lokum
| 28 sierpnia 2013 ]

Niepowtarzalne miasto w wyjątkowym miejscu

„Kro­sno jest faj­ne, bo bli­sko są góry. Kro­sno jest faj­ne, bo bli­sko jest woda. Kro­sno jest faj­ne, bo sta­re mia­sto tu żyje i moż­na na nim wypić pysz­ną kawę za 4 zł, czy­ta­jąc książ­kę, w mię­dzy­cza­sie myśląc, czy chce się zjeść pysz­ne pani­ni za 5 zł, czy smacz­ny obiad za 14. Kro­sno jest faj­ne, bo ma punkt wido­ko­wy, z któ­re­go widać mia­sto i pół Beski­du. Kro­sno jest faj­ne, bo tu jest cie­plej niż w Two­im mie­ście. Kro­sno jest faj­ne, bo za tydzień odbę­dą się tu Kar­pac­kie Kli­ma­ty z festi­wa­lem win węgier­skich i… nie tyl­ko. Kro­sno jest faj­ne, bo w pod­kro­śnień­skim bro­wa­rze warzą pysz­ne piw­ka. Kro­sno jest faj­ne, bo znaj­dziesz tu ciszę i spo­kój, ale też zaba­wisz się, odpo­czy­wa­jąc. Przy­jeż­dżaj­cie do Kro­sna, bo Kro­sno jest faj­ne” – napi­sał ongiś na popu­lar­nym por­ta­lu spo­łecz­no­ścio­wym przy­ja­ciel Dywi­zu Bar­tosz Bar­to­sik. Nie pozo­sta­ło nam nic inne­go, jak spraw­dzić, czy spra­wy tak się w isto­cie mają.

Mając za bazę wypa­do­wą jed­no z piw­ni­czań­skich wznie­sień z malow­ni­czo nań poło­żo­nym dom­kiem, roz­po­czę­li­śmy jed­no­dnio­wy prze­byt na zie­mi kro­śnień­skiej. Uda­li­śmy się zatem do duklań­skie­go sank­tu­arium św. Jana, sank­tu­arium św. Micha­ła Archa­nio­ła w Miej­scu Pia­sto­wym, zaczerp­nę­li­śmy tak­że sił w ryma­now­skim sana­to­rium. Nasz uczyn­ny prze­wod­nik zawiódł nas tak­że do Zam­ku Kamie­niec, nie­gdyś nale­żą­ce­go do Alek­san­dra Hra­bie­go Fre­dry. Histo­ria tej budow­li zain­spi­ro­wa­ła Fre­drę do napi­sa­nia „Zemsty”, a i u nas wywo­ła­ła nie­ma­łe emo­cje. Dodaj­my, że zgro­ma­dzo­ne­mu na zam­ku towa­rzy­stwu z mar­so­wym obli­czem przy­glą­da się z góry Tade­usz Kościusz­ko.

Nie zosta­li­śmy na Fre­drow­skich wło­ściach zbyt dłu­go, bo nade wszyst­ko spie­szy­li­śmy do, jak gło­si ofi­cjal­na kam­pa­nia pro­mo­cyj­na, „nie­po­wta­rzal­ne­go mia­sta w wyjąt­ko­wym miej­scu”, zwa­ne­go tak­że gdzie­nie­gdzie „mia­stem szkła”. Kro­sno przy­wi­ta­ło nas nie­pew­ną aurą, choć i tak było cie­plej niż w Beski­dzie Sądec­kim – punkt dla Bart­ka. I rze­czy­wi­ście – Kro­sno ma się dobrze, na sta­rym mie­ście w środ­ku tygo­dnia jest życie (kto zna mia­sto sto­łecz­ne, wie, że nie jest to rzecz oczy­wi­sta), urze­ka sta­ro­miej­ska zabu­do­wa, pod­cie­nie i piw­ni­ce, radu­je oko wywa­żo­na restau­ra­cja zabyt­ko­wych kamie­nic. Dobrze tu też kar­mią, co dla czę­ści redak­cji Dywi­zu nie jest bez zna­cze­nia. Nie zdą­ży­li­śmy jed­nak skosz­to­wać tak zachwa­la­ne­go przez Bar­to­sza pod­kro­śnień­skie­go piwa. Nie­ste­ty wzy­wa­ły nas dal­sze typo­we dla wywcza­su obo­wiąz­ki.

Do zoba­cze­nia za rok?