widzimy
| 13 października 2015 ]

Mężczyźni wciąż nie wrócili z Marsa

Salve TV (inter­ne­to­wa tele­wi­zja die­ce­zji war­szaw­sko-pra­skiej) nagra­ła krót­ki wywiad z Jadwi­gą i Jac­kiem Puli­kow­ski­mi – pol­ski­mi świec­ki­mi audy­to­ra­mi na syno­dzie o rodzi­nie. Jacek Puli­kow­ski powta­rza w nim swo­ją od lat gło­szo­ną tezę o róż­ni­cach mię­dzy kobie­ta­mi i męż­czy­zna­mi, któ­re przed­sta­wia­ją się nastę­pu­ją­co:

„Do cze­go inne­go są stwo­rzo­ne kobie­ty, do cze­go inne­go męż­czyź­ni. Kobie­ty są bar­dziej nasta­wio­ne na czło­wie­ka i tam są nie­za­stą­pio­ne, w mat­ko­wa­niu bez­po­śred­nim czy pośred­nim, takim szer­szym i na pew­no w dzie­łach misyj­nych, cha­ry­ta­tyw­nych, w spo­tka­niu z czło­wie­kiem, ogrom­ną rolę do ode­gra­nia mają kobie­ty. Nato­miast męż­czy­zna ukie­run­ko­wa­ny jest swo­imi talen­ta­mi na świat, na mate­rię, na orga­ni­za­cję, na pro­jek­ty, ma nawet na to ukie­run­ko­wa­nie stwo­rzo­ny umysł, spo­sób myśle­nia, struk­tu­rę mózgu, więc niech męż­czyź­ni zosta­ną na tych miej­scach stra­te­gicz­nych, a kobie­ty zosta­ną tam, gdzie potrzeb­ne jest spo­tka­nie z czło­wie­kiem. Tyl­ko pro­blem w tym, że te miej­sca stra­te­gicz­ne, rzą­dzą­ce zosta­ły nazwa­ne waż­ny­mi, a tro­chę spo­nie­wie­ra­no god­ność tych opie­kuń­czych.

 

Zgo­da co do ostat­nie­go zda­nia (wyrzu­ci­ła­bym tyl­ko z nie­go sło­wo „tro­chę”). Cały wcze­śniej­szy frag­ment nato­miast wpraw­dzie nie zaska­ku­je – prze­cież teo­rie Jac­ka Puli­kow­skie­go są dosko­na­le zna­ne i podzie­la­ne przez sze­ro­kie krę­gi osób – budzą jed­nak mój sprze­ciw, bo naj­zwy­czaj­niej roz­mi­ja­ją się z moim doświad­cze­niem. Spo­tka­łam w swo­im życiu zbyt wie­lu empa­tycz­nych męż­czyzn, wraż­li­wych na dru­gie­go czło­wie­ka i goto­wych do wspie­ra­nia go nie tyl­ko w sfe­rze mate­rii, ale tak­że uczu­cio­wo, żebym mogła mil­czą­co przejść przy tego rodza­ju tezach (dodam, że nie­ste­ty spo­tka­łam też nie­jed­ną kobie­tę tych umie­jęt­no­ści pozba­wio­ną). To tyl­ko moje oso­bi­ste, wąskie doświad­cze­nie – zbyt mało, gdy­bym chcia­ła oprzeć na tym teo­rię, że wszy­scy męż­czyź­ni są empa­tycz­ni; dość dużo, by oba­lić tezę, że męż­czyź­ni tacy nie są (wia­do­mo, że w logi­ce dla sfal­sy­fi­ko­wa­nia twier­dze­nia natu­ry ogól­nej wystar­czy zna­leźć jeden prze­czą­cy mu przy­kład).

„O zmierz­chu życia sądze­ni będzie­my z miło­ści” – mówił św. Jan od Krzy­ża. Czy według Jac­ka Puli­kow­skie­go pozy­tyw­nie przez ten sąd mia­ły­by przejść tyl­ko kobie­ty? Prze­cież miłość doko­nu­je się w rela­cji mię­dzy­ludz­kiej, wyma­ga odnie­sie­nia nie do świa­ta mate­rii i pro­jek­tów, ale do dru­gie­go czło­wie­ka, do cze­go rze­ko­mo męski umysł nie jest dosto­so­wa­ny. Oczy­wi­ście, miłość reali­zu­je się poprzez czy­ny, tak­że przez „mate­rię, orga­ni­za­cję i pro­jek­ty”, ale nie ist­nie­je wśród monad poru­sza­ją­cych się tyl­ko w takim świe­cie, nasta­wio­nych wyłącz­nie zada­nio­wo, pozba­wio­nych zdol­no­ści rela­cyj­nych. Czy zamiast dopro­wa­dzać róż­ni­ce mię­dzy męż­czy­zna­mi i kobie­ta­mi do skraj­no­ści i two­rzyć z płci dwa oddziel­ne kosmo­sy, nie­mal­że oddziel­ne gatun­ki, mogli­by­śmy w koń­cu zacząć bar­dziej niu­an­so­wać i dostrze­gać, że róż­ni­ce te są raczej innym roz­miesz­cze­niem akcen­tów?

Bar­dzo czar­na per­spek­ty­wa przed męż­czy­zna­mi, jeśli mie­li­by­śmy wie­rzyć sło­wom Jac­ka Puli­kow­skie­go. Może pocie­sze­nie przy­nie­sie im face­bo­oko­wy komen­tarz o. Kaspra M. Kapro­nia OFM:

No to mój świę­ty Fran­ci­szek prze­grał na całej linii: zre­zy­gno­wał w swym życiu ze stra­te­gicz­nych pozy­cji w spo­łe­czeń­stwie i Koście­le, wybie­ra­jąc bli­skość, wręcz czu­łość w sto­sun­ku do trę­do­wa­tych, opusz­czo­nych. Wybrał takie „mat­ko­wa­nie”.

Od spraw zba­wie­nia i od św. Fran­cisz­ka przejdź­my na chwi­lę na rynek pra­cy. Nie od dziś wia­do­mo, jak waż­ne sta­ły się tutaj tzw. umie­jęt­no­ści mięk­kie, a więc m.in. wła­śnie empa­tia czy zdol­ność współ­pra­cy oraz komu­ni­ka­cji wer­bal­nej i nie­wer­bal­nej, wszyst­kie te kwe­stie, któ­re wyma­ga­ją uwa­gi na dru­gie­go czło­wie­ka. Ist­nie­je oba­wa, że męż­czyź­ni ze świa­ta Jac­ka Puli­kow­skie­go nie­dłu­go zupeł­nie nie będą w sta­nie odna­leźć się w świe­cie real­nym. Zna­ją­cy się tyl­ko na „rze­czach”, pozba­wie­ni mięk­kich kom­pe­ten­cji, nie spraw­dzą się w owych „miej­scach stra­te­gicz­nych”.

Wyda­je się, że wie­lu męż­czyzn chcia­ło­by wró­cić z Mar­sa i wie­lu kobie­tom znu­dził się pobyt na Wenus. Chęt­nie zamiesz­ka­li­by wspól­nie na Zie­mi, ale są spe­cja­li­ści, z któ­rych słów wyni­ka, że to nie­moż­li­we. Wołam jed­nak: wra­caj­cie!