widzimy
| 1 kwietnia 2016 ]

Kołatka gnieźnieńska

W tym roku pod­czas X Zjaz­du Gnieź­nień­skie­go (zjazd​.org) po raz pierw­szy mia­łam oka­zję przyj­rzeć się drzwiom kate­dry gnieź­nień­skiej z bli­ska. Są mniej­sze, niż myśla­łam, ale prze­pięk­ne. Biskup Michał Jano­cha w swo­jej pre­lek­cji w cza­sie sesji „Kul­tu­ra i wia­ra: jak zszyć roze­rwa­ne przy­mie­rze?” zwró­cił moją uwa­gę na kołat­ki znaj­du­ją­ce się na obu skrzy­dłach drzwi. Lwie gło­wy z pier­ście­nia­mi są wkom­po­no­wa­ne w sce­ny przed­sta­wio­ne na drzwiach, a swo­ją wiel­ko­ścią nie­mal nad nimi domi­nu­ją. Być może wyni­ka­ło to ze wzglę­dów prak­tycz­nych – kołat­kę trze­ba jakoś było na drzwiach umiej­sco­wić, nie zabu­rza­jąc kom­po­zy­cji pła­sko­rzeźb. Jed­nak moż­na inter­pre­to­wać to rów­nież jako włą­cze­nie wcho­dzą­ce­go w sam śro­dek tego, co roz­gry­wa się na drzwiach. W sztu­ce śre­dnio­wiecz­nej to, co dzie­je się na płasz­czyź­nie ducho­wej i fizycz­nej, na prze­strze­ni cza­su teraź­niej­sze­go i przy­szłe­go, nie jest prze­cież ostro roz­gra­ni­czo­ne.

Kołatka

War­to przyj­rzeć się bli­żej obu „sce­nom z kołat­ką”. Pierw­sza to czwar­ta od dołu na lewym skrzy­dle drzwi. Przed­sta­wia ona świę­te­go Woj­cie­cha zato­pio­ne­go w samot­nej modli­twie przed kapli­cą męczen­ni­ków w Pra­dze lub Mag­de­bur­gu przed budyn­kiem świą­tyn­nym w kształ­cie rotun­dy. Być może przed­sta­wio­no tu reak­cję na wieść o śmier­ci bisku­pa Dyt­ma­ra. W świe­tle innej pro­po­zy­cji rzecz dzie­je się w Mag­de­bur­gu i odno­si się do jed­nej z samot­nych modlitw, na któ­re Woj­ciech wymy­kał się do kościo­łów pod­czas przerw w zaję­ciach. Dru­ga sce­na uka­zu­je wysta­wie­nie zwłok świę­te­go: odcię­ta gło­wa wbi­ta jest na pal, obok na marach spo­czy­wa owi­nię­te w całun cia­ło, któ­re­go strze­że orzeł. Histo­rię roz­gry­wa­ją­cą się na drzwiach gnieź­nień­skich moż­na odczy­ty­wać w dwóch kie­run­kach: pio­no­wym – wedle następ­stwa chro­no­lo­gicz­ne­go, zaczy­na­jąc od dołu lewe­go skrzy­dła (przed­sta­wia ono żywot św. Woj­cie­cha do chwi­li przy­by­cia na zie­mie pol­skie) i od góry skrzy­dła pra­we­go (poka­zu­je ono dzia­łal­ność misyj­ną świę­te­go), oraz w klu­czu pozio­mym, któ­ry kon­tra­punk­tu­je poszcze­gól­ne sce­ny, łącząc je w ukła­dzie typo­lo­gicz­nym. Tym samym może­my zesta­wić obok sie­bie sce­nę modli­twy świę­te­go Woj­cie­cha i jego spo­czy­wa­ją­ce cia­ło. Obie łączy nastrój zadu­my, ocze­ki­wa­nia. Może­my sobie wyobra­zić, że w pierw­szej sce­nie świę­ty Woj­ciech modli się za duszę bisku­pa Dyt­ma­ra (a może rów­nież i o siłę na przy­szłe misje?), w dru­giej on sam ocze­ku­je modli­twy.

Apo­ka­lip­sa mówi mi o Bogu, któ­ry sam przy­cho­dzi i koła­cze, aby go wpu­ścić: „Oto sto­ję u drzwi i koła­czę: jeśli kto posły­szy mój głos i drzwi otwo­rzy, wej­dę do nie­go i będę z nim wie­cze­rzał” (Ap 3,20 – 22). Nie jestem jesz­cze w sta­nie w peł­ni pojąć tej praw­dy, bo nie zawsze potra­fię usły­szeć koła­ta­nie. Jesz­cze bar­dziej wstrzą­sa­ją­cy obraz to ten, któ­ry mówi o tym, że drzwi Boga zawsze pozo­sta­ją otwar­te i nic i nikt nie może ich zamknąć: „Oto posta­wi­łem jako dar przed tobą drzwi otwar­te, któ­rych nikt nie może zamknąć” (Ap 3,9 – 10). W Roku Miło­sier­dzia być może nawet nie trze­ba koła­tać, aby wejść do środ­ka.

Infor­ma­cje o drzwiach gnieź­nień­skich zaczerp­nę­łam z nastę­pu­ją­cych źró­deł:

Tere­sa Mrocz­ko, Pol­ska sztu­ka romań­ska i przed­ro­mań­ska, Wydaw­nic­twa Arty­stycz­ne i Fil­mo­we, War­sza­wa 1988.

Zjazd Gnieź­nień­ski – prze­wod­nik uczest­ni­ka

Stro­na Urzę­du Mia­sta Gnie­zno