myslimy
| 14 maja 2013 ]

Festiwal życia

Przed kilkoma dniami odświeżałem sobie biografię Ireny Sendler. Jak się okazało, 12 maja wypadła piąta rocznica jej śmierci. Nie żebym szczególnie lubował się w hucznym obchodzeniu rocznic śmierci. Nie chcę też zachęcać nikogo do takich celebracji – koniec końców życie nas uczy, że o śmierci najlepiej rozmyślać w milczeniu (swoją drogą, to pocieszające, że życie może uczyć o śmierci).

Fot. Jolanta Barańska

Są jednak ludzie, których odejścia są festiwalem życia – głęboko wierzę, że Irena Sendler też jest (trudno wszak pisać w czasie przeszłym o festiwalu życia) takim człowiekiem. Na całym świecie znają Schindlera i historię jego fabryki, ale o niepozornej kobiecie, która uratowała tysiące żydowskich dzieci we współpracy z Żegotą, franciszkankami i wieloma zwykłymi polskimi rodzinami, słyszeli nieliczni

Sprawie rozpowszechnienia pamięci o Sprawiedliwej z Otwocka niewiele pomogła książka Anny Mieszkowskiej „Matka dzieci Holocaustu. Historia Ireny Sendleroweji nakręcony na jej podstawie hagiograficzny film z Hollywood, choć trzeba przyznać, że nowa publikacja o życiu Ireny Sendler: „Życie w słoiku” Jacka Mayera, która weszła niedawno do księgarni, spotkała się z lepszym przyjęciem czytelników. Nadal jednak na stronach internetowych mainstreamowych mediów trudno o rocznicy znaleźć coś więcej niż skopiowaną depeszę PAP, a na portalach publicystycznych komentujący głównie dzielą się swoimi wątpliwościami, czy ocaleni przez panią Sendler aby na pewno wyrośli na dobrych i wdzięcznych Polaków, ale dobre i to, ostatecznie to też jakieś źródło wiedzy.

Moim marzeniem nie jest, by ktoś z Ireny Sendler zrobił ikonę popkultury. Zastanawia mnie jednak fakt, że ciągle nie potrafimy pokazywać – jak to ujął ostatnio „Tygodnik Powszechny” – „fajnej Polski”. Pokazywać, że Polacy to nie tylko Jedwabne, ale też Żegota (i vice versa). Że to nie tylko PZPR i esbecy, ale też 10-milionowa Solidarność (nawet jeśli niektórzy chcieliby w jej liderach widzieć zdrajców narodu). Że poza lustracją jest też wybaczenie (nie mylić z zapomnieniem). Co ważne, nie można stawiać tych zjawisk w opozycji do siebie, bo to różne punkty tego samego kontinuum − nawet jeśli trudno nam to pojąć. Jak trudno, pokazuje sama Irena Sendler. Próby ideologicznego przywłaszczenia jej postaci napotykają tu opór – katoliczka ratująca żydowskie dzieci z getta we współpracy z siostrami franciszkankami, która była lewicową działaczką, a do 1968 roku członkinią PZPR. Ponadto została skazana na śmierć przez nazistów, torturowana zarówno przez Gestapo, jak i UB. Była również na celowniku polskich nacjonalistów, według licznych źródeł planowano wykonać na niej karę śmierci.

Moim marzeniem jest, byśmy serio potraktowali hasło papieża Franciszka o „Kościele dla ubogich”, nie zapominając, że źródłem każdej działalności powinno być autentyczne spotkanie ze Zmartwychwstałym. Pamiętając, że Kościół to my, jestem przekonany, że „święty Kościół grzeszników” naprawdę uświęca się poprzez działalność takich osób, jak Irena Sendler, która poświęciła życie służbie ubogim, cierpiącym i pozbawionym nadziei.