dzialamy
| 10 stycznia 2013 ]

Monolog społeczny

„Moder­ni­za­cja jest pro­ce­sem trud­nym, ale koniecz­nym”. To sło­wa Woj­cie­cha Bar­tel­skie­go, bur­mi­strza war­szaw­skie­go Śród­mie­ścia, wypo­wie­dzia­ne w kon­tek­ście spo­ru o dom­ki fiń­skie. Tru­dy moder­ni­za­cji odci­snę­ły swo­je pięt­no rów­nież w innym uro­kli­wym miej­scu – Ogro­dzie Kra­siń­skich, gdzie w imię swo­iście rozu­mia­nej rewi­ta­li­za­cji prze­strze­ni suk­ce­syw­nie odbie­ra się park z rąk miesz­kań­ców mia­sta – jego użyt­kow­ni­ków i sym­bo­licz­nych wła­ści­cie­li.

Postę­po­wa­nie urzęd­ni­ków jest o tyle bole­sne, że poprze­dzo­ne zosta­ło jasno wyło­żo­nym sprze­ci­wem miesz­kań­ców. Mia­sto posta­no­wi­ło zre­wi­ta­li­zo­wać park, prze­zna­cza­jąc na ten szczyt­ny cel nie­ba­ga­tel­ną sumę kil­ku­na­stu milio­nów zło­tych. Spo­łecz­ność korzy­sta­ją­ca na co dzień z dobro­dziejstw oazy zie­le­ni poło­żo­nej pośród obda­rzo­ne­go trud­ną uro­dą Mura­no­wa zare­ago­wa­ła ostroż­ną akcep­ta­cją. Ogród rze­czy­wi­ście potrze­bo­wał odświe­że­nia i kon­ser­wa­cji znisz­czo­nych ele­men­tów – wymia­ny sta­rych ławek, przy­cię­cia gałę­zi, wycin­ki cho­rych drzew, oczysz­cze­nia sta­wu i wyrów­na­nia asfal­to­wej nawierzch­ni. Jed­nak nawet zanie­dba­ny park speł­niał swą rolę – był miej­scem, wokół któ­re­go kon­cen­tro­wa­ło się życie miesz­kań­ców Mura­no­wa i Sta­re­go Mia­sta. „Kra­śniak” inte­gro­wał lokal­ną spo­łecz­ność, tu uma­wia­no się na rand­ki, upra­wia­no jogę, bie­ga­no (gru­pa bie­ga­czy w mroź­ny wie­czór to tu nic wyjąt­ko­we­go). W par­ku dzie­ci uczy­ły się jaz­dy na rowe­rze, gru­py zna­jo­mych roz­kła­da­ły koce i gra­ły w gry plan­szo­we, a senio­rzy nie­spiesz­nie spa­ce­ro­wa­li. Park nale­żał do miesz­kań­ców. To oni nada­li mu zna­cze­nie i funk­cję, uczy­ni­li miej­scem żywym i swo­im, sta­li się jego sym­bo­licz­ny­mi, choć na głęb­szym pozio­mie peł­no­praw­ny­mi wła­ści­cie­la­mi (Ogród Kra­siń­skich jest par­kiem miej­skim, a więc utrzy­my­wa­nym z pie­nię­dzy podat­ni­ków i zarzą­dza­nym przez mia­sto w imie­niu miesz­kań­ców). Wła­dze dziel­ni­cy wespół z Zarzą­dem Tere­nów Publicz­nych uzna­ły jed­nak, że wie­dzą lepiej, jakie­go Ogro­du Kra­siń­skich potrze­bu­ją miesz­kań­cy.

Miej­scy wło­da­rze posta­no­wi­li, że Ogro­do­wi nale­ży przy­wró­cić histo­rycz­ny cha­rak­ter zgod­ny z dzie­więt­na­sto­wiecz­ny­mi zało­że­nia­mi Fran­cisz­ka Sza­nio­ra, ówcze­sne­go głów­ne­go ogrod­ni­ka War­sza­wy. W kon­se­kwen­cji nale­ża­ło m.in. wyciąć nie tyl­ko cho­re drze­wa, lecz i dzie­siąt­ki zdro­wych, by odsło­nić Pałac Kra­siń­skich, par­ko­we alej­ki wysy­pać żwi­rem, prze­bu­do­wać plac zabaw, Ogród oto­czyć pło­tem i zamy­kać na noc. W ten spo­sób park stra­cił­by nie tyl­ko swój lubia­ny przez nie­któ­rych cha­otycz­ny cha­rak­ter, lecz co gor­sza swo­ją funk­cję, sta­jąc się raczej ogro­dem w typie muze­al­nym, po któ­rym miesz­kań­cy mogli­by spa­ce­ro­wać, lecz nie swo­bod­nie z nie­go korzy­stać. W tym kon­tek­ście sło­wo rewi­ta­li­za­cja zaczy­na brzmieć dość ponu­ro i iro­nicz­nie.

Naj­bar­dziej zdu­mie­wa jed­nak posta­wa władz dziel­ni­cy. Otóż gdy szcze­gó­ły pla­no­wa­nej rewi­ta­li­za­cji ujrza­ły świa­tło dzien­ne, a zanie­po­ko­je­nie korzy­sta­ją­cych z par­ku wzra­sta­ło, zor­ga­ni­zo­wa­no kon­sul­ta­cje spo­łecz­ne z pomy­sło­daw­ca­mi zmian, pod­czas któ­rych przed­sta­wi­cie­le miesz­kań­ców skry­ty­ko­wa­li pla­ny mia­sta i dali do zro­zu­mie­nia, że ocze­ku­ją odświe­że­nia i kon­ser­wa­cji Ogro­du przy zacho­wa­niu jego obec­nej funk­cji, nie zaś zmia­ny jego kra­jo­bra­zu i cha­rak­te­ru. Wła­dze dziel­ni­cy cier­pli­wie wysłu­cha­ły gło­su zanie­po­ko­jo­nych miesz­kań­ców, po czym niczym nie­zra­żo­ne przy­stą­pi­ły do autor­sko rozu­mia­nej rewi­ta­li­za­cji par­ku. Efekt moż­na sobie wygu­glać (np. tu). Wycię­to bli­sko 300 drzew, tak­że bar­dzo oka­za­łych, jak na przy­kład rosną­ce od kil­ku­dzie­się­ciu lat kasz­ta­now­ce. W ich miej­sce posa­dzo­no nowe drze­wa, zosta­wia­jąc jed­nak wie­le samo­sie­jek. Po w peł­ni zre­wi­ta­li­zo­wa­nym par­ku spa­ce­ro­wać będą mogły dopie­ro nasze wnu­ki. Tutaj poka­zu­je­my zale­d­wie małą prób­kę rewi­ta­li­za­cji, któ­ra zamiast przy­wró­cić życie, odbie­ra je.

 

Ogród Kra­siń­skich po wycin­ce drzew

Zasta­na­wiam się, po co nam pro­gra­my akty­wi­zu­ją­ce lokal­ne spo­łecz­no­ści, fun­da­cje z wie­lo­mi­lio­no­wy­mi budże­ta­mi tru­dzą­ce się nad roz­wo­jem spo­łe­czeń­stwa oby­wa­tel­skie­go, tre­nin­gi samo­rząd­no­ści etc. Przy­pa­dek Ogro­du Kra­siń­skich poka­zu­je, że wła­dze mia­sta nie są zain­te­re­so­wa­ne dia­lo­giem z miesz­kań­ca­mi. Zupeł­nie zigno­ro­wa­no potrze­by spo­łecz­no­ści lokal­nej i odgór­nie narzu­co­no wizję od począt­ku do koń­ca wymy­ślo­ną w zacisz­nych gabi­ne­tach miej­skiej wła­dzy. Urzęd­ni­cy nie potra­fią bądź nie chcą zro­zu­mieć, że są na służ­bie miesz­kań­ców, że ich zada­niem jest wsłu­chi­wa­nie się w potrze­by użyt­kow­ni­ków prze­strze­ni miej­skiej i wypra­co­wy­wa­nie kom­pro­mi­su mię­dzy tym, co potrzeb­ne i chcia­ne przez miesz­kań­ców, a tym, co moż­li­we z per­spek­ty­wy budże­tu. Tej posta­wy dia­lo­gu ze stro­ny urzęd­ni­ków kolej­ny raz zabra­kło.

Tym­cza­sem trwa akcja wysy­ła­nia pro­te­stów do Zarzą­du Tere­nów Publicz­nych (na Face­bo­oku przy­cią­gnę­ła już ponad 2500 osób), a w naj­bliż­szą sobo­tę moż­na będzie w Ogro­dzie zapa­lić sym­bo­licz­ny znicz.