myslimy
| 5 lutego 2014 ]

Lilie dolin, narcyzy z Saronu

Czyż to nie pory­wa­ją­ce? – wza­jem­nie posy­ła­ne listy świę­tych mni­chów i mni­szek obfi­to­wa­ły nie­raz w wyzna­nia „abso­lut­nej jed­no­ści ducho­wej”, „świę­te­go zjed­no­cze­nia”, „miło­ści, któ­rej żad­ne sło­wa nie zdo­ła­ją wyra­zić”. Wygna­ny i ska­za­ny na męczeń­ską śmierć św. Jan Chry­zo­stom tak pisał do swej uko­cha­nej sio­stry w Chry­stu­sie, św. Olim­pii: „nie trać nadziei, że jesz­cze kie­dyś cię zoba­czę” (Ep. 13,4). We wcze­śniej­szym liście Zło­to­usty wyra­ził wręcz miło­sne cre­do: „tym, któ­rzy się kocha­ją, zjed­no­cze­nie dusz nie wystar­cza i nie przy­no­si uko­je­nia. Potrze­bu­ją tak­że fizycz­nej obec­no­ści (…). Czy chcesz widzieć moje obli­cze?” (8,12-13). Znacz­nie póź­niej inny Dok­tor Kościo­ła, św. Fran­ci­zek Sale­zy wyznał bł. Joan­nie de Chan­tal: „Nie przyj­mu­ję komu­nii bez cie­bie, jestem tak bar­dzo odda­ny Tobie, jak tyl­ko moż­na sobie wyobra­zić”. Ona zaś w odpo­wie­dzi pisa­ła: „dostrze­gam jak­by dwie czę­ści nasze­go ducha złą­czo­ne w jed­no, wspól­nie ofia­ro­wa­ne i poświę­co­ne Bogu”.

Dzie­je „świę­tych par” zda­ją się uzmy­sła­wiać, iż oblu­bień­cze odda­nie sie­bie Chry­stu­so­wi otwie­ra ludz­kie ser­ce na peł­ne miło­ści, czy­ste rela­cje z dru­gim czło­wie­kiem. Czy obo­je sta­no­wią zara­zem – jak chciał Paul Evdo­ki­mov – dzie­wi­cze ucie­le­śnie­nie słów Pisma: „u Pana ani męż­czy­zna nie jest bez kobie­ty, ani kobie­ta nie jest bez męż­czy­zny” (1 Kor 11,11), albo: „męż­czy­zną i nie­wia­stą stwo­rzył ich” (Rdz 1,27), lecz już na mia­rę przy­szłe­go świa­ta?

Rela­cja mał­żeń­ska Maryi i Józe­fa jest wyjąt­ko­wa – wyja­śnia o. Kazi­mierz Lubo­wic­ki OMI. – Nie moż­na jed­nak patrzeć na nią jak na coś nie­re­al­ne­go. Nie moż­na zapo­mi­nać, że histo­ria ducho­wo­ści zna wie­le powszech­nie uzna­nych przy­kła­dów czy­stej a tkli­wej i żar­li­wej miło­ści mię­dzy kobie­tą i męż­czy­zną. Jan Paweł II nie tyl­ko podzi­wia przy­kład takiej miło­ści w rela­cji św. Fran­cisz­ka i św. Kla­ry, lecz twier­dzi, że trze­ba ten «cha­ry­zmat» odkryć dzi­siaj na nowo.

Spo­tka­nie z daw­ną lite­ra­tu­rą reli­gij­ną sta­je się nie­raz kon­fron­ta­cją. Tak też ku nowe­mu poj­mo­wa­niu „wię­zi dosko­na­ło­ści” (Kol 3,14) pocią­ga nas Fran­ci­szek Petrar­ka, a obok jego sone­tów – „Vita nova” Dan­te­go oraz cały stos listów miło­snych sióstr i bra­ci w Chry­stu­sie. Zda­je się, iż jed­ność, jaką one wyra­ża­ją (con­fo­ede­ra­tio ani­mo­rum, wedle słów św. Augu­sty­na), nie jest wyob­co­wa­na z tajem­ni­cy Ada­ma i Ewy. Bo prze­cież, zda­niem kard. Gian­fran­co Rava­sie­go, w komu­nii czy­stych oblu­bień­ców i oblu­bie­nic „duże zna­cze­nie odgry­wa­ła kom­ple­men­tar­ność obu płci”, tyle że w nowym, prze­bó­stwio­nym wymia­rze. Dok­tor Łaski wprost defi­nio­wał ją fra­zą: non com­mi­xtio cor­po­rum sed copu­la­tio ani­mo­rum (bez zespo­le­nia cie­le­sne­go, lecz w jed­no­ści ducho­wej). Zacy­to­wać też moż­na Jana Paw­ła II: „jeże­li «w zmar­twych­wsta­niu ani się żenić nie będą, ani za mąż wycho­dzić» (por. Mk 12, 25), zna­czy, że tam jest jak­by ojczy­zna owej bez­żen­no­ści, w któ­rej czło­wiek, męż­czy­zna i kobie­ta, znaj­du­je rów­no­cze­śnie peł­nię oso­bo­we­go odda­nia i peł­nię inter­su­biek­tyw­nej komu­nii osób […]”. Czy zatem miłość Józe­fa i Maryi, św. Jana Chry­zo­sto­ma i św. Olim­pii, bł. Jor­da­na z Sak­so­nii i bł. Dia­ny oraz wie­lu innych aniel­skich przy­ja­ciół jest kolej­nym deta­lem na ziem­skiej iko­nie „obco­wa­nia świę­tych”?

Dan­te Gabriel Ros­set­ti, „Pozdro­wie­nie Beatry­cze”, 1859 r.

Świę­ty mnich i listy miło­sne

Kie­dy zoba­czy­łem kobie­tę, męż­czy­znę oraz Dzie­ciąt­ko Jezus na obra­zie Jose­fy de Óbi­dos, wpierw pomy­śla­łem, że jest to jed­no z tra­dy­cyj­nych, dobrze utrwa­lo­nych w kul­tu­rze wyobra­żeń Świę­tej Rodzi­ny. Dopie­ro po dłuż­szym przyj­rze­niu się, uświa­do­mi­łem sobie, że w rze­czy­wi­sto­ści patrzę na św. Fran­cisz­ka i św. Kla­rę z Asy­żu ado­ru­ją­cych małe­go Chry­stu­sa. To wymow­ne. Pomy­śla­łem wów­czas, że komen­ta­rzem do tego dzie­ła mogła­by być jed­na z legend o Fran­cisz­ku i Kla­rze, któ­ra wspo­mi­na wiel­ce oso­bli­wy cud. Oto któ­re­goś dnia, kie­dy spo­tka­nie dwoj­ga dobie­ga­ło koń­ca, mnisz­ka zapy­ta­ła swo­je­go umi­ło­wa­ne­go ojca duchow­ne­go i bra­ta w Chry­stu­sie, kie­dy będzie mogła znów go zoba­czyć. Ten miał odpo­wie­dzieć: „kie­dy zakwit­nie pierw­sza róża”. Był zaś począ­tek zimy. Zasmu­co­na Kla­ra wes­tchnę­ła do Boga i ruszy­ła w dro­gę. Nie ode­szła jed­nak nazbyt dale­ko. Spo­strze­gła bowiem, jak spod war­stwy śnie­gu jed­na po dru­giej wyra­sta­ją róże, tak że mogła nazbie­rać cały bukiet. Opo­wieść koń­czy się zda­niem: „Od tam­te­go cza­su Fran­ci­szek i Kla­ra już nigdy się nie roz­sta­wa­li”.

To nie jedy­ny przy­kład czy­stej miło­ści pomię­dzy kobie­tą i męż­czy­zną w histo­rii ducho­wo­ści śre­dnio­wiecz­nej. Następ­ca św. Domi­ni­ka, bł. Jor­dan z Sak­so­nii pisał do swej cór­ki ducho­wej i domi­ni­kań­skiej mnisz­ki, Dia­ny z Anda­lò: „Czyż nie jestem Twój – Twój, gdy pra­cu­ję, i Twój, gdy spo­czy­wam, Twój, gdy prze­by­wam z Tobą, i Twój, gdy odcho­dzę, Twój, gdy się modlę, Twój w tym życiu i Twój, jak ufam, w wiecz­nej szczę­śli­wo­ści?” (Ep. 46). Podob­no kie­dy on wybie­rał się w dłu­gą podróż, ona omdle­wa­ła z lęku i tęsk­no­ty. Z odda­li dosta­wa­ła jed­nak listow­ną pocie­chę: „dokąd­kol­wiek bym się udał, wciąż trwam przy Tobie” (2), „wszę­dzie Cię ze sobą zabie­ram” (2). Dla­te­go też Nor­bert Geo­r­ges OP, autor mono­gra­fii bł. Dia­ny i bł. Jor­da­na, napi­sał, że pomię­dzy tym dwoj­giem „ist­nia­ła nie jakaś chłod­na, pla­to­nicz­na miłość, ale praw­dzi­wie ludz­kie zjed­no­cze­nie serc, któ­re biły tak, jak­by były jed­nym”. Dosko­na­ła czy­stość nie była prze­szko­dą w miło­snej komu­nii. Prze­ciw­nie: dzię­ki daro­wi Ducha obo­je odna­leź­li w Cie­le Chry­stu­sa nową płasz­czy­znę zjed­no­cze­nia. „Ich zwią­zek sta­je się cał­ko­wi­cie ducho­wy, cały prze­nik­nię­ty świa­tłem przed­wiecz­nym”, by zacy­to­wać pra­wo­sław­ne­go teo­lo­ga, Miche­la Philippe’a Laroche’a.

Tym­cza­sem naj­do­sko­nal­szą i naj­bar­dziej tajem­ni­czą iko­ną czy­stej, podob­nej anio­łom miło­ści pomię­dzy kobie­tą i męż­czy­zną byli nie­wąt­pli­wie Świę­ci Rodzi­ce, zara­zem mał­żon­ko­wie i bez­żen­ni, odno­wie­ni Adam i Ewa. „Jak miło­ścią na zie­mi byłeś z Nią zwią­za­ny, tak i przy Niej masz chwa­łę w kró­le­stwie Jezu­sa”, mówi jeden z psal­mów na cześć św. Józe­fa. Model to zresz­tą nie­no­wy, czę­sto obec­ny tak­że w XVII- i XVIII-wiecz­nej prak­ty­ce modli­tew­nej. Dla przy­kła­du, jed­na z ówcze­snych ksią­że­czek do nabo­żeń­stwa nakła­nia­ła wier­nych, aby odda­wa­li cześć Józe­fo­wi, lecz – co cie­ka­we – ze wzglę­du na jego bli­ski zwią­zek z Mary­ją. Cie­śla z Naza­re­tu jest potęż­nym i sku­tecz­nym patro­nem, powier­ni­kiem Bożych tajem­nic, nie­za­wod­nym pośred­ni­kiem łask. Dla­cze­go? Bo – jak mówi sta­ra i nie­mal roz­sy­pu­ją­ca się w rękach „Pro­tek­cya pew­na y otu­cha nie­odmien­na” (Kra­ków 1724) – uczy­ni­ło go takim miło­sne zjed­no­cze­nie z Bło­go­sła­wio­ną Dzie­wi­cą. „Ty albo­wiem naj­wier­niej­sza jemu Oblu­bie­ni­co, jed­no z nim w roz­dziel­nej oso­bie zosta­wa­łaś, złą­czo­na wolą i chę­cią z jego wolą i zda­niem. Mam za pew­ne, iż modli­twy nasze do Cie­bie przyj­miesz, złą­czo­ne z affek­tem i proź­bą do Joze­fa Świę­te­go” – brzmia­ła z kolei modli­twa do Maryi.

Piae cari­ta­tus affec­tu

Ści­śle filo­zo­ficz­ną ana­li­zą «świę­tej miło­ści» zajął się Die­trich von Hil­de­brand, zwłasz­cza w odwo­ła­niu do Fran­cisz­ka Sale­ze­go i Joan­ny de Chan­tal. W książ­ce „Meta­fi­zy­ka wspól­no­ty” (1930) pisał on:

[Świę­ta miłość] jako taka jest moż­li­wa tyl­ko wte­dy, gdy cho­dzi o miłość w Chry­stu­sie (…). Jest to miłość, któ­ra ma wspól­ne z miło­ścią mał­żeń­ską pozo­sta­wa­nie cał­ko­wi­cie „naprze­ciw sie­bie”, a tak­że inten­tio unio­nis nasta­wio­ną na zjed­no­cze­nie (…). Wystę­pu­je tu rów­nież owo naj­głęb­sze rozu­mie­nie dru­gie­go czło­wie­ka – nawet w pew­nym sen­sie jesz­cze głęb­sze niż w miło­ści mał­żeń­skiej, bo prze­cież ta „świę­ta” miłość i zawar­te w niej odsło­nię­cie naj­głęb­sze­go wła­sne­go sło­wa isto­to­we­go już z zało­że­nia moż­li­we są tyl­ko w owej naj­wyż­szej sfe­rze war­to­ści, któ­ra dla mał­żeń­stwa od stro­ny dozna­nia ozna­cza naj­wyż­szy ide­al­ny sto­pień. Ale „tema­tem” tej miło­ści jest zara­zem, a nawet przede wszyst­kim, Chry­stus.

Zgod­nie ze sło­wa­mi Ter­tu­lia­na, „tym bar­dziej będzie­my razem, że prze­zna­cze­ni jeste­śmy do lep­sze­go sta­nu, aby zmar­twych­wstać w ducho­wym związ­ku” (De mono­ga­mia 10). Tajem­ni­cę tę w odnie­sie­niu do Maryi sta­rał się zgłę­bić rów­nież Ale­xan­der Schme­mann. Stwier­dzał on mia­no­wi­cie, iż dzie­wic­two The­oto­kos nie jest pro­stą nie­obec­no­ścią zbli­że­nia ero­tycz­ne­go. To nie brak, ale rze­czy­wi­sta nadob­fi­tość miło­ści. To cał­ko­wi­te odda­nie sie­bie Chry­stu­so­wi, któ­re w rze­czy­wi­sto­ści escha­to­lo­gicz­nej prze­kro­czy ziem­skie poję­cie peł­ni, roz­le­wa­jąc się na wszyst­kich zba­wio­nych. Wów­czas „będzie­my do Nie­go podob­ni” (1 J 3,2), On zaś jest Miło­ścią (1 J 4,8). Czyż nie jest to zapo­wiedź – jak chciał Dan­te – chle­ba owe­go „ja”, któ­ry potra­fi dawać sie­bie tym obfi­ciej, im wię­cej się z nie­go czer­pie, nasy­ca­jąc ser­ce każ­de­go (por. Mt 14,19-21)? „Meta­fi­zy­ka wspól­no­ty” opi­su­je zresz­tą isto­tę świę­tej komu­nii: wię­zy miło­ści, idą­ce wza­jem­nie od jed­nej do dru­giej oso­by, muszą zakre­ślić łuk, aby prze­ciąć się w jed­nym punk­cie. Tym punk­tem jest Chry­stus. Stąd

upra­gnio­ne tutaj zjed­no­cze­nie jest tak samo cał­ko­wi­te jak w miło­ści mał­żeń­skiej, ale tyl­ko pod wzglę­dem jego wymia­ru w głąb, nie zaś wymia­ru wszerz. Tak więc nigdy nie roz­cią­ga się ono jako takie na sfe­rę wital­no-zmy­sło­wą. Zjed­no­cze­nie doko­nu­je się wyraź­nie odgór­nie – w Chry­stu­sie.

Zda­niem ame­ry­kań­skiej pro­fe­sor teo­lo­gii ducho­wo­ści, Wen­dy M. Wri­ght, mni­si XVI i XVII wie­ku nie wzbra­nia­li się nawet przed wyko­rzy­sta­niem zmy­sło­wych wer­se­tów Pie­śni nad pie­śnia­mi – oczy­wi­ście, rozu­mia­nych na spo­sób mistycz­ny – w opi­sie miło­ści, jaka łączy­ła świę­tych i świę­te Pań­skie. Ducho­wy afekt to tak­że pło­mień, „Boży Eros” roz­le­wa­ją­cy się w ludz­kim wnę­trzu, a – jak pisał św. Jan Kli­mak – „ogień gasi się ogniem [nie­ma­te­rial­nym]” („Dra­bi­na raju” XV, 3). „Czyż nie pło­nę­ło w nas ser­ce, gdy [Chry­stus] prze­ma­wiał do nas w dro­dze” (Łk 24,32)… Z pew­no­ścią dzie­wi­cza miłość Józe­fa i Maryi tak­że była „jak żar ognia albo jak gwał­tow­ne pło­mie­nie” (Pnp 8,6). Wszak­że XVII-wiecz­ne modli­twy opi­sy­wa­ły łączą­ce ich uczu­cie jako zara­zem „naj­czyst­sze” i „naj­go­ręt­sze”.

„Już i jesz­cze nie”

Popiół śkło; ale i popiół czło­wiek,
Choć­by roz­cią­gnął jak Feniks kto wiek:
Bo i z sło­necz­nych ten ptak pro­mie­ni
Z popio­łu wsta­je, w popiół się mie­ni.

– pisał Kasper Mia­skow­ski. Z jed­nej bowiem stro­ny „[Bóg] olśnił nas jasno­ścią pozna­nia” (2 Kor 4,6), z dru­giej nato­miast – wciąż „widzi­my jak­by w zwier­cia­dle, nie­ja­sno” (1 Kor 13,12). „Zbli­ży­ło się kró­le­stwo Boże” (Łk 10,9), ale „jeste­śmy piel­grzy­ma­mi z dale­ka od Pana” (2 Kor 5,6). Podob­nie „życie kon­se­kro­wa­ne”, któ­re „poprzez jego szcze­gól­ne nazna­cze­nie dyna­mi­ką odku­pie­nia cia­ła, jest zna­kiem «świa­ta przy­szłe­go»”. Zara­zem jed­nak „nie jest to jesz­cze ta «bez­żen­ność» escha­to­lo­gicz­na”, jak pisze Kazi­mierz Lubo­wic­ki OMI. Tutaj wią­że się ona z wyrze­cze­niem, tam – sta­nie się bla­skiem chwa­ły. Wro­cław­ski teo­log doda­je, iż dzie­wic­two obja­wi w przy­szłym świe­cie „abso­lut­ne i wiecz­ne poczu­cie oblu­bień­cze­go sen­su cia­ła”, a tak­że zbu­du­je „więź dosko­na­łej komu­nii, któ­ra połą­czy wszyst­kich – męż­czyzn i kobie­ty – w tajem­ni­cy świę­tych obco­wa­nia”. Ta ide­al­na, bli­ska, dzie­wi­cza, ale i żar­li­wa więź miło­ści pomię­dzy sio­stra­mi i brać­mi w Chry­stu­se sta­ła się – w ramach docze­sno­ści, a więc tyl­ko w pew­nej mie­rze – udzia­łem nie­licz­nych zakon­ni­ków i zakon­nic. Jak­że czę­sto bowiem Ojco­wie powta­rza­li w sto­sun­ku do mniej dosko­na­łych: „Czy czło­wiek może nagar­nąć ognia w zana­drze i nie spa­lić swych szat? Albo czy czło­wiek może cho­dzić po węglach i nie przy­piec swych stóp?” (Prz 6,27-28)… „[W docze­sno­ści] upo­dab­nia­my się do Pana wedle naszych moż­li­wo­ści, cią­gle jed­nak pozo­sta­jąc w gra­ni­cach naszej ludz­kiej natu­ry” („Kobier­ce” II, 80), ostrze­gał asce­tów Kle­mens Alek­san­dryj­ski. A więc, już życie aniel­skie, ale jesz­cze nie nie­bo.

Wia­do­mo, że Sobór Kon­stan­ty­no­po­li­tań­ski III prze­ciw­sta­wił się two­rze­niu zako­nów dam­sko-męskich (kie­dyś powszech­nych; war­to wspo­mnieć, że zało­ży­cie­la­mi jed­ne­go z nich byli mał­żon­ko­wie, św. Pau­lin z Noli i św. Tera­zja). Z rów­nym zaan­ga­żo­wa­niem wystą­pił prze­ciw nim tak­że Jan Chry­zo­stom, któ­ry nakła­niał dzie­wi­ce zamiesz­ku­ją­ce z mni­cha­mi pod jed­nym dachem (gr. syne­isak­toi, łac. vir­gi­nes sub­in­tro­duc­tas), aby zanie­cha­ły dotych­cza­so­wych prak­tyk przez wzgląd na poku­sy oraz moż­li­we zgor­sze­nie. Zara­zem jed­nak Zło­to­usty zapew­niał, iż po wyzwo­le­niu z docze­snej kon­dy­cji (Rz 7,24), obo­je – dzie­wi­ce i mni­si – będą mogli na nowo połą­czyć się w nie­bie:

Żyj świą­to­bli­wie, z dala od nie­pra­we­go obco­wa­nia, a wte­dy pozy­skasz sie­bie same­go, a tak­że [two­ją] dzie­wi­cę. Bo gdy [w przy­szłym świe­cie] namięt­no­ści cie­le­sne i tyra­nia żądzy odej­dą, nie będzie już żad­nych prze­szkód, aby męż­czy­zna i kobie­ta żyli razem, z dala od ludz­kich podej­rzeń, jako że wszy­scy, któ­rzy wej­dą do Kró­le­stwa Boże­go, będą prze­strze­ga­li pra­wa anio­łów i rozum­nych mocy (Con­tra eos qui sub­in­tro­duc­tad habent vir­gi­nes 13).

Co się tego tyczy: nazbyt czę­sto pod­kre­śla­no odej­ście Alek­se­go od żony w śre­dnio­wiecz­nej „Legen­dzie o świę­tym Alek­sym”, a zbyt rzad­ko przy­wo­ły­wa­no wyra­żo­ną przez nie­go nadzie­ję na wspól­ne życie w wiecz­no­ści: „Osta­wiam cię przy twym dziew­stwie [dzie­wic­twie – M.G.], Wroć mi ji [go – M.G.], gdy będzie­wa oba w nie­bie­skim kro­lew­stwie”.

Mądrość Ojców świad­czy, iż nie­ustan­na bitwa o czy­stość nie była jedy­ną przy­czy­ną dystan­su, któ­ry wobec sie­bie zacho­wy­wa­li świę­ci męż­czyź­ni i świę­te nie­wia­sty. Dru­gi powód to tro­ska o zacho­wa­nie nie­po­dziel­ne­go ser­ca (1 Kor 7,34). Dzie­wic­two jest bowiem przede wszyst­kim oblu­bień­czym odda­niem sie­bie Chry­stu­so­wi, goto­wo­ścią do pój­ścia za Nim dokąd­kol­wiek pój­dzie (Ap 14,4), a tak­że naśla­do­wa­niem Chry­stu­sa w rela­cji do wspól­no­ty Kościo­ła jako Oblu­bie­ni­cy, czy też do die­ce­zji jako żony (por. List LXIX św. Hie­ro­ni­ma). Tak oto w regu­le na temat zakon­nych przy­jaź­ni, przy­go­to­wa­nej przez bł. Jor­da­na, ist­nie­je zapis, obja­śnia­ją­cy, iż „dopie­ro w nie­bie, kie­dy ziem­ska posłu­ga zosta­nie speł­nio­na, [bli­scy sobie] będą mogli cie­szyć się bez koń­ca swo­ją obec­no­ścią” (Nor­bert Geo­r­ges OP). Z kolei pra­wo­sław­ny patro­log z Dur­ham Uni­ver­si­ty, ks. Josiah Tren­ham, opie­ra­jąc się na naucza­niu Dok­to­ra Zło­to­uste­go, napi­sał:

Ponie­waż życie w Kró­le­stwie Bożym jest z defi­ni­cji dzie­wi­cze, będzie to dzie­wic­two takie, jakie ist­nia­ło w raju, czy­li pozba­wio­ne zapór (gates) oraz barier (impo­sed boun­da­ries) potrzeb­nych dla byto­wa­nia w tym upa­dłym świe­cie (…). Dla bez­żen­nych tym ziem­skim wędzi­dłem (ear­th­ly trap­pings) jest pew­ne oddzie­le­nie się od osób prze­ciw­nej płci, koniecz­ne dla zacho­wa­nia sta­nu kon­se­kra­cji w docze­snym życiu.

Mimo to, jak poka­zu­ją przy­kła­dy mni­chów i mni­szek sto­ją­cych na wyso­kim szcze­blu ducho­wej dra­bi­ny, «świę­ta miłość» już jakoś uobec­nia się w docze­snym życiu. Sło­wa św. Fran­cisz­ka Sale­ze­go zapi­sa­ne w „Filo­tei” brzmią wręcz jak zło­ta zasa­da postę­po­wa­nia:

O jak rzecz jest miła tym paść miłość swo­ję na zie­mi, czym się pasie w nie­bie, i przy­wy­kać za wcza­su, tak się wza­jem­nie w sobie na tym świe­cie kochać, jak się na dru­gim wiecz­ne­mi cza­sy kochać będzie­my. Nie mówię ja tu o zwy­czaj­nej miło­ści ku bliź­nie­mu, bośmy tę każ­de­mu powin­ni, lecz mówię o przy­jaź­ni duchow­nej, któ­rą mię­dzy sobą zawie­ra­ją dwie albo trzy, albo też i wię­cej osób, aby sobie zobo­pól­nie udzie­la­ły poboż­no­ści, i afek­tów z niej pocho­dzą­cych, i sta­wa­ły się jed­nym jako­by mię­dzy sobą duchem.

 

Poeta dopeł­nił­by tego obra­zu:

Szczę­śli­we tych dusz sta­dła spo­jo­ne miło­ścią,
któ­re ser­ca krę­pu­je wia­ra z uprzej­mo­ścią!
Gar­dzę for­tu­ną kró­lów! Wasze szczę­śli­wo­ści
do nie­bie­skich miesz­kań­ców przy­rów­nam rado­ści
(Alek­san­der Teo­dor Lac­ki III, 3)

Jak było na począt­ku…

W Sone­cie 362 ze zbio­ru „na cześć Madon­ny Lau­ry umar­łej”, Petrar­ka opi­su­je prze­nie­sie­nie się myśla­mi na wyży­ny nie­ba. Pełen unie­sie­nia „zaglą­da w chmu­ry jak przez drzwi otwar­te, jak gdy­by miesz­kał wespół z nie­bia­na­mi”, aby spo­tkać tam swo­ją uko­cha­ną, któ­ra – przez śmierć – daw­no już opu­ści­ła „ziem­skie cia­ło zdar­te” (por. Rz 7,24). Zresz­tą już pod­czas ziem­skie­go życia przy­po­mi­na­ła ona bar­dziej anio­ła niż oso­bę, któ­ra przy­na­le­ży do prze­mi­ja­ją­ce­go świa­ta. Kwia­ty nie ugi­na­ły się pod jej sto­pa­mi, a słoń­ce sku­pia­ło swe pro­mie­nie w jej zło­tych wło­sach. Nagle wycho­dzi mu ona naprze­ciw. Nastę­pu­je zna­mien­ne wyzna­nie poety:

Pro­wa­dzi mnie do Boga; gnę kola­na
Pro­sząc, bym w nie­bie pozo­stał, bym wresz­cie
Oglą­dać mógł twarz jej i mego Pana.

Już we wcze­śniej­szych sone­tach cyklu poeta wyra­żał tę nadzie­ję:

Jed­ną pocie­chę mam w cięż­kiej potrze­bie,
Że ta, co wszyst­kie myśli ze mną dzie­li,
Wypro­si łaskę, bym żyć mógł z nią w nie­bie.

To osno­wa opo­wie­ści bar­dzo bli­ska „Życiu nowe­mu” Dan­te­go: oblu­bie­ni­ca, któ­ra już prze­kra­cza kon­dy­cję czło­wie­ka „nie­wie­le mniej­sze­go od anio­łów” (Ps 8,6), sta­jąc się wła­ści­wie „rów­na anio­łom” (Mt 22,30), a czy­ste, dosko­na­łe pojed­na­nie z nią umoż­li­wia dopie­ro wej­ście w przy­szły świat. Pło­mień miło­ści roz­nie­co­ny zaś zosta­je przy chwa­le dzie­wic­twa. Celo­wo pomi­jam tu aspekt ale­go­rycz­ny Beatry­czy oraz Lau­ry; pomi­jam też zależ­ność Dan­te­go i Petrar­ki od kon­wen­cji liry­ki pro­wan­sal­skiej. To, co mnie w tym miej­scu zaj­mu­je, to prze­nie­sie­nie pew­nych wzor­ców teo­lo­gicz­nych, czy też – mówiąc sło­wa­mi Die­tri­cha von Hil­de­bran­da – obra­zu «świę­tej miło­ści» do poezji opie­wa­ją­cej uczu­cie rodzą­ce się pomię­dzy kobie­tą i męż­czy­zną. Gdzie sta­ro­żyt­ność chrze­ści­jań­ska odnaj­dy­wa­ła źró­dła tej wizji?

Jak to czę­sto bywa, spra­wa koń­czy się na „począt­ku” (Rdz 1,27). Otóż dla nie­zli­czo­nej licz­by wcze­sno­chrze­ści­jań­skich pisa­rzy, zwłasz­cza wschod­nich, dzie­wi­cze sto­sun­ki pomię­dzy męż­czy­zną i kobie­tą nie są spra­wą wyłącz­nie świa­ta przy­szłe­go. Aniel­ska czy­stość ist­nia­ła już w raju. Jan Chry­zo­stom, Grze­gorz z Nys­sy, Grze­gorz z Nazjan­zu, Bazy­li Wiel­ki, Hila­ry z Poitiers oraz wie­lu innych Ojców pod­kre­śla­ło: Adam i Ewa żyli w dzie­wi­czej miło­ści, zaś Jezus Chry­stus wła­snym przy­kła­dem przy­wró­cił pier­wot­ną dosko­na­łość rela­cji. Poprzez cno­tli­we życie nie­ja­ko na nowo otwo­rzył On zamknię­te bra­my raju (Rdz 3,24). A więc to dzie­wic­two jako pro­bierz dosko­na­ło­ści oraz spe­cjal­ny dar Boży umoż­li­wi­ło im oboj­gu odczuć peł­ną wza­jem­ną jed­ność (por. Rdz 2,23). Jesz­cze „Kate­chizm Sobo­ru Try­denc­kie­go” z 1566 roku (nota­be­ne kate­chizm cie­szą­cy się naj­więk­szym auto­ry­te­tem aż do powsta­nia Kate­chi­zmu Jana Paw­ła II) mówił: „prze­to mię­dzy pierw­szy­mi Rodzi­ca­mi naszy­mi było praw­dzi­we Mał­żeń­stwo, jesz­cze pier­wej niże­li zgrze­szy­li, choć przed grze­chem nie było mię­dzy nimi tego złą­cze­nia mał­żeń­skie­go” (2,8). Jed­ność w cie­le mia­ła­by poja­wić się dopie­ro za bra­ma­mi raju jako świę­ta, już jed­nak nie tak dosko­na­ła, ema­na­cja pier­wot­ne­go zjed­no­cze­nia na mia­rę docze­sne­go świa­ta (Rdz 4,1).

Współ­cze­sna wykład­nia kato­lic­ka nie­co ina­czej; oddzie­la pro­to­lo­gię od escha­to­lo­gii, począ­tek od koń­ca, raj od Kró­le­stwa, z cze­go przy­szłe zmar­twych­wsta­nie mia­ło­by być wypeł­nie­niem, a nie nega­cją, tego, co «było na począt­ku». Wedle kate­chez Jana Paw­ła II, „będzie to doświad­cze­nie cał­ko­wi­cie nowe, a rów­no­cze­śnie nie będzie ono żad­ną mia­rą wyob­co­wa­ne z tego, co było udzia­łem czło­wie­ka «od począt­ku»”. Dla­te­go też – jak wnio­sko­wał Gian­fran­co Rava­si – podob­ni anio­łom oblu­bień­cy nie byli oddzie­le­ni od naj­głęb­szej tajem­ni­cy Ada­ma i Ewy. Ich czy­sta miłość sta­no­wi­ła­by nato­miast zapo­wiedź wznie­sie­nia się wza­jem­nych odnie­sień kobiet i męż­czyzn na kolej­ne, wyż­sze sta­dium. War­to w tym miej­scu zacy­to­wać o. Ser­giu­sza Buł­ga­ko­wa:

Jest oczy­wi­stym, że ta aniel­ska miłość nie zamy­ka, lecz otwie­ra dro­gi ludz­kiej miło­ści we wszyst­kich tych rela­cjach, któ­re są czło­wie­ko­wi dane w trak­cie jego ziem­skie­go życia, i dalej, tak­że poza jego gra­ni­ca­mi. Ogra­ni­czo­ność i ego­izm nawet w miło­ści są pra­wem naszej grzesz­nej isto­ty […]. Miłość wszech­świa­to­wa [ina­czej nazy­wa­na przez Buł­ga­ko­wa „siłą Dzie­wic­twa” – M.G.] jest miło­ścią wszyst­kich do wszyst­kich i do każ­de­go w Chry­stu­sie, Duchu Świę­tym, bowiem wszy­scy są zjed­no­cze­ni w Cie­le Chry­stu­so­wym. Ale ta wszech­świa­to­wa miłość ludzi, to powszech­ne ducho­we mał­żeń­stwo zasa­dy męskiej i żeń­skiej w czło­wie­ku, na obraz Chry­stu­sa i Kościo­ła już ist­nie­je w świe­cie aniel­skim. W ten spo­sób obja­wia się ostat­ni sens słów Pana, że syno­wie zmar­twych­wsta­nia żyją jak anio­ło­wie, i są rów­ni anio­łom.

Ale i mał­żon­ko­wie nie są oddzie­le­ni od ide­ału «świę­tej miło­ści»; w ziem­skim cie­le odzwier­cie­dla­ją bowiem miste­rium, któ­re prze­kra­cza obec­ny świat (Ef 5,32), zaś „miłość nigdy się nie koń­czy” (1 Kor 13,8). „Prze­cież będzie [żona] istot­nie jego [męża] sio­strą po wyzby­ciu się [ziem­skie­go] cia­ła” („Kobier­ce” VI, 100) − pisał Kle­mens Alek­san­dryj­ski. Świę­ty Augu­styn dodał­by do tego: „Sym­bol mał­żeń­stwa z jed­ną żoną za naszych dni ozna­cza przy­szłą jed­ność nas wszyst­kich, pod­da­ną Bogu w jed­nym pań­stwie nie­bie­skim” (De nup­tiis con­cu­pi­scen­tia 12). Inny­mi sło­wy: Boże pozna­nie jawi się w histo­rii zba­wie­nia jako dzie­wi­cze, dosko­na­le uoso­bio­ne w bez­żen­nym Jezu­sie, a zara­zem oblu­bień­cze, tak bli­skie miło­ści mał­żeń­skiej, że sta­no­wi dla niej wzór i arche­typ. I chy­ba to naj­bar­dziej pory­wa we wza­jem­nie posy­ła­nych listach świę­tych mni­chów i mni­szek. Intu­icja nie­ba jako peł­ni każ­dej ludz­kiej miło­ści sku­pio­nej i prze­mie­nio­nej w Bogu, przy­po­mnie­nie o cze­ka­ją­cym po dru­giej stro­nie „obco­wa­niu świę­tych”, obiet­ni­ca prze­zwy­cię­że­nia dys­har­mo­nii pomię­dzy tym, co męskie i tym, co kobie­ce.

Biblio­gra­fia waż­niej­szych tytu­łów

  • Josiah B. Ten­ham, Mar­ria­ge and vir­gi­ni­ty accor­ding to St. John Chry­so­stom, Uni­ver­si­ty of Dur­ham 2003.
  • Nor­bert Geo­r­ges O.P., Bles­sed Dia­na and Bles­sed Jor­dan of the order of pre­achers, The Rosa­ry Press, Somer­set, Ohio 1933.
  • Selec­ted Let­ters of St. Jane Fran­ces de Chan­tal, Lon­don 1918.
  • Naj­droż­szej Dia­nie. Listy do bło­go­sła­wio­nej Dia­ny Andal. Apo­fteg­ma­ty, tłum. Paweł Kru­pa, Poznań 1998.
  • Die­trich von Hil­de­brand, Meta­fi­zy­ka wspól­no­ty, tłum. Juliusz Zycho­wicz, 2012.
  • Kazi­mierz Lubo­wic­ki OMI, Ducho­wość mał­żeń­ska w naucza­niu bł. Jana Paw­ła II, Kra­ków 2005.
  • Peter Brown, Cia­ło i spo­łe­czeń­stwo. Męż­czyź­ni, kobie­ty i abs­ty­nen­cja sek­su­al­na we wcze­snym chrze­ści­jań­stwie, Kra­ków 2006.