lokum
| 17 kwietnia 2015 ]

Modlitwa i praca na półtora etatu

„Wyobraź sobie kato­lic­ki kościół pozba­wio­ny ozdób. Nad­mia­ru malo­wi­deł. Sty­ro­pia­no­wych deko­ra­cji. Wyobraź sobie litur­gię, któ­ra się toczy bez pośpiechu.Gdy koń­czy się jed­no czy­ta­nie, zapa­da cisza. Żeby pomy­śleć. (…) Doświad­czyć upły­wa­ją­ce­go powo­li cza­su. Jak na pust­ko­wiu, gdzie wyda­rze­niem sta­je się naj­drob­niej­szy dźwięk. Prze­lot pta­ka. Dale­kie echo. Wte­dy zna­cze­nia nabie­ra każ­dy gest. Spoj­rze­nie. Krok lub pozo­sta­nie na miej­scu. Litur­gia” – pisał Jerzy Sosnow­ski. Nie jest to frag­ment kolej­nej powie­ści pisa­rza. Taki kościół ist­nie­je nie tyl­ko w lite­rac­kiej wyobraź­ni. W swo­im felie­to­nie publi­ko­wa­nym w kwar­tal­ni­ku „Więź” Sosnow­ski opi­su­je litur­gię Mona­stycz­nych Wspól­not Jero­zo­lim­skich, któ­re od pię­ciu lat są obec­ne w War­sza­wie – 18 i 19 kwiet­nia będą świę­to­wać tę rocz­ni­cę.

Budy­nek, któ­ry w sto­li­cy na zapro­sze­nie kard. Nycza obję­ły wywo­dzą­ce się z Fran­cji Wspól­no­ty Jero­zo­lim­skie, bywał zwa­ny Mal­bor­kiem. Przez lata mię­dzy Tra­są Łazien­kow­ską a sta­dio­nem Legii stra­szył bury gmach – ni to hala, ni zamek warow­ny. Zda­wa­ło­by się, że jego loka­li­za­cja i cha­rak­ter zupeł­nie nie odpo­wia­da­ją życiu mona­stycz­ne­mu. Opusz­czo­ne, zim­ne miej­sce poru­szy­ło jed­nak bra­ci i sio­stry ze Wspól­not – to, co jest mar­twe, cze­ka prze­cież na zmar­twych­wsta­nie.

Modli­twa u Wspól­not Jero­zo­lim­skich. Fot. Mar­cin Kie­dio dla Tygo­dni­ka Powszech­ne­go

Cały tekst uka­zał się w „Tygo­dniku Powszech­nym” nr 16/2015.