myslimy
| 18 lipca 2014 ]

Módl się za Putina

Gdy piszę te słowa, nie wiemy wciąż wszystkiego o przyczynach katastrofy boeinga 777 malezyjskich linii lotniczych. Wiele poszlak wskazuje jednak, że odpowiedzialni są prorosyjscy terroryści (dajmy sobie spokój z czarowaniem rzeczywistości i nazywaniem ich separatystami czy aktywistami), a ściślej mówiąc, władze Rosji. To one konsekwentnie podsycają konflikt na wschodzie Ukrainy, to one finansują bojówkarzy i terrorystów, to one wreszcie dostarczają terrorystom sprzęt wojskowy, także ten, którym zestrzelono malezyjskiego boeinga.

Edvard Munch "Krzyk", 1893

Nie chcę tu udawać, że znam się na tajnikach dyplomacji, nie będę snuł prognoz na temat militarnych szans rosyjskich terrorystów walczących z nie najlepiej wyszkoloną i wyposażoną armię ukraińską na Wschodzie. Nie znam się na polityce energetycznej, nie nazwałbym się także znawcą rosyjskiej duszy i kultury. Chcę jedynie powiedzieć o tym, na co mam wpływ, co mogę zmienić.

Przyznaję się bowiem do słabości − nie umiem myśleć o neoimperialnej Rosji, o rządzących nią ludziach, o jej organach władzy, o zinstytucjonalizowanej pogardzie i przemocy o tej twarzy Rosji, którą uosabia Władimir Putin, inaczej niż z zaciśniętymi pięściami. I myślę, że pośród całej inżynierii zła, pośród niezmierzalnego dramatu Czeczenii, Gruzji, Biesłanu, Dubrowki, teraz samolotu Malaysia Airlines i wielu innych przejawów pogardy dla życia i prawdy, największym zwycięstwem Putina z mojej perspektywy jest to, że myślę o nim z zaciśniętymi pięściami, że wielu z nas nienawidzi go za zło, którego jest on twórcą. Zło zwycięża wówczas, gdy chcę dać mu odpór przy pomocy zła, gdy przyjmuję jego logikę, a od logiki zła do czynów motywowanych złem droga jest bardzo krótka. To przerażające, ale od tej logiki nie jestem wolny także teraz, gdy piszę po to, by się z nią zmagać.

Oswoiliśmy się także ze złem, a może raczej to ono nas oswoiło. Ze znudzeniem słuchamy wieści o kolejnych manifestacjach zła, relacjom ze zbrojnych działań przysłuchujemy się jednym uchem, gdzieś pomiędzy wynikami meczów mistrzostw świata a zapowiedziami nowości filmowych. Nie szokuje nas już cynizm władz rosyjskich, łatwo zapomnieliśmy, że kilkaset kilometrów od naszych granic giną ludzie. Ci sami ludzie dwa lata temu świętowali na ulicach Doniecka odbywające się u nich półfinały mistrzostw Europy w piłce nożnej, jeździli nowymi toyotami, kupowali ciuchy zachodnich marek, mieli plany, trwali w poczuciu stabilizacji, pokoju. Rozleniwili się złudnym przeświadczeniem, że pokój jest dany raz na zawsze. To kolejne zwycięstwo zła − przekonać, że nie dzieje się nic wielkiego, że to nas nie dotyczy, że to daleko od nas, że nic nas to nie obchodzi. Ale natura zła jest zdradziecka, jeśli udajemy, że jesteśmy od niego wolni, jeśli przyjmujemy postawę trzech mądrych małp („nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego”), to zło osaczy nas w sposób niezauważalny; nie jesteśmy samotnymi wyspami.

Nie wiem, czy istnieje wyjście z tej spirali nienawiści, nie potrafię zaproponować dobrego rozwiązania ukraińskiego konfliktu. Wiem na pewno, że sam mogę niewiele − na pewno stoję na przegranej pozycji, gdy mówię językiem przemocy. Choć więc mój rozum podpowiada mi, że to absurdalne, niewykonalne, bezowocne, to wierzę jednak, że jest głęboki sens w zadaniu, które stawia przed nami Jezus Chrystus: mamy modlić się za nieprzyjaciół. Zadaję więc sobie pytanie: czy modlę się za Putina?