myslimy
| 6 lipca 2012 ]

„Nie wiem, co się z nim stało…”

„Żeby zapamiętać kogoś jako zjawisko, które na chwilę rozświetliło życie, nie musi się w tej osobie być zakochanym, nie musi się czegoś po niej oczekiwać, w ogóle nic nie musi się zdarzyć – wystarczy obraz”. (Józef Hen, „Nowolipie”)

„Nowolipie” Józefa Hena jest zbiorem obrazów. Hen w tej wspomnieniowej książce wskrzesza z pamięci swój rodzinny warszawski Muranów, miasto przedwojenne. Nie jest to jednak spacerownik w wersji vintage, kolorowy album nieistniejących ulic i podwórek. To rzecz uczciwa w swej osobliwości; Hen przyznaje się do wybiórczości swej (nie)pamięci, szkicuje swe dzieciństwo z obrazów, zapamiętanych scen i wydarzeń, przedstawiając je jako podobne każdemu dzieciństwu, każdemu odkrywaniu świata, lecz zarazem wyjątkowe, jednak wcale nie z powodu gromadzących się chmur wojny i Holocaustu.

Hen przypomina rzecz podstawową, każąc na nowo zastanowić się nad paradoksem pamięci. Zaproszenie w świat autorskich wspomnień staje się dla czytelnika zarazem podróżą po meandrach własnych doświadczeń. Co bowiem sprawia, że pamiętamy pewne prozaiczne wydarzenia, gubiąc te, które z perspektywy czasu wydają się istotne? Jak i dlaczego zapamiętujemy pewne smaki, zapachy, barwy? Dlaczego pamiętamy fakturę poręczy schodów, głos ukochanej dziewczyny, gesty trwające kilka chwil? Skąd luki we wspomnieniach, dlaczego gubimy twarze ważnych osób, jak to jest, że brzmienie pewnych słów wraca do nas po dziesiątkach lat, a najsilniej pamiętamy strzelone przez siebie bramki? Hen nie udziela odpowiedzi, uznaje swą bezsilność wobec przypadkowości mechanizmów pamięci. Pozostawia nam jednak kilka obrazów.

„Nowolipie” jest bowiem również depozytem – muranowski pisarz przekazuje w nim codzienność żydowskiego dziecka lat dwudziestych, zdradza swe ulubione lektury czasu dorastania, opisuje swą współpracę z korczakowskim „Małym Przeglądem”, przyznaje się do swych słabości, porażek, jest dumny ze zwycięstw i drobnych osiagnięć. Hen jest wyrozumiały i czuły dla swych bliskich i znajomych, wspomina swych nauczycieli i szkolne przygody, wskrzesza dla nas klimat wakacji w willi w podwarszawskim Michalinie, opisuje krągłe biodra dziewczyn kąpiących się nad Wisłą w ostatnie lato przed wojną. Pamięta obrazy, zapachy, twarze, smaki. Pamięta chód kolegi z klasy.

Jednak jak klamra spinająca każde ze wspomnień, każdego bliskiego, wraca autorskie „nie wiem, co się z nim stało”. Świat utracony. Wymazany z map i pamięci.