widzimy
| 22 listopada 2012 ]

Miasto na sprzedaż

„U was jest tak pięk­nie. Macie tyle kawiar­ni i reklam!” – entu­zja­zmo­wał się zna­jo­my z Bia­ło­ru­si, porów­nu­jąc Mińsk i War­sza­wę. Pospie­szy­łam stu­dzić jego zapał, jed­nak infor­ma­cja, że aku­rat z zale­wu bil­bor­dów nie jeste­śmy szcze­gól­nie dum­ni, spo­tka­ła się z nie­ja­kim zdzi­wie­niem.

Podob­ny dia­log mogli­by­śmy zapew­ne toczyć – przy odwró­ce­niu ról – z miesz­kań­cem XIX-wiecz­nej War­sza­wy. Przed­wo­jen­ne szyl­dy! Kocha­my je za gra­fi­kę i kro­je pisma, któ­re jed­no­znacz­nie koja­rzą się z tym, co dobre, bo nie takie jak dziś. Gdy­by nasze mia­sto znów mogło wypeł­nić się wyłącz­nie taką for­mą rekla­my, jaki zapa­no­wał­by spo­kój… Wysta­wa „Mia­sto na sprze­daż” pozwa­la nabrać do takich myśli zdro­we­go dystan­su. Zachwy­ca­my się eks­po­zy­cją pre­zen­tu­ją­cą róż­no­ko­lo­ro­we, wie­lo­kształt­ne szyl­dy z lat 20 i 30., nad­gry­zio­ne zębem cza­su, by za chwi­lę zoba­czyć foto­gra­fię z ul. Nalew­ki 15 – budy­nek duszą­cy się pod napo­rem blach krzy­czą­cych rekla­mo­wy­mi hasła­mi. To rok 1930. Natłok prze­ka­zu nakła­nia­ją­ce­go do wybo­ru okre­ślo­nych pro­duk­tów i usług mamy też tuż po woj­nie, co poka­zu­je kary­ka­tu­ra Jana Leni­cy „Mury War­sza­wy” („Szpil­ki” 1948, nr 4).

Cie­ka­we infor­ma­cje na ten temat przy­no­si lek­tu­ra tek­stów towa­rzy­szą­cych wysta­wie: „Histo­ria war­szaw­skiej rekla­my zewnętrz­nej roz­po­czę­ła się w XIX wie­ku. […] Na uli­cach wciąż przy­by­wa­ło szyl­dów i reklam. Tej eks­pan­sji sprzy­jał wyda­ny w 1844 roku nakaz umiesz­cza­nia wszel­kich napi­sów po pol­sku i po rosyj­sku. Kup­cy musie­li zatem powięk­szać szyl­dy nad skle­pa­mi, czę­sto zama­lo­wu­jąc frag­men­ty fasad budyn­ków. Pod koniec XIX wie­ku rekla­mo­wy gąszcz prze­sła­niał archi­tek­tu­rę mia­sta. […] W 1915 roku, pod­czas oku­pa­cji nie­miec­kiej wła­dze naka­za­ły usu­nąć wszyst­kie rosyj­skie napi­sy i zmniej­szyć roz­mia­ry szyl­dów skle­po­wych. Jed­nak więk­szość kup­ców poprze­sta­ła na zama­za­niu nie­chcia­nych tek­stów, szpe­cąc mia­sto jesz­cze bar­dziej”.

Nie bra­kło pomy­słów, jak prze­ciw­dzia­łać tej sytu­acji. Zmniej­sze­nie szyl­dów, uprosz­cze­nie ich form i ogra­ni­cze­nie licz­by reklam postu­lo­wał archi­tekt Fran­ci­szek Lil­pop. Inni sta­ra­li się powią­zać rekla­mę ze sztu­ką, cze­go dosko­na­łym przy­kła­dem są eks­po­no­wa­ne na wysta­wie pra­ce Hen­ry­ka Ber­le­wie­go ope­ru­ją­ce geo­me­trycz­ną for­mą i ogra­ni­cza­ją­ce się do czer­ni, bie­li i czer­wie­ni.

Być może – taką nadzie­ję wyra­ża­ją twór­cy wysta­wy w ostat­niej jej czę­ści – w nie­da­le­kiej przy­szło­ści rekla­ma sta­nie się mniej natar­czy­wa dzię­ki jej postę­pu­ją­ce­mu spro­fi­lo­wa­niu, dosto­so­wa­niu do naszych potrzeb. Już teraz może­my to obser­wo­wać na przy­kła­dzie reklam w Google. Choć traf­ność dobo­ru tych­że reklam i wąt­pli­wość co do źró­dła infor­ma­cji o naszych pre­fe­ren­cjach dostar­cza­ją inne­go już niż este­tycz­ne prze­ra­że­nia…

Wysta­wa „Mia­sto na sprze­daż. Rekla­ma zewnętrz­na w prze­strze­ni publicz­nej War­sza­wy od XIX wie­ku do dziś” trwa do 9 grud­nia 2012. Miej­sce: War­sza­wa, Muzeum Sztu­ki Nowo­cze­snej, Emi­lia, ul. Emi­lii Pla­ter 51. Wysta­wa czyn­na od wtor­ku do nie­dzie­li, w godzi­nach 12:00-20:00. Wstęp wol­ny.