kuriozum
| 31 maja 2013 ]

(Nie)Boska knajpa

W Dębicy smutek i pożoga. Nazwa tamtejszego wodopoju i jadłodajni z małoznaczącej „Majagi” zamieniła się w powszechnie oklepaną „U Sióstr”, co tamtejszego proboszcza wprowadziło w zakłopotanie wcale nie na żarty.

Tym, którzy nie śledzą mediów, spieszę z wyjaśnieniem. Kilka miesięcy temu w Dębicy swoją kulinarną rewolucję zrobiła Magda Gessler. Wiadomo, że restauratorka, znana z maksymy „ma być jak u mamy”, podczas swoich rewolucji ciska talerzami na lewo i prawo, wydając z siebie bliżej nieokreślone odgłosy przeplatane soczystymi bluzgami. To przecież od razu się w oczy rzuca, że jej intencje pobożne raczej nie są. Mniejsza o to. W każdym razie w Dębickiej stołówce problem był tego typu, że tuż nieopodal swoją siedzibę ma kościół. Obok kościoła rzekomo pić nie można. Proboszcz nie pozwala. Zakaz wydał, a jak proboszcz zakaz wydaje, to nie ma przeproś.

"Kłótnia przed karczmą", XVII w., szkoła holenderska. Miejsce ekspozycji: Muzeum Historyczne w Sanoku (nr inw. MHS/H/2570). Autor reprodukcji: Adam Kliczek / Wikipedia, licencja: CC-BY-SA-3.0

Trudno więc nie wpaść na to, jaki kluczowy problem dławił knajpę. Wóda nie leje się strumieniami, wino takoż, o piwie to nawet wspomnieć nie wypada. Kościół nieopodal, teren jakby uświęcony, klienteli brak, kasy brak, dramat.

Ratunkiem miała być wizyta Magdy Gessler. Kulinarna ekspertka od razu zwróciła uwagę na dziwnie brzmiącą nazwę „Majaga” i zarządziła, że od teraz gospoda zwać się będzie „U Sióstr”. Taki wybór tłumaczy się szefowymi lokalu, które na co dzień są rodzeństwem.

Wszyscy byli więc ukontentowani. Po rewolucji klientów przybyło. Wóda podobno jak się nie lała, tak się nie leje. Jest miło, przyjemnie, w środku na niebiesko. No trzeba powiedzieć, że „dobrze jak u mamy”.

Radość nie ogarnęła, jak się okazuje, wszystkich. Tamtejszy bowiem proboszcz to facet jest przebiegły. Inteligencją i bystrością może się chwalić. Dziarsko więc czepił się nowej nazwy i wydedukował − czemu dał wyraz w swoim cotygodniowym „felietonie” na stronie parafii − że nazwa wprost nawiązuje do sióstr pracujących na jego placówce.

Czytam więc w „felietonie-oświadczeniu” księdza proboszcza: „Przypatrzyłem się lepiej szyldowi wiszącemu nad wejściem. Styl i kolorystyka, a także aureolka zdają się wskazywać na siostry zakonne. Nawet użycie dużej litery wskazuje także na siostry zakonne, gdyż zwyczajowo pisząc o zakonnicach używamy dużej litery S” − dedukuje ksiądz proboszcz. I stawia w proboszczowskim stylu retoryczne jakby pytanie, które siłą rzeczy musi zostać poddane refleksji przez czytelnika: „Jak daleko można przekraczać granice szacunku? Czy istnieje coś, co nazywamy przyzwoitością? Czy istnieje pewien ład społeczny oparty także na kulturze?”.

Trzeba przyznać, że Magda Gessler, przyczepiwszy się nazwą i wyglądem logo do tamtejszego kościoła, ma szansę na zbicie marketingowego kapitału. Pozostaje się cieszyć, że nawiązanie do terminologii kościelnej budzi w klienteli pozytywne odruchy.

Przestrzegam Cię więc, bracie proboszczu, że na „U Sióstr” może się nie skończyć. Obawiam się, że oni tam pójdą za ciosem. Oni tam wszystko na jedną kartę postawią. Sugerowałbym zajrzeć do menu tamtejszego gospody, bo jak przypuszczam „U Sióstr” serwować będą specjały raczej nietuzinkowe.

Zacznijmy jednak od tego, że „siostry” zatrudnią na kuchni kucharkę, która na potrzeby nowej pracy przyjmie imię: „Siostry Konstancji od kiszenia ogórków”. Ona będzie miała przyboczną asystentkę kuchni „Siostrę Bizonię od zlewozmywaka”. A w menu?! Słodki Jezu co to będzie za menu: „medaliony Judasza”, „Duszona goleń jagnięca, skrapiana octem”, „miska soczewicy”, „uszy Hamana”, „talerz manny”, „kosz chleba i ryb”, „ciasteczka konfesyjne”, „kielich wina”, „serca duszone w cebuli”, „Rzymski Schabowy”, „nieodżałowana kremówka papieska”, „steki papieża Franciszka”, „kabanosy proboszcza”, „Yerba Mater”.

Niech więc ksiądz proboszcz walczy! Niech broni naszego! Niech ma pewność, że my tu, mali, z dala od teologicznych zaangażowań, wspieramy sercem, słowem i modlitwą. Bo w końcu, jak pisze ksiądz proboszcz, „musi istnieć jakiś ład społeczny” i coś „co nazywamy przyzwoitością”! Niechże buduje ksiądz ład społeczny i przyzwoitość, których tak rażąco brak w knajpie nieopodal!