, by dziec­ko nie zawa­dza­ło, by odsło­ni­ło te pier­si, by odsło­ni­ło kobie­tę i by znów w tej kobie­cie było widać męską rze­czy­wi­stość, męskie ambi­cje, męską domi­na­cję. Dyna­mi­ka dys­ku­sji na forach to wszyst­ko potwier­dza, pano­wie nada­ją ton, jest ich dużo wię­cej, kobie­ty anga­żu­ją się jak­by wtór­nie.

Hans Memling, Matka Boska karmiąca Dzieciątko, 1485/1494(?), Wikicommons

Hans Mem­ling, Mat­ka Boska kar­mią­ca Dzie­ciąt­ko, 1485/1494(?), Wiki­com­mons

Chciał­bym też na koniec, tak dygre­syj­nie i nie­co żar­to­bli­wie, powie­dzieć, że kar­mie­nie pier­sią może mieć swój wymiar teo­lo­gicz­ny. Bar­dzo popu­lar­ny był nie­gdyś obraz Mat­ki Bożej Kar­mią­cej, któ­ry przed­sta­wia Mary­ję kar­mią­cą Jezu­sa pier­sią. Mary­ja wyglą­da na tym obra­zie bar­dzo zwy­czaj­nie, Jezus tak­że, nie ema­nu­ją ckli­wym, tanim udu­cho­wie­niem. Ten obraz wisiał w moim domu, moja mama dosta­ła go od swo­jej mamy. Oglą­da­łem ten obraz całe dzie­ciń­stwo i był abso­lut­nie klu­czo­wy dla moje­go poczu­cia tajem­ni­cy wcie­le­nia. Dzię­ki temu obra­zo­wi o wcie­le­nie zapy­ta­łem odwrot­nie, niż się zwy­kle pyta, mniej wię­cej tak: „Mamo, czy ja też tak robi­łem jak Jezus? Wszy­scy ludzie tak mają czy tyl­ko Jezus?”. Myślę, że było w tym pyta­niu coś genial­ne­go, wiel­ka teo­lo­gicz­na intu­icja, że to wca­le nie my jeste­śmy dla Jezu­sa wzor­cem cie­le­sno­ści, któ­rą musi naśla­do­wać, żeby się jakoś przed nami uwia­ry­god­nić w swo­im cie­le, ale to on jest mode­lem dla nas. W tym moim dzie­cię­cym pyta­niu o obraz Mat­ki Bożej Kar­mią­cej ta intu­icja była jakoś zawar­ta. Potem, przez lata, śred­nio umia­łem pojąć ludzi mają­cych pro­blem z uchwy­ce­niem Jezu­sa-czło­wie­ka, z dostrze­że­niem, jak Bóg może być czło­wie­kiem. Dla mnie czło­wie­czeń­stwo Jezu­sa było zawsze abso­lut­nie pierw­szo­pla­no­we.

Andrea Solario, „Madonna z zieloną poduszką” (znany również jako „Matka Boska karmiąca”), ok. 1507 r., Wikicommons

Andrea Sola­rio, „Madon­na z zie­lo­ną podusz­ką” (zna­ny rów­nież jako „Mat­ka Boska kar­mią­ca”), ok. 1507 r., Wiki­com­mons