kuriozum
| 5 listopada 2013 ]

Miejsca modlitwy niegodne?

„Nie­ustan­nie się módl­cie” [1Tes 5,17]. No ale prze­cież są też miej­sca nie­god­ne, czas nie­od­po­wied­ni, prze­strzeń zbyt dale­ka od świę­to­ści, aby myśleć w niej o Bogu. Nie, zde­cy­do­wa­nie nie moż­na „modlić się nie­ustan­nie”, Paweł Apo­stoł naj­wy­raź­niej użył skró­tu myślo­we­go. Nie­jed­no­krot­nie psal­mem moż­na obra­zić Boga, jeże­li nie zacho­wa­my koniecz­ne­go tak­tu, jak infor­mu­je nas pew­na poboż­na ksią­żecz­ka, tak bar­dzo aniel­ska, a tak mało ludz­ka.

A co jeśli dla Ojców Kościo­ła – pisa­rzy głę­bo­ko zanu­rzo­nych w roz­wa­ża­niach wokół prze­mi­jal­no­ści tego świa­ta, jak i w escha­to­lo­gicz­nej czuj­no­ści – każ­dy moment życia stwa­rzał oka­zję do sza­lo­nej miło­ści Boga? Nale­ża­ło łapać chwi­lę, aby wypeł­nić ją myślą o zba­wie­niu, nawet kosz­tem zła­ma­nia zasa­dy deco­rum czy też zary­so­wa­nia zło­ci­stej ema­lii hagio­gra­ficz­ne­go obraz­ka. Et in sole macu­lae.

Otwie­ram zatem dia­log św. Augu­sty­na „O porząd­ku rze­czy” („De ordi­ne) i czy­tam nastę­pu­ją­cą aneg­do­tę. Pewien neo­fi­ta, świe­żo przy­ję­ty do gaju chrze­ści­jań­skich filo­zo­fów, nie­sio­ny poboż­nym zapa­łem począł wyśpie­wy­wać psal­my bła­gal­ne pod­czas poby­tu w wychod­ku. Kie­dy usły­sza­ła to św. Moni­ka, wpa­dła w zgor­sze­nie i natych­miast pobie­gła donieść o tym swe­mu syno­wi. Czy nale­ży obu­rzać się na zacho­wa­nie mło­dzień­ca, któ­ry nazbyt śmia­ło poświę­cił się ducho­wo­ści w miej­scu prze­zna­czo­nym do zgo­ła cze­go inne­go? Wszak na to wska­zy­wał­by „porzą­dek rze­czy”. Oto, co odpo­wie­dział mat­ce św. Augu­styn:

[…] nie jestem tym zgor­szo­ny i wyda­je mi się, że porzą­dek rze­czy, o któ­rym roz­pra­wia­my, wyma­ga, aby i na ten temat coś powie­dzieć. W isto­cie, moim zda­niem, i to miej­sce, z powo­du któ­re­go moja mat­ka była tak zgor­szo­na, i noc­na pora były sto­sow­ne do tego rodza­ju śpie­wu. Skąd bowiem wzno­si się nasza modli­twa do Boga, aby nas wydo­był, nawró­cił i uka­zał nam swe obli­cze, jeśli wła­śnie nie z owe­go bło­ta [eufe­mizm – M.G.], bru­du cie­le­sne­go, w ciem­no­ści, w któ­re zepchnął nas grzech? (I.23, tłum. J. Modrze­jew­ski)

Dla­cze­go o tym piszę? Ponie­waż war­to poznać ducho­wość Ojców rów­nież od tej stro­ny. Sło­wem: to, co ucho­dzi­ło za gor­szą­ce, w oczach chrze­ści­jań­skich mędr­ców prze­kształ­ca­ło się w kate­che­zę. Dia­log „O porząd­ku rze­czy” nie jest zresz­tą jedy­nym dzie­łem, któ­re to udo­wad­nia. „Dra­bi­na raju („Κλίμαξ”) św. Jana Kli­ma­ka wśród wie­lu synaj­skich mni­chów god­nych wysła­wie­nia odno­to­wu­je takie­go, któ­ry

[…] nie znaj­du­jąc odpo­wied­nie­go miej­sca do ukry­tej modli­twy, wyszedł niby to dla ulże­nia brzu­cho­wi w jego potrze­bie, i tam zmó­wił moc­ną modli­twę prze­ciw­ko wro­gom; a gdy gani­łem go za to nie­sto­sow­ne miej­sce, powie­dział: «Modli­łem się o prze­gna­nie nie­czy­stych myśli w miej­scu nie­czy­stym, by oczy­ścić się z bru­du» (80. 901A, tłum. W. Pola­now­ski)

War­to spo­tkać się z tą wraż­li­wo­ścią ducho­wą. War­to wyjść jej naprze­ciw, nawet jeże­li dziś szo­ku­je ona bra­kiem tego, co zwy­kli­śmy nazy­wać ogła­dą. Czy czy­tel­ni­ko­wi pod­czas pierw­sze­go zetknię­cia się z zacy­to­wa­ny­mi sło­wa­mi św. Augu­sty­na oraz św. Jana Kli­ma­ka prze­mknę­ło przez gło­wę sło­wo „obra­za”? Tego nie wiem. Ale przy­po­mnia­ła mi się pew­na sta­ra żydow­ska tra­dy­cja z cza­sów poprze­dza­ją­cych naro­dze­nie Chry­stu­sa, któ­ra zachę­ca­ła do tego, aby czło­wiek wychwa­lał Boga za dzie­ło stwo­rze­nia tuż przed pój­ściem do sza­le­tu i tuż po wyj­ściu z nie­go. „Dzię­ki Ci, Panie, że tak mądrze ukształ­to­wa­łeś moje wnętrz­no­ści i wszyst­kie ich funk­cje, że czło­wiek może to uczy­nić” – brzmia­ła modli­twa.