kuriozum
| 26 czerwca 2013 ]

Młyn i krzyż

„Nie wierzę!” ­− wykrzykiwali dziś na równi katolicy i niekatolicy zastygli przed komputerami. Z monitorów błyskało arcydziwne widowisko – szarpanina ze „świętymi obrazami”, taniec cudaczny, a dynamiki pełny. Jakaś wersja przepychanki rodem z punkowych koncertów, w którą wciągnięto i Jezusa krzyż dźwigającego. Psychodeliczna interpretacja tytułu „Młyn i krzyż”. W rzecz tę istotnie trudno było uwierzyć, zwłaszcza że do igraszek tych zagrzewał ksiądz sam.

Filmik stał się porannym hitem internetów. Widać ludzie nieobznajomieni z tradycją w Polsce są… Ci bardziej zwyczaje znający podali szybko uspokajającą wiadomość: ludzie z obrazami nie upili się młodym winem; to zwyczaj kaszubski, tzw. pokłon feretronów. A więc możemy odetchnąć, nie był to pojedynczy epizod, nadużycie niecne, ale tradycja, tradycja, tradycja.

Ucieszyć by się można, że w Kościele nie tylko miny pogrobowe i stękanie gasnących świec, a jednak co poradzę, że w pokłonach tych cały czas więcej widzę pierwotnego żywiołu niż chrześcijańskiej radości? Zająć się tym powinien etnograf i grant mu się należy na badania terenowe. Może usunąłby wtedy moje poczucie, że tkwi w tym absurd rodem z Monty Pythona i pokazu mody kościelnej w „Rzymie” Felliniego. Póki ze swoich badań nie wróci, dziwić mnie jednak będzie, że w radosnych pokłonach skacze nie tylko feretron z Janem Pawłem II, świętymi i Maryją, ale także z Chrystusem podczas drogi krzyżowej. Zdawać by się mogło, że to akurat wydarzenie domagałoby się uczczenia w inny sposób. Rzecz zabawna, ile rzeczy słowo „tradycja” usprawiedliwia.