kuriozum
| 23 marca 2015 ]

Kościół ogrzewany. Zamknięty i otwarty – dwa w jednym

W okresie zimowym część parafii zgłosiła swój akces do nowego skrzydła ideowego, zwanego „Kościołem ogrzewanym”. Decyzja ta z jednej strony jest w pełni jawna – została obwieszczona wszem wobec na drzwiach kościołów (treść ogłoszenia widoczna jest na zdjęciu). Z drugiej strony nie zostało nigdzie wyartykułowane wprost, co kryje się za tym pomysłem. Pozostaje więc wnioskowanie na podstawie lakonicznego komunikatu: „Prosimy zamykać drzwi. Kościół ogrzewany”.

Jako pierwsze, najbardziej oczywiste skojarzenie nasuwa się powiązanie z Kościołem zamkniętym (niektórzy utrzymują, że istnieje w katakumbach taki odłam katolików – na skutek ich zamknięcia pozostaje to jednak tylko w sferze domniemań). Chwila namysłu podpowiada jednak, że skoro prośba o zamykanie drzwi okazuje się potrzebna, znaczy to, że drzwi owe bywają przynajmniej przez jakiś czas otwarte, a nawet że część osób ma w swym nawyku ich niezamykanie. Trop ten kieruje tym razem w stronę tzw. Kościoła otwartego. Wydaje się więc, że Kościół ogrzewany jest bezprecedensową próbą pogodzenia w sobie rzeczywistości zamkniętości i otwartości. Na czas kilkunastostopniowych mrozów jest to staranie godne szacunku i docenienia.

Wchodzenie w okres wiosenny niewątpliwie postawi jednak przed duszpasterzami i ich wiernymi nowe wyzwania tożsamościowe. Warto w związku z tym przypomnieć kilka wypowiedzi na temat postawy otwartości, która niebawem, wraz z poprawieniem się aury, może zacząć silniej dochodzić do głosu.

Intrygujący obraz Jezusa domagającego się otwarcia drzwi Kościoła i wypuszczenia Go na zewnątrz przedstawił kard. Jorge Mario Bergoglio na kilka dni przed konklawe:

„W Objawieniu Jezus mówi, że stoi u drzwi i kołacze. W tekście Biblii niewątpliwie chodzi o to, że puka on z zewnątrz, aby wejść…. Lecz myślę o przypadkach, gdy Jezus puka od wewnątrz, aby pozwolić Mu wyjść na zewnątrz. Egocentryczny Kościół rości sobie prawo do zatrzymania Jezusa dla siebie i nie dopuszcza do tego, aby wyszedł On do innych”.

W kwestii niepokojącego niektórych określenia „Kościół otwarty”, które kojarzone bywa z rozmiękczeniem i rozmywaniem, warto sięgnąć po książkę Juliusza Eski pod takim właśnie tytułem – „Kościół otwarty” (pozycja ukazała się w ramach Biblioteki „Więzi” w 1963 r. i doczekała się niedawno drugiego wydania). Jej autor o postawie otwartej pisał m.in. tak:

„Nie jest intelektualnym czy społecznym konformizmem. Nie zmierza do zamazywania czy bagatelizowania istotnych i rzeczywistych różnic, ani do jakiegokolwiek bądź synkretyzmu. […] Jej cechą podstawową i konstytuującą jest uznanie i uszanowanie odrębności każdej ludzkiej osoby. […] Podstawą okazywanej mu [człowiekowi] otwartości jest jego człowieczeństwo, a nie walory osobiste. Jego postępowanie może tylko wpływać na sposób, w jaki jest ona okazywana, może ją też bardzo utrudniać lub podnosić do rangi heroizmu. Natomiast jego poglądy i postępowanie podlegają weryfikacji w świetle kryteriów własnej postawy oceniającego, które zgodnie z sumieniem uważa on za słuszne – i mogą zostać odrzucone. Ważne jest jednak, aby weryfikacja ta nie była pochopna, aby była wolna od uprzedzeń i nie kierowała się pozorami; aby nie odrzucała całości ze względu na błąd dotyczący części, ani też dobra cząstkowego ze względu na błędną całość. Jednym słowem, aby osąd negatywny był traktowany jako swego rodzaju ostateczność, a wydobywanie dobra i rzeczywistych wartości istniejących w obcych systemach i postawach – troską naczelną i pierwszorzędną”.

Sens otwartości przybliża też tekst „Dlaczego otwarta ortodoksja” – rzec by można: manifest programowy redakcji „Więzi” (nr 1/2013, cały tekst dostępny na stronie kwartalnika). Dostrzegając pułapki i niebezpieczeństwa otwartości, m.in. możliwość popadnięcia w „schlebianie zmiennym modom współczesności” i w naiwność, autorzy opowiadają się jednak za taką właśnie, ale dobrze pojętą postawą:

„Otwartość nie lekceważy ani tradycji, ani tożsamości. Otwartość to wcale nie tożsamość słaba czy słabsza. Świadomość własnej tożsamości jest pierwszorzędnym warunkiem dialogu. Mogą go bowiem poważnie podjąć jedynie ci, którzy dobrze wiedzą, kim są, i dlaczego są tym, kim są. Taka otwartość – poprzez spotkanie z innym – pozwala lepiej zrozumieć samego siebie. Nie prowadzi zatem do rozmycia własnej tożsamości, lecz do jej pogłębienia i umocnienia”.

Zmiany dostrzegalne w pogodzie pozwalają przypuszczać, że niebawem równowaga wprowadzona chwilowo przez „Kościół ogrzewany” znów zaniknie, a otwarte drzwi i okna powodować będą przeciągi. Na wypadek lęków przed przeziębieniem pamiętajcie o czapkach i szalikach.


Znajdujesz się w dziale „Kuriozum”. Uważaj na odpowiedni dystans do czytanych treści.