kuriozum
| 28 października 2012 ]

Nie-Boska słit focia

Wspólne zdjęcie ks. Adama Bonieckiego i Adama „Nergala” Darskiego to sprawa jak się okazuje najwyższej wagi – odnotował ją nie tylko „Fakt”, „Plotek” i „Kozaczek”, ale także „Dziennik”, „Gazeta Wyborcza”, „Gość Niedzielny” i „Fronda”.

Zdjęcie pojawiło się na stronie facebookowej Nergala z adnotacją (pisownia oryginalna): „W drodze na Targi Ksiazki do Krakowa spotkalem… ks. Bonieckiego! Jak sie okazalo, cel naszej podrozy jest ten sam. Sprezentowalem mu «Spowiedz heretyka» i uscisnalem reke… zaskoczyl mnie proszac o dedykacje:) Ks. Adam Boniecki stanal w mojej obronie w niejednej debacie publicznej, narazajac sie tym samym hierarchom koscielnym. Szacunek i sympatia ponad podzialami? Jestem na TAK. Stamtąd już pobiegło w świat.

Screen z fanpage'u Nergala na Facebooku

Spojrzałam na zdjęcie i ze zdziwieniem przekrzywiłam głowę. Później musiałam ją przekrzywiać jeszcze kilka razy, bo w zależności od nastawienia piszących okazywało się ono dowodem na to, że ks. Boniecki jest człowiekiem wspaniałym i wybitnym, udowadniającym, że możliwa jest droga ponad podziałami, to znów przeciwnie – odstępcą, który nareszcie pokazał, kim jest naprawdę. „Dziennik” wysunął daleko idący wniosek: „Obaj panowie zapałali do siebie sympatią”, „Fronda” zaś ironizowała po swojemu: „[Nergal] na dowód spotkania zamieścił urocze zdjęcie przedstawiającego jego samego w czułym uścisku z ks. Bonieckim” – choć uścisk ten pojawił się wyłącznie w głowie piszącego.

Niezwykła rzecz, że do jednego zdjęcia można błyskawicznie dorobić całą historię i w tę jedną właśnie wersję wydarzeń uwierzyć. Ponieważ nie znam okoliczności zrobienia zdjęcia i nie siedzę w głowie ks. Bonieckiego, zawieszam daleko idące sądy – tak pozytywne, jak i negatywne. Martwię się tylko przy okazji tego wydarzenia, jak ci, którzy tak łatwo się oburzają, radzą sobie z Ewangelią. Jedynie rozwój techniki nie pozwolił na to, by Jezusa sfotografowano w towarzystwie tych, z którymi ciągle przebywał – z celnikami i prostytutkami, bo takie grupy akurat wtedy najbardziej kuły w oczy. A gdyby dziś zechciał pójść na obiad z dokonującymi aborcji, z popierającymi in vitro albo dajmy na to z gejem celebrytą? Reakcje na zaskakujące zachowania Jezusa są do przewidzenia – zostały już odnotowane w Ewangelii: „Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, aby Go powstrzymać”, „Odszedł od zmysłów” (Mk 3,21), „Do grzesznika poszedł w gościnę” (Łk 19,7). Propozycję wspólnej „słit foci” współcześni uczniowie skomentowaliby zapewne krótko: „Co? Takiemu nawet ręki bym nie podał!”.

Próby wmówienia mi, że porównuję ks. Bonieckiego do Jezusa, z góry przekreślam jako absolutne nieporozumienie. Nie mam też na celu bronienia ks. Bonieckiego, a jedynie pokazanie innych możliwości odczytania całej tej sytuacji. Nie wykluczam, że okoliczności, w jakich powstało zdjęcie, wcześniejsza rozmowa, gesty, słowa mogły być takie, że głowa nie tyle przekrzywiałaby mi się ze zdziwienia, co raczej opadła w zwątpieniu. Tego jednak nie wiem i jak sądzę, nie wiedzą tego także ci, którzy pospieszyli się z komentarzami – tak entuzjastycznymi, jak i potępiającymi. Dziwię się tylko, że po szokujących decyzjach Jezusa dotyczących wyboru towarzyszy drogi i posiłków, wciąż jeszcze dokonujemy tak łatwych ocen.

Przy okazji dla tych, którzy nie mają jeszcze dosyć oburzania się na zdjęcia księży z podejrzanymi celebrytami, zapowiadam nie lada kąsek: z okładki najnowszego „Tygodnika Powszechnego” spoglądają razem Maria Peszek i ks. Andrzej Draguła. Ona śpiewa „Pan nie jest moim pasterzem”, a on z taką rozmawia… Podpowiem: odszedł od zmysłów.