widzimy
| 30 sierpnia 2012 ]

Make love, not war

Na mojej Face­bo­oko­wej tabli­cy co chwi­lę widzę uśmiech­nię­te twa­rze, a pod nimi napis „NOT ready to die in your war” poświad­czo­ny imie­niem i nazwą kra­ju. Wcze­śniej w ana­lo­gicz­nej kon­wen­cji mogłam czy­tać o tym, że „Isra­el Loves Iran”. Zadzi­wia­ją­ca dekla­ra­cja, praw­da? Tym bar­dziej, że nie jest to żad­na pro­wo­ka­cja arty­stycz­na ani pro­dukt wysma­żo­ny w agen­cji PR-owskiej. Ta nie­zwy­kła kam­pa­nia spo­łecz­nie zaan­ga­żo­wa­na powsta­ła z ini­cja­ty­wy jed­ne­go czło­wie­ka.

Ta opo­wieść jest jak ilu­stra­cja do słyn­ne­go zda­nia Hél­de­ra Câma­ry: „Jeże­li marzy jeden czło­wiek, pozo­sta­je to tyl­ko marze­niem. Jeże­li jed­nak będzie­my marzyć wszy­scy razem, będzie to już począ­tek nowej rze­czy­wi­sto­ści”. Ron­ny jest Izra­el­czy­kiem, miesz­ka w Tel Avi­vie, ma uro­czą córecz­kę, pra­cu­je jako gra­fik i nauczy­ciel. Wszyst­ko zaczę­ło się w mar­cu 2012 r.: „Cią­gle sły­sza­łem wia­do­mo­ści o zbli­ża­ją­cej się woj­nie Izra­ela z Ira­nem i czu­łem, że ta woj­na nie ma nic wspól­ne­go z nami, zwy­kły­mi ludź­mi, któ­rzy wła­śnie sie­dzi­my przed tele­wi­zo­ra­mi”. Ron­ny posta­no­wił poka­zać Irań­czy­kom, że woj­na mię­dzy Izra­elem a Ira­nem jest spra­wą poli­ty­ków, a nie oby­wa­te­li Izra­ela. 14 mar­ca zamie­ścił na Face­bo­oku pla­kat z zapew­nie­niem: „Irań­czy­cy, kocha­my Was. Nigdy nie zbom­bar­du­je­my Wasze­go kra­ju”.

W cią­gu 24 godzin tysią­ce ludzi wrzu­ci­ło ten pla­kat na swo­je pro­fi­le. Po kil­ku godzi­nach zaczę­ły poja­wiać się odpo­wie­dzi z Ira­nu. Na utwo­rzo­nym pro­fi­lu „Isra­el-Loves-Iran” natych­miast zaczę­ły poja­wiać się zdję­cia Irań­czy­ków i Izra­el­czy­ków dekla­ru­ją­cych miłość do rze­ko­mych wro­gów.

Akcję bły­ska­wicz­nie pod­chwy­ci­ły media z całe­go świa­ta, a dzia­ła­nia pacy­fi­stycz­ne już daw­no roz­la­ły się z Face­bo­oka do realu. Na uli­cach Izra­ela zaczę­ły poja­wiać się pla­ka­ty. Ludzi zjed­no­cze­ni ideą wal­ki o pokój spo­ty­ka­ją się nie tyl­ko w inter­ne­cie, gdzie na wszyst­kich stro­nach powią­za­nych z tą akcją zebra­ło się już ponad 100000 fanów, a każ­de­go tygo­dnia stro­ny reje­stru­ją pra­wie 2 milio­ny wejść.

Prze­pis na suk­ces był genial­ny w swej pro­sto­cie: wystar­czy­ła łatwa do powtór­ne­go wyko­rzy­sta­nia gra­fi­ka, media spo­łecz­no­ścio­we i bez­po­śred­ni, pozy­tyw­ny prze­kaz. Zresz­tą zobacz­cie sami, jak Ron­ny opo­wia­da o swo­im pomy­śle: