myslimy
| 4 lipca 2015 ]

Krajobraz po klęsce

Patrząc z per­spek­ty­wy chrze­ści­ja­ni­na anga­żu­ją­ce­go się w poli­ty­kę i postu­lu­ją­ce­go roz­wią­za­nia praw­ne, trze­ba powie­dzieć, że ostat­ni czas był dla Kościo­ła cza­sem prze­gra­nym. Z jed­nej stro­ny orze­cze­nie Sądu Naj­wyż­sze­go Sta­nów Zjed­no­czo­nych, któ­ry stwier­dził, że oso­by o orien­ta­cji homo­sek­su­al­nej mają pra­wo zawie­rać związ­ki mał­żeń­skie na tere­nie całe­go kra­ju. Z dru­giej – usta­wa regu­lu­ją­ca kwe­stię in vitro w kształ­cie dale­kim od chrze­ści­jań­skiej moral­no­ści i wraż­li­wo­ści spo­łecz­nej.

One Way

Dosko­na­le rozu­miem, jak wyglą­da­ją aktu­al­ne nastro­je spo­łecz­ne cywi­li­za­cji zachod­niej i jak wpły­wa­ją one na patrze­nie ludzi w Pol­sce. Wiem, że ist­nie­je grzech pier­wo­rod­ny, dla któ­re­go naucza­nie Kościo­ła zawsze będzie wią­za­ło się z jakąś nie­wy­go­dą i sprze­ci­wem. Ale może ten moment jest dobry do zasta­no­wie­nia się, gdzie popeł­nia­my błąd w pró­bie zmia­ny świa­ta na lep­sze.

Kwe­stia in vitro i pro­blem osób o skłon­no­ściach homo­sek­su­al­nych są nie­ro­ze­rwal­nie złą­czo­ne z ludz­ką sek­su­al­no­ścią. Są jak sys­tem naczyń połą­czo­nych, bo doty­ka­ją tej wraż­li­wej tkan­ki otwar­cia się na inne­go i moż­li­wo­ści powsta­nia trze­cie­go, zupeł­nie odręb­ne­go od pozo­sta­łych. Gdzie popeł­nia­my błąd, że pro­po­no­wa­na przez nas wizja ludz­kiej sek­su­al­no­ści w oczach innych bywa tak kosz­mar­nie nie­atrak­cyj­na, frag­men­ta­rycz­na i noszą­ca zna­mio­na nie pozy­tyw­nej pro­po­zy­cji, a raczej tota­li­tar­ne­go sys­te­mu kon­tro­lu­ją­ce­go wszyst­kich i wszyst­ko? Czy praw­ne roz­wią­za­nia przyj­mo­wa­ne w innych kra­jach nie są w jakiejś czę­ści bun­tem wyra­ża­ją­cym głę­bo­ko zaka­mu­flo­wa­ną nie­zgo­dę i roz­dar­cie, jakie wywo­łu­je tak pre­zen­to­wa­na wizja chrze­ści­jań­skiej sek­su­al­no­ści? Pomyśl­my, czy przy­pad­kiem nie pomy­li­li­śmy kolej­no­ści i zamiast meblo­wać gło­wy i prze­mie­niać myśle­nie (gr. μετάνοια – meta­no­ia), nie wole­li­śmy stwo­rzyć naj­pierw jedy­nie słusz­ny front w imię wal­ki ze „zgni­łym Zacho­dem”.

Może aktu­al­na chwi­la jest dobra, by zasta­no­wić się, czy cała ener­gia, jaką loku­je­my (zwłasz­cza w Koście­le w Pol­sce) w wal­kę o zmia­nę kon­kret­ne­go pra­wa, nie powin­na być spo­żyt­ko­wa­na na naucza­nie, prze­ko­ny­wa­nie, popra­wia­nie i kształ­ce­nie w spra­wie­dli­wo­ści wszyst­kich ludzi. By przy­spo­so­bić ich do czy­nie­nia dobra (por. 2 Tm 3,16-17).

Obec­ne w kra­jach „boga­tej Pół­no­cy” prze­ko­na­nie o potrze­bie zmia­ny pra­wa w kie­run­ku libe­ra­li­za­cji oby­cza­jo­wej dotrze w koń­cu do Pol­ski, któ­ra pew­nie je przyj­mie i zaak­cep­tu­je jako wła­sne. Dla­te­go pro­po­nu­ję: oddaj­my to pole i orga­ni­zuj­my „wal­kę” na zupeł­nie innych pozio­mach.

Nie ozna­cza to oczy­wi­ście wyco­fa­nia się Kościo­ła z for­mu­ło­wa­nia swo­je­go poglą­du na kwe­stie spo­łecz­ne i publicz­ne­go wyra­ża­nia go. Ozna­cza, że na kon­kret­ne pro­jek­ty kon­kret­nych par­tii musi­my patrzeć z dystan­sem, trwać jako mono­lit w spo­koj­nym tłu­ma­cze­niu swo­je­go sta­no­wi­ska, być Świę­tą Mat­ką Kościo­łem, któ­ra nie potrze­bu­je wła­dzy par­tyj­nej, a poli­ty­kę rozu­mie jako dobro wspól­ne wyra­sta­ją­ce poza ramy pro­po­no­wa­ne przez kolej­ne zmie­nia­ją­ce się eki­py rzą­dzą­ce.

Dobrze ukształ­to­wa­ne­mu sumie­niu nie zagra­ża­ją żad­ne usta­wy, naka­zy czy roz­po­rzą­dze­nia wła­dzy. Wyra­żaj­my więc jasno swo­je zda­nie, budu­jąc Kró­le­stwo Boże mię­dzy nami – bez zabie­ga­nia o wpły­wy u potęg tego świa­ta. Tak poj­mo­wa­ne chrze­ści­jań­stwo jest przed nami i cze­ka na zre­ali­zo­wa­nie.