widzimy
| 26 marca 2014 ]

Mikrofon i posłuszeństwo

Dyskusja trwa – publikujemy jeszcze jeden komentarz na temat występu s. Cristiny w „The Voice of Italy”

Zacznijmy od najprostszej konstatacji: piosenka „No One” zupełnie mi się nie podoba. Zatem trudno, abym zachwycał się jej wykonaniem, chociaż zgadzam się z twierdzeniem, że „sorella” ma ładny głos i umie go wykorzystać. Ale już jej sceniczne ruchy wdziękiem nie urzekły chyba nikogo. Pamiętajmy, że układ choreograficzny to doprawdy profesjonalna sprawa.

Z drugiej strony, jeżeli ktoś się czepia tego, co mówiła i robiła „siostrzyczka” po akceptacji przez jurorów, to zapewne nigdy nie odczuł, jak aplauz widowni potrafi „nakręcić” występującego.

Słowem, debata o siostrze i „Voice of Italy” dotyczy amatorskiego występu, czyli nieco więcej niż śpiew w klubie karaoke, ale za to mniej niż profesjonalna kariera śpiewacza. Czyli – właściwie nie wiem, o co cała afera.

Z rozwijającej się w internecie debacie wyłowiłem dwa godne uwagi zagadnienia. Pierwsze dotyczy obecności osób konsekrowanych i wyświęconych w takiej „bardziej profanicznej” części naszego świata. Drugie dotyczy tego, jakie talenty i zdolności zakonnice, zakonnicy i księża powinni rozwijać, a jakie powinni omijać.

W jednej i w drugiej kwestii padło wiele argumentów. Wydaje mi się, że nie ma potrzeby ich rozwijać, a nie uważam za słuszne z nimi polemizować. Ale jak dotąd w całej debacie nie odnotowałem bardzo istotnego elementu.

Spytajmy: Czy siostra Cristina mogłaby rozwijać swoją pasję, gdyby była na ten przykład pasjonatką studiów nad teologią XVII wiecznych mistyków francuskich? A może gdyby pragnęła poświęcić się prowadzeniu katolickiego studia radiowego? Może poczułaby powołanie do bycia uczonym i wykładowcą na uniwersytecie – i do tego z tak podejrzanej dziedziny jak socjologia?

Trudno mi wyobrazić sobie jakiekolwiek argumenty przeciwko takim wyborom co do rozwijania swoich pasji. Zatem czemu nie można by zaakceptować akurat decyzji o karierze estradowej? Zagraża zbawieniu? Nie bardzo wiem, w jaki sposób.

W przypadku osób konsekrowanych jest tylko jeden sposób weryfikacji wyborów dotyczących realizowania pasji. Jest nim posłuszeństwo i decyzje przełożonych. Niech polemizują ze mną ci wszyscy, którzy – tak jak ja – uważają, że nie ma nic złego w zakazach wypowiedzi nakładanych przez przełożonych, ci którzy – jak ja – rozumieją wysyłanie do odległych miejsc, a także rozłączenie zakonników, zakonnic i księży z ich ukochanymi dziełami. Posłuszeństwo ma bowiem także drugie oblicze. Śpiewająca w „Voice of Italy” siostra miała na swój występ zgodę przełożonych. I dla mnie jest to argument rozstrzygający, wierzę bowiem, że śluby posłuszeństwa, polegające także na proszeniu i otrzymywaniu zgody, są wspaniałym sposobem podążania śladami Nauczyciela. Wobec wielowiekowej tradycji Kościoła moje (i nie tylko moje) osobiste poglądy w sprawie tego występu tracą jakiekolwiek znaczenie.

Inne teksty o s. Cristinie w magazynie „Dywiz”:
Jarosław Dudycz, „Zakonnica mikrofon i małpki”
Ewa Kiedio, „Talentom śmierć?”