dzialamy
| 25 sierpnia 2015 ]

Nie zabijajmy w sobie wrażliwości

Jak spotkanie z bezdomnymi potrafi odmienić życie oraz dlaczego nie powinniśmy być obojętni dla ludzi żyjących na marginesie społeczeństwa? Rozmowa z Magdaleną Wolnik, dziennikarką, aktywistką, odpowiedzialną za Wspólnotę Sant’Egidio w Warszawie.

Jerzy Chodorek: Co sprawiło, że po raz pierwszy postanowiłaś spotkać się z bezdomnymi?

Magdalena Wolnik: Na początku była fascynacja ludźmi, którzy w Rzymie i innych krajach wychodzą spotkać się z najuboższymi. Tam wspólnota Sant’Egidio funkcjonuje od wielu lat. Poznaliśmy parę osób, które mają duże doświadczenie w spotkaniach z bezdomnymi. Między innymi z Rzymu i Europy Środkowo-Wschodniej. Opowiadali nam, co robią i czym się zajmują. Było to dla mnie pociągające. Kiedy pierwszy raz wyszliśmy na ulicę w parę osób, byliśmy jak dzieci we mgle i nie wiedzieliśmy, co może nas spotkać i gdzie mamy szukać bezdomnych. Szukaliśmy ludzi na dworcu i wszędzie, gdzie tylko się dało…

Cotygodniowe spotkanie Wspólnoty Sant Egidio z bezdomnymi w okolicach Dworca Centralnego. Fot. Anna Matlak

Cotygodniowe spotkanie Wspólnoty SantEgidio z bezdomnymi w okolicach Dworca Centralnego. Fot. Anna Matlak

Kiedy to było?

Jesienią 2008 roku.

Czym się zajmuje wspólnota Sant’Egidio?

W paru słowach ciężko o tym opowiedzieć. We wspólnotę zaangażowanych jest bardzo wielu ludzi – w tym momencie ok. 60 tys. – osób z różnych kultur i krajów. Na pewno jest to próba, aby żyć wiarą, chrześcijaństwem, żeby być świadomie w Kościele, a także żeby być blisko ubogich – to są dwie rzeczy, które nas najbardziej charakteryzują. Skupiamy się również na tym, aby z uwagą patrzeć na świat, przejmować się tym, co dzieje się w innych miejscach naszego globu, a zwłaszcza tam, gdzie trwa wojna i nie ma pokoju.

Cotygodniowe spotkanie wspólnoty Sant Egidio z bezdomnymi. Fot. Anna Matlak

Cotygodniowe spotkanie wspólnoty Sant’Egidio z bezdomnymi. Fot. Anna Matlak

Istnieje wiele stereotypów dotyczących bezdomnych. Jacy ci ludzie tak naprawdę są?

Może to brzmieć jak slogan, ale bezdomni są tacy sami jak my. Tak jak my jesteśmy lepsi czy gorsi, bardziej wytrwali lub mniej – oni podobnie. Z różnych przyczyn znaleźli się na ulicy. Zazwyczaj stoi za tym jakaś tragedia życiowa. Niektórzy wylądowali na ulicy niedawno, niektórzy są już tutaj nawet po kilkanaście lat. Przyczyny tego mogą być bardzo różne. Może to być utrata pracy, konflikty w rodzinie, choroba, bardzo często jakaś nieporadność życiowa czy zaburzenia psychiczne, czasem alkohol. Chociaż jeśli mówimy o stereotypach, to właśnie jednym z nich jest widzenie w alkoholu głównej przyczyny bezdomności. Kiedy zaczęliśmy poznawać bezdomnych bliżej, przekonaliśmy się, że czasami alkohol to skutek, a nie przyczyna, bo po prostu taki człowiek nie jest w stanie przeżyć na trzeźwo życia na marginesie. Jest cała rzesza bezdomnych, którzy wcale nie piją.
Drugim stereotypem jest to, że oni wybrali takie życie. Przez te siedem lat nie spotkałam nikogo, kto by wybrał takie życie. Przynajmniej w naszych Polskich warunkach. To jest tak ciężkie życie, że nikt by tego nie wybrał świadomie. Co nie oznacza, że nie ma trudności w tym, żeby wrócić do „normalnego funkcjonowania”.

Papież Franciszek w swoich wypowiedziach często nawiązuje do tego, że Kościół powinien być ubogi dla ubogich. Dlaczego jest to teraz takie ważne?

To, co mówi Franciszek, jest nam bardzo bliskie. W wielu jego słowach odnajdujemy to, czym na co dzień staramy się żyć. Kiedy mówi o tym, że trzeba wychodzić na ulice, że Kościół nie może być zamknięty, że lepiej, żeby przydarzył mu się wypadek, niż żeby siedział zamknięty w swoim gronie, myśląc dobrze tylko o tych, którzy są wewnątrz jego murów. Faktycznie temat ubogich jest często treścią tego, co mówi papież. Wrażliwość na żyjących na marginesie jest widoczna w sposobie bycia Franciszka – w jego gestach, zachowaniu, w ludziach, z którymi się spotyka, jadąc na pielgrzymkę. Myślę, że czasami ubogim, przede wszystkim bezdomnym, którzy są wyjątkowo napiętnowaną grupą społeczną, trudno odczuć, że są częścią wspólnoty Kościoła. Czasami spotykają się z niechęcią, czy wręcz z wrogością. A często z obojętnością. Tymczasem papież przypomina, że sercem Ewangelii jest traktowanie innych tak samo, jak my byśmy chcieli być traktowani. To jest dostrzeganie w każdym ubogim Boga, w którego wierzymy.

Część prezentów była mocno sprofilowana. Członkowie Sant'Egidio dzięki cotygodniowym spotkaniom z bezdomnymi wiedzą, jakie są ich aktualne potrzeby. Fot. Marcin Kiedio

Wigilia z Ubogimi. Część prezentów była mocno sprofilowana. Członkowie Sant’Egidio dzięki cotygodniowym spotkaniom z bezdomnymi wiedzą, jakie są ich aktualne potrzeby. Fot. Marcin Kiedio

 

Czyli wspólnota Sant’Egidio współpracuje z przekazem papieża Franciszka…

Myślę, że bardzo wiele osób w Kościele żyje i myśli w ten sposób. Ani absolutnie nie jesteśmy jedyni, ani nie robimy tego w doskonały sposób, ale czujemy, że ta droga uważności na ubogich, wrażliwości na każdego człowieka jest szansą dla Kościoła. Często widzimy to także na ulicy. Czasami młodzi ludzie, którzy przychodzą nam pomóc, mówią, że są niewierzący i nie chcą mieć nic wspólnego z Kościołem. Po jakimś czasie spotykania się z bezdomnymi zaczynają zadawać sobie pytania o wiarę i odnajdywać w swoim życiu Boga. Tak naprawdę to bezdomni ich ewangelizują albo po prostu zmieniają.

Osobiście powiem, że od czasu gdy po raz pierwszy wyszedłem na warszawskie ulice ze Wspólnotą Sant’Egidio spotkać się z bezdomnymi, nastąpiła rewolucja w moim życiu, w postrzeganiu drugiego człowieka. Dopiero przy rozmowie z bezdomnymi byłem w stanie weryfikować moją postawę jako człowieka i chrześcijanina. Czego od bezdomnych możemy się nauczyć?

Często powtarzamy, że nie jesteśmy żadnymi bohaterami. Często my więcej dostajemy, niż dajemy. Jak by nie patrzeć, nam – „bogatym i młodym” – nie brakuje niczego w życiu. Albo prawie niczego. Możemy z życia korzystać do woli. Dlatego dobrze robi spotkanie z ludźmi, którzy inaczej widzą rzeczywistość. To, co mamy, nie jest najważniejsze. Najważniejsze nie są ani pieniądze, ani wykształcenie. Wszystko jest ważne, ale nie tak jak przyjaźń i rzeczy, których nie da się kupić. Bezdomni pomagają nam spojrzeć na nasze problemy bardziej realnie. Pozwalają też wyjść ze swojego bezpiecznego kokonu. Z arogancji wobec słabszych. Z myślenia, że na sukces trzeba sobie zapracować, a ci, którzy tego nie robią, są niewarci naszej uwagi. To jest złudne i prędzej czy później każdy z nas by się o tym przekonał w życiu. A poza tym widzę po sobie, że uczę się słuchać osób bezdomnych, patrzeć na nich nie osądzając ich, nie próbując moralizować, po prostu widzieć człowieka. Zmienia się wtedy spojrzenie na wszystkich wokół. Nie tylko bezdomnych. W moim życiu wydarzyła się masa dobrych rzeczy dzięki tej przygodzie.

Smażonego karpia, barszcz z uszkami i pierogi wnosili na stoły kelnerzy. Fot. Marcin Kiedio

Wigilia z Ubogimi. Smażonego karpia, barszcz z uszkami i pierogi wnosili na stoły kelnerzy. Fot. Marcin Kiedio

Kulminacją spotkań wspólnoty Sant’Egidio jest „Wigilia z Ubogimi”, organizowana regularnie co roku. Czym jest to wydarzenie?

To jest konsekwencja tego wszystkiego, co dzieje się w ciągu roku. Jeżeli traktujemy siebie nawzajem jak przyjaciół – faktycznie nawiązują się więzy – to oczywiste jest, że chcemy ze sobą spędzić ten szczególny czas, jakim są święta. Zawsze chcesz spędzić święta z osobami, które są ci bliskie. Dla bezdomnych święta są czasem bardzo bolesnym i trudnym. Nie ma rodziny, nie ma gdzie pójść. To jest dla nich najgorszy czas w ciągu roku. Dlatego tak chętnie spędzają go razem z nami. Wiele osób dzięki temu mówi, że czuje się jak w domu, jak w rodzinie. Przeżywa się Wigilię tak, jak w domu. Z prezentami, z suto zastawionym stołem, z kolędami.

To jest prawdziwa energia! Miałem przyjemność w zeszłym roku w tej Wigilii uczestniczyć. Jest muzyka, kelnerzy, rozmowy, po prostu niepowtarzalny klimat…

Jest coś takiego, że z roku na rok coraz więcej osób chce brać udział w Wigilii i już kilka miesięcy wcześniej pyta o to, czy może przyjść. To dotyczy nie tylko ubogich, których w zeszłym roku było 350, lecz także mnóstwa młodych ludzi, którzy chcą pomóc stworzyć ten cały świąteczny klimat. Kluczem jest to, że przeżywamy to razem. Siadamy razem do stołu. Nie ma między nami barier. Papież Franciszek podczas spotkania z naszą wspólnotą w Rzymie powiedział, że trudno powiedzieć, kto tutaj komu służy, że nie widać tych różnic i to jest najbardziej pociągające.

Pomiędzy dającymi a biorącymi zacierane są różnice. Spotkania z bezdomnymi są jak spotkania z przyjaciółmi. Powiem szczerze, że ciężko mi było się na początku do tego przystosować… Miałem wizję, że przyszedłem tutaj z całkowicie innego świata, dobrobytu i wszyscy na mnie krzywo patrzą. Ale z czasem, kiedy zacząłem bliżej poznawać tych ludzi, te niesamowite historie, nawet nie spostrzegłem, jak zostałem w tym środowisku dobrze przyjęty.

Zwykle jest tak, że sami tworzymy wyimaginowane granice. Przez pogardę. Przez sądy wydawane a priori. Albo po prostu przez obojętność. Nie chcemy, żeby oni byli częścią naszego świata. Nie chcemy ich widzieć w centrum naszego miasta. Lepiej, żeby w ogóle nie pokazywali się nam na oczy, bo wywołuje to w nas wyrzuty sumienia albo sprawia, że nie wiemy, co mamy robić. Każdy z nas to przeszedł, ale coś nas uwierało. Chcieliśmy poznać ich świat i zrobić jednak coś dobrego dla tych ludzi. Kluczem jest to, że nie jesteśmy sami, tylko razem. Spotykamy się z bezdomnymi jako wspólnota. W momencie, w którym są jakieś trudności, kiedy próbujemy rozwiązać czyjś problem, pomóc mu w konkretny sposób, to nie jesteśmy sami.

Wigilia z Ubogimi. Rozstrzał tematów przy stołach był szeroki: od punktów pomocy, przez przepisy kulinarne, po działania papieża Franciszka. Fot. Marcin Kiedio

Wigilia z Ubogimi. Rozstrzał tematów przy stołach był szeroki: od punktów pomocy, przez przepisy kulinarne, po działania papieża Franciszka. Fot. Marcin Kiedio

Wiele osób często chce pomóc, ale nie wie, w jaki sposób to zrobić. Jak można wspomóc działalność wspólnoty Sant’Egidio?

Na rozmaite sposoby. Przede wszystkim wyjść z nami na ulicę i poznać bezdomnych. Do niczego to nie zobowiązuje, a być może będzie to odkryciem nieznanych światów. Myślę, że nic nie zastąpi osobistego kontaktu. Faktycznie dopiero wtedy otwierają nam się oczy na pewne rzeczy i jest to rewolucja w życiu każdego z nas. Wigilia jest takim szczególnym czasem, kiedy jest masa możliwości: robienie prezentów, przygotowywanie jedzenia, dekorowanie sal, pomoc logistyczna. Ale w ciągu roku też można pomagać. Czasem ktoś zadzwoni, że znajoma prowadzi restaurację albo ktoś ma sklep i zostało mu trochę jabłek bądź ciast i chciałby coś z tym zrobić, więc chętnie przyjeżdżamy, zabieramy i rozdajemy bezdomnym. Można też oczywiście pomóc finansowo. Na przykład jakaś osoba potrzebuje okularów: trzeba pójść i za te okulary zapłacić. Odwiedzamy też starsze osoby w jednym z warszawskich domów opieki społecznej – można poświęcić godzinę czy dwie w tygodniu, by komuś poczytać, wyjść na spacer do ogrodu, porozmawiać. W tym tygodniu zabieramy ich na piknik za miasto, czasem do teatru. Jeżeli ktoś chce zrobić coś dobrego, jest dużo możliwości.

A dlaczego temat bezdomnych jest marginalizowany?

Kiedy w mediach pojawia się temat bezdomnych, to zazwyczaj w kontekście problemów w tramwajach, co jest dosyć kuriozalne. To jakiś promil, ułamek całej rzeczywistości życia bezdomnych. Ale staje się to okazją do wylewu agresji i żółci wobec tych osób, przynajmniej w internecie. Czasem jest to zrozumiałe, bo może być to trudne do zniesienia, ale zapomina się o tym, że mówimy o ludziach, którzy są w strasznie trudnej sytuacji. Nie mogą przecież zniknąć z przestrzeni naszego miasta. Byłaby to jakaś utopia. Z jednej strony niespecjalnie opłaca się pisać o bezdomnych, a z drugiej mam też poczucie, że jest to temat pociągający, jakiś nieznany świat, który wielu chciałoby odkryć. Porusza nas to, czujemy dyskomfort, że coś tu jest nie tak, np. ze sprawiedliwością społeczną. Ale samemu jest trudno. Więc warto to robić razem.

Ostatnie pytanie – jakie masz przesłanie dla czytelników?

Przesłanie to wielkie słowo… Ale ok – moim przesłaniem jest to, że nie warto zabijać w sobie wrażliwości. To pierwsza rzecz. Kiedy widzimy człowieka ubogiego, bezdomnego czy kogokolwiek innego, to nie zabijajmy w sobie wrażliwości. A druga sprawa: jeżeli Wy też macie poczucie, że chcielibyście zrobić coś dla tych ludzi, poznać ich świat, to … – zróbmy to razem.

Magdalena Wolnik i Jerzy Chodorek

Magdalena Wolnik i Jerzy Chodorek

Rozmowa ukazała się pierwotnie na blogu Jerzego Chodorka bloginotes.pl.