myslimy
| 15 maja 2013 ]

Modlitwa Jezusowa – medytacja Obecności

Przeżuwać Imię - cykl o medytacji chrześcijańskiej (1)

Pobożności chrześcijańskiej pozbawionej medytacji grozi powierzchowność. Benedykt XVI jako kard. Joseph Ratzinger w liście „O niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej” pisał, że „dzisiaj wielu chrześcijan gorąco pragnie nauczyć się autentycznej i pogłębionej modlitwy, chociaż współczesna kultura ogromnie utrudnia zaspokojenie odczuwanej przez nich potrzeby ciszy, skupienia i medytacji”1.

Medytacja jest sztuką wsłuchania się poprzez własne wnętrze w całą rzeczywistość, której nie mogę ogarnąć za pomocą zwyczajnej percepcji zmysłów i rozumu. Katechizm Kościoła Katolickiego uczy, że w tego rodzaju modlitwie „słowa nie mają charakteru dyskursywnego, lecz są niczym iskry, które zapalają ogień miłości” (KKK 2717). Medytacji chrześcijańskiej nie można zredukować, jak to się stało w czasach nowożytnych, wyłącznie do rozmyślania. Ten redukcjonizm spowodował ograniczenie medytacji głównie do pracy umysłu, po macoszemu traktując zaangażowanie także ciała, oddechu, co dla starożytnych było czymś oczywistym. Dzisiaj, gdy rozmyślamy nad jakimiś prawdami wiary, nad Słowem Bożym, to bardzo często ograniczamy się do „przemyśliwania” słowa i szukamy rozumowo jego znaczenia. Świadomie lub nie, jako „dzieci Oświecenia”, jesteśmy przekonani, że im więcej rzeczy jesteśmy w stanie wymyślić i zrozumieć podczas naszego czytania, tym jest ono lepsze. To tak, jakbyśmy naiwnie wierzyli, że nasze zrozumienie rzeczywistości dopiero nadaje jej istnienie.

Dla Ojców Pustyni czytanie duchowe było raczej przebywaniem ze Słowem Bożym, przeżuwaniem Słowa, a nie tylko rozmyślaniem o nim. To nie tyle człowiek wierzący rozumie Słowo, ile to Ono nas rozumie, przyjmuje i stwarza: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (J 1,1–3). Dlatego starożytni chrześcijanie uczyli się wielu fragmentów Pisma Świętego na pamięć i je powtarzali. Powtarzając, pozwalali Słowu zamieszkać we wnętrzu ich samych. Nasiąkali Słowem jak gąbka nasiąka wodą. Medytacja jest więc czasem stwarzania nas. SŁOWO, KTÓRE JEST wydobywa nas z nicości, bo sami z siebie nie jesteśmy. Św. Paweł pisze: „Kto uważa, że jest czymś, gdy jest niczym, ten zwodzi samego siebie” (Gal 6,3). Każde stworzenie jest zanurzone w nicości. Uczynione z nicości, dąży stale do nicości i przez grzech zamienia się w nicość, stąd słyszymy w Ewangelii: „[…] beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5).

W tym właśnie „miejscu” spotkać się może buddyjskie rozumienie medytacji, prowadzącej do ogołocenia, „nie bycia” i harmonijnego rozpłynięcia się w Absolucie, z chrześcijańskim przeświadczeniem, że o własnych siłach człowiek dotknąć może wyłącznie pustki. Jednocześnie jest to moment, w którym medytacja chrześcijańska każe nam zrobić skok w to, co naprawdę JEST. Nie może się to jednak dokonać przez zwykłe rozumowanie, rozmyślanie, ale wyłącznie przez Obecność, wejście w Nią, przyjęcie Jej.

Medytacja w starożytnym chrześcijaństwie wyrastała z żydowskiego korzenia – doświadczenia zasłuchiwania się całym sobą w Obecność Boga: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję” (Pwt 6,5–6). Bóg Izraelowi objawił swoje Imię, które nie tyle przynosi zrozumienie Boga, ile bardziej oznacza zaproszenie do trwania w Obecności. Poznanie Imienia Bożego owocuje wejściem w relację wspólnoty z Bogiem. JHWH – JA JESTEM wyraża bliskość Boga i Jego troskę o ludzi. To właśnie to osobowe doświadczenie Boga ostatecznie przekracza „nie bycie” człowieka. Gdy Adam z powodu grzechu (nicości) ukrywa się, Bóg pyta z troską: „gdzie jesteś?” (Rdz 3,9). Człowieka zasadniczo nie ma. My tylko bywamy. Trwanie w Bogu jest drogą do uzdrowienia życia jako trwałej obecności: „Przez wzgląd na Twoje imię nie opuszczaj nas na zawsze i nie zrywaj swego przymierza; Wybaw nas przez swoje cuda, Panie, i przywróć chwałę swojemu imieniu; Błogosławiony jesteś Panie, Boże naszych ojców, uwielbiony i wywyższony na wieki” (Dn 3,34–43; 52).

Objawiający się Bóg zaprasza do trwania w nim, do medytowania całym sobą Bożego Imienia JA JESTEM: całym swoim istnieniem, przez całe swoje życie, w każdej jego chwili. Znać Imię Boga to wszystko przeżywać jako przeniknięte Bożym Istnieniem. PAN rzekł do Mojżesza: „Wyjdź na górę i pozostań tam” (Wj 24,12a). Rabin Menachem Mendel Morgenstern z Kocka, komentując ten fragment, zapytał: „Skoro Bóg kazał Mojżeszowi wyjść na górę, to dlaczego powiedział też «pozostań tam»? Gdzie indziej miałby być?”. Rabin odpowiada, że Bóg nie tylko chciał, aby Mojżesz był na górze, lecz aby natężył uwagę, by był w pełni obecny2. Przebywanie w obecności Boga, który nazywa siebie JA JESTEM, jest gwarantem naszego trwania. Arthur Greek, współczesny mistyk żydowski, pisze, że tetragram JHWH jest „zatrzymanym w ruchu czasownikiem” i oznacza Tego, który był, który jest i który będzie3.

Z czasem, gdy monoteizm się utrwalił, Żydzi zaczęli lękać się używania Imienia Boga. Jeden z mędrców żydowskich, Abba Saul, wręcz ostrzegał przed wypowiadaniem niewysłowionego Imienia Bożego, aby nie skończyło się to utratą życia wiecznego. Święte Imię Boga wymawiano jedynie raz w roku, w święto Jom Kippur, czyli w Dzień Pojednania. Modlący się Żyd miał przejść od Imienia Boga na ustach do Imienia Boga wyrażającego się wiernym trwaniem w obecności. W Pieśni Azariasza trzej młodzieńcy modlą się o wybawienie: „przez wzgląd na Twoje imię nie opuszczaj nas na zawsze” (Dn 3,34).

Warto zwrócić uwagę na pojęcie kidusz ha-Szem. Hebrajskie słowo kidusz pochodzi od słowa k-d-sz – „święty”, podobnie jak słowo „poświęcenie” w wielu językach pochodzi od słowa „święty”. Ha-Szem to Imię Boga, Kidusz ha-Szem oznacza więc ‘uświęcenie Imienia Boga’. Talmud, żydowski komentarz do Tory, uczy, że „lepiej, gdyby jedna litera została wymazana z Tory, niżby Imię Pańskie miało być publicznie profanowane” (Jewamot 79 a). Jest to komentarz do Księgi Kapłańskiej: „Nie będziecie bezcześcić [profanować – chilul ha-Szem – przyp. M.B.] świętego imienia mojego, abym był uświęcony pośród synów izraelskich; Jam jest Pan, który was uświęcam” (22,32). Żydzi woleli poświęcić swoje życie, niż sprofanować Boże Imię. W judaizmie, pojęcie kidusz ha-Szem odwoływało się do męczeństwa za sprawę żydowską4. To dopiero w pełni wyrażało przykazanie: „Słuchaj, Izraelu [medytuj – przyp. M.B.], Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję” (Pwt 6,4–6).

Medytacja sercem (rozumianym nie jako ośrodek uczuć, ale istnienia) prowadzi do przylgnięcia i zespolenia się z JHWH – JA JESTEM, ale bez zatracenia swojej osobowości i rozpłynięcia się w Bogu. Chasydzki Rabbi Izrael ben Eliezer (Baal Szem Tow, 1700–1760) uczył: „Mówimy «Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba», a nie «Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba», bo Izaak i Jakub nie opierali się na poznaniu i posłudze Abrahama, lecz każdy z nich sam poznawał jedynego Stwórcę i posługiwanie”.5 Bliskości szukać należało przez micwot (właściwe uczynki), ale także przez modlitwę – medytację, dzięki której wyznawca „przylega” do JHWH i z Nim „chadza”.

Medytacja Obecności Boga osiąga swoją pełnię w chrześcijaństwie. Przez Chrystusa, który uczy swoich uczniów modlitwy prośby, aby uświęciło się Imię Boga-Ojca, wierzący otrzymuje przystęp do Ojca i łaskę pełnego zamieszkania w Obecności Bożej. Przez medytację Imienia Jezus dochodzi się do najgłębszego poznania Imienia Boga JHWH, który jest Miłością. Kto modli się z Jezusem, w Jezusie i przez Jezusa uwielbia Imię Ojca (J 12,28; por. J 17,11), może dostąpić uczestnictwa w relacjach i najintymniejszych poruszeniach Osób Trójcy Świętej: „Podobnie jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, tak i oni niech będą w nas” (J 17,21).

JEZUS (hbr. Jehoszua) znaczy „JHWH zbawia, uwalnia” (por. Mt 1,21). W Ewangelii św. Jana Jezus daje do zrozumienia, że On sam jest JHWH – TYM, KTÓRY JEST (por. J 8,28) i prosi: „abyście uwierzyli, że JA JESTEM” (J 13,19). Imię Jezus zawiera w swej treści to, co stanowi ostateczną zapowiedź i oczekiwanie Pierwszego Przymierza: pełną jedność między Bogiem i człowiekiem. Mocą tego Imienia, w którym wszyscy będą mogli pokładać nadzieję (por. Mt 12,21), zostaną odpuszczone grzechy jest Ono gwarantem wiecznego szczęścia dla każdego, kto Mu zaufał i zostawił wszystko (por. Mt 19,29). Temu Imieniu należy się chwała całego stworzenia, dlatego wszyscy powinni „wyznać, że Jezus Chrystus jest PANEM ku chwale Boga Ojca” (por. Flp 2,9–11). Zmartwychwstały Jezus stanowi centrum życia pierwotnego Kościoła, dlatego apostołowie głoszą w Jego Imię i dla Jego Imienia cierpią (Dz 5,40n). Jest to Imię bliskie każdemu, można Je wymawiać z miłości, bez lęku, w nieskończoność, albowiem zasłona niepoznawalności została usunięta.

Wezwania św. Pawła, aby się modlić nieustannie, chrześcijanie odczytali jako zaproszenie do trwania w Imieniu Bożym. To trwanie, nawiązując np. do ewangelicznych słów celnika: „O Boże, miej litość dla mnie grzesznika” (Łk 18,13) czy wołania ślepego żebraka spod Jerycha: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną” (Mk 10,47) stopniowo przybierało kształt Modlitwy Jezusowej: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznikiem” lub „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną” – formuł było wiele. Z powtarzanego „Pozdrowienia Anielskiego”: „Zdrowaś Maryjo, Pełna łaski, Pan z Tobą…” na Zachodzie zrodziła się inna praktyka medytacyjna – różaniec. Na chrześcijańskim Wschodzie jednak w bardzo krótkim czasie to właśnie formuła Modlitwy Jezusowej zdobyła największą popularność.

Św. Jan Kasjan, mnich żyjący w IV wieku, spędził wiele lat w pustelniach Egiptu i od Ojców Pustyni przejął tradycję modlitwy monologicznej – „modlitwy jednego słowa”, by ją później przekazać mnichom Zachodu. Pisze on o medytacji: „Niech dusza nieustannie trzyma się bardzo krótkiej formuły, aż wzmocniona nieprzerwanym i ciągłym jej medytowaniem, porzuci bogate i rozległe myśli i zgodzi się na ubóstwo, ograniczając się do jednego wersetu […]. W ten sposób nasza dusza dojdzie do modlitwy bez skazy, gdzie umysł nie zajmuje się już postaciami wyobraźni, nie wymawia nawet głośno słów, nie zatrzymuje się nad sensem wyrazów, lecz gdzie serce płonie ogniem, pełne jest niewysłowionego zachwytu, a w duchu panuje nienasycone pragnienie”6.

Prawosławny mnich, o. Dezyderiusz, uczy: „Przede wszystkim trzeba potwierdzić tę całkowicie niewytłumaczalną tajemnicę, że w imieniu Bożym trwa sam Bóg, z całą swoją Istotą, i wszystkimi swoimi nieskończonymi właściwościami. Oczywiście należy to rozumieć duchowo – przez oświecone serce, a nie przez cielesny rozum, który bezprawnie wdzierając się do sfery duchowej, próbuje cieleśnie pojmować rzeczy duchowe, a nie mogąc tego zrobić, odrzuca je”. Otóż podczas powtarzania Imienia Jezus sam Chrystus staje się duchowo obecny w sercu modlącego. Sam Bóg przez owe Imię zstępuje do człowieka i obejmuje go. Przyzywanie Imienia Jezus przywołuje i wywołuje obecność Boga w sercu i jak mawiał pewien wschodni mnich, „Imię Jezusa staje się rodzajem klucza, który otwiera świat”7.

Nieustannie powtarzana Modlitwa Jezusowa jest możliwa do odmawiania „w każdym czasie, ponieważ nie jest czynnością obok jakiejś innej, ale czynnością jedyną, mianowicie miłowaniem Boga, który ożywia i przemienia wszelkie działanie w Chrystusie Jezusie” (KKK 2668). Medytacja Imienia Jezus jest dla nas niczym filtr: oczyszcza i uświęca myśli, słowa i uczynki, aby były zgodne z Boską rzeczywistością symbolizowaną przez to Imię. Staje się dla chrześcijanina formą duchowego oddychania, które przemienia nas i prowadzi do zjednoczenia naszego rozdwojonego ja, które rozpostarte jest pomiędzy „nieistnieniem” w sobie samym a „istnieniem” dzięki zamieszkaniu w Bogu. Odnajdujemy swoją prawdziwą naturę – „przechodzimy od Jezusa przed oczyma do Jezusa w sercu i zyskujemy nowe imię, stając się tylko Imieniem Jezusa – przytwierdzonym do własnego oddychania”8.

Medytacja daje nam oddech – tchnie w nas życie: „Przyszedłem, abyście mieli życie, i mieli je w obfitości” (J 10,10). Na Krzyżu Jezus wyzionął ducha, aby w nas tchnąć Życie z Ducha. Św. Jan Klimak nauczał: „Niech wspomnienie Jezusa złączy się z każdym twoim oddechem”. Gdy więc medytujemy, sięgając do modlitwy Jezusowej, uczymy się brać oddech Jezusa: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży”, aby doświadczyć w Bogu, że „jestem”; jednocześnie wydychamy zło: „zmiłuj się nade mną grzesznym”, aby doświadczyć wyzwolenia z nicości i tego, że przez brak Boga i grzech „nie jestem”.

Tak przyzywanie i trwanie w Imieniu Jezus prowadzi wierzącego do rzeczywistości, którą prawie 40 lat temu próbował nazwać o. Joachim Badeni OP: „do Obecności, która będzie miała cechy ogromu, Pełni – niewyrażalnej, wyzwalającej światłości, nieokreślonej, ale zarazem nieskończenie osobistej, nawet w zwykłych ludzkich drobiazgach szarej codzienności. Wszędzie, zawsze będzie to jednak Ktoś – Osoba, nie stan psychologiczny. Spotkanie, a nie bezosobowe trwanie, milczenie, ale w dialogu osób niewyrażalnych. Będzie to nie gest przekazania stanu oświecenia, tajemniczego i jedynie rzeczywistego „dna” wszechrzeczy – ale Dar Osoby, przekazanej tchnieniem, powiewem miłości przekształcającej natchnionego tym Darem w kolejny dar”9.

1 Por. http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/kongregacje/kdwiary/zbior/t_2_24.html.
2 Por. Lawrance Kushner, „Duchowość żydowska”, Poznań 2002, s. 24.
3 Krzysztof Dorosz, „Tajemnica imienia”, „Jednota” 2008, nr 11–12.
4 P. Paziński, „Kidusz Haszem i Kidusz Hacham”, w: „Midrasz”, kwiecień 2003; D. Mendelssohn, „Zagubieni”, przeł. P. Szymon, Wołowiec 2008, s. 217.
5 M. Buber, „Opowieści chasydów”, Poznań 1989, s. 88.
6 Jan Kasjan, „Rozmowy z Ojcami”, „Źródła monastyczne” 28, wyd. Tyniec, Kraków 2002, s. 437 i 440.
7 Cyt. za: J. Lafrance, „Modlitwa serca”, Kraków 1997, s. 92.
8 P. Evdokimov, „Wieki życia duchowego”, Znak 1996, s. 198.
9 Joachim Badeni OP, „Wiedzący milczą”, w: „W Drodze” 1974, nr 1 (5), s. 57-60.

W cyklu „Przeżuwać Imię” ukazały się także teksty: