myslimy
| 13 grudnia 2014 ]

Obywatel wolność

„Oby­wa­tel Stuhr” to książ­ka skła­da­ją­ca się z trzech czę­ści: dwóch wywia­dów i sce­na­riu­sza fil­mu fabu­lar­ne­go. A do tego tro­chę dodat­ków – w posta­ci zdjęć, wstę­pu czy komen­ta­rzy reży­ser­skich. Co spa­ja te wszyst­kie ele­men­ty? Sło­wo klucz, czy­li „oby­wa­tel” wła­śnie.

Kim oby­wa­tel jest i skąd się wziął? Jak pod­po­wia­da słow­nik ety­mo­lo­gicz­ny „oby­wa­tel” to zapo­ży­czo­ny z języ­ka cze­skie­go wyraz okre­śla­ją­cy miesz­kań­ca, naj­czę­ściej sta­łe­go, dane­go tere­nu. To prze­by­wa­nie zwy­kle roz­cią­ga się w cza­sie i wła­śnie takie spoj­rze­nie na sie­bie – chro­no­lo­gicz­ne i oby­wa­tel­skie – pro­po­nu­je Ewa Win­nic­ka swo­im roz­mów­com. Pre­tek­stem do spo­tkań z dwo­ma akto­ra­mi była pre­mie­ra fil­mu „Oby­wa­tel”. Czy zatem książ­ka ta to tyl­ko i wyłącz­nie gadżet fil­mo­wy czy kolej­ny kanał pro­mo­cji? Wyda­je się, że te tek­sty są jed­nak (o) czymś wię­cej.

Naj­pierw na kar­tach książ­ki prze­słu­chu­je­my oby­wa­te­la Stuh­ra Jerze­go. To świa­dec­two życia: zawo­do­we­go (jako akto­ra, reży­se­ra, peda­go­ga i rek­to­ra), pry­wat­ne­go (rodzin­ne­go, przy­ja­ciel­skie­go czy cza­su cho­rób – ser­co­wej i nowo­two­ro­wej), spo­łecz­ne­go – jako oby­wa­te­la wła­śnie. To spo­tka­nie z czło­wie­kiem, któ­ry wie­le w życiu doświad­czył, nadal jest cie­ka­wy świa­ta i ludzi. A jed­no­cze­śnie pod­ję­cie opo­wie­ści o (nie)rozumieniu histo­rii Pol­ski.

Histo­ria owa oglą­da­na jest przez pry­zmat codzien­ne­go życia i odkry­wa­nia sie­bie. Dla­te­go ta opo­wieść pozba­wio­na jest mar­ty­ro­lo­gii, odar­ta z patrio­tycz­nych unie­sień, a pro­wa­dzo­na z dystan­sem, humo­rem, cza­sem zadzi­wie­niem i prze­stra­chem machi­ną wła­dzy i rolą przy­pad­ku, któ­rych nie da się ani zro­zu­mieć, ani prze­wi­dzieć. Zawie­ra się w latach 1955-2014.

Zakres tema­tycz­ny – ogrom­ny, morze reflek­sji i tema­tów, któ­re pro­wo­ku­ją czy­tel­ni­ka do dal­szych roz­my­ślań. O wycho­wa­niu dzie­ci, sta­wia­niu gra­nic twór­com, roli wia­ry i tra­dy­cji w życiu czło­wie­ka, spo­tka­niach z mistrza­mi, emo­cji tłu­mów, fał­szo­wa­niu rze­czy­wi­sto­ści, podró­żach, poszu­ki­wa­niach, błę­dach, suk­ce­sach, sto­sun­ku do wła­dzy, nie­słusz­nych podej­rze­niach, potrze­bie bycia potrzeb­nym i przy­zwo­itym… Przede wszyst­kim o wol­no­ści, wol­no­ści jed­nost­ki i o trud­nej dro­dze, któ­rą trze­ba prze­być, aby ją osią­gnąć. A o niej Jerzy Stuhr mówi tak: „A ja powta­rzam sobie wiel­ką mak­sy­mę Josi­fa Brod­skie­go o róż­ni­cy pomię­dzy czło­wie­kiem znie­wo­lo­nym a czło­wie­kiem wol­nym (…). Otóż czło­wiek znie­wo­lo­ny w wypad­kach eks­tre­mal­nych, takich jak woj­ny, kata­kli­zmy, nie­szczę­ścia, zawsze będzie winił innych, nato­miast czło­wiek wol­ny w tych samych oko­licz­no­ściach zawsze będzie winił sie­bie. Nauczy­łem się tego, że jeśli tyl­ko coś mnie ugry­zie, w pierw­szej kolej­no­ści pytam sie­bie: Co zro­bi­łem nie tak? Po co tam lazłem? (…) A ja się uczę, żeby nie popeł­niać tych samych błę­dów. Ta mak­sy­ma daje mi wie­le siły, a poza tym wyzwa­la mnie z agre­sji. Kie­dy weź­mie się ją do ser­ca, nawet naj­bar­dziej sur­re­ali­stycz­ne sytu­acje są do znie­sie­nia”.

Następ­nie do gło­su – co waż­ne, odpy­ty­wa­ny nie­za­leż­nie – dopusz­czo­ny został oby­wa­tel Stuhr Maciej. Chro­no­lo­gicz­nie wspo­mi­na lata 1981-2014. To też histo­ria życia – głów­nie doj­rze­wa­nia arty­stycz­ne­go (od kaba­re­tu, kome­dii, po człon­ka zespo­łu Krzysz­to­fa War­li­kow­skie­go), okre­śla­nia sie­bie i swo­je­go miej­sca w świe­cie. Poja­wia­ją się też tema­ty zwią­za­ne z pry­wat­no­ścią, wia­rą, tra­dy­cją, kaf­kow­ską biu­ro­kra­cją, media­mi, spo­łe­czeń­stwem…

Oka­zu­je się, że naj­waż­niej­szym wyda­rze­niem życia dla akto­ra, felie­to­ni­sty i reży­se­ra były nie histo­rycz­ne prze­mia­ny, lecz histo­ria oso­bi­sta – zosta­nie daw­cą szpi­ku. Maciej Stuhr zauwa­ża: „Cza­sem myślę, że jed­na roz­mo­wa taka jak nasza albo wyj­ście do baru z kole­ga­mi wyma­ga ode mnie mniej wię­cej tyle samo cza­su i poświę­ce­nia co ura­to­wa­nie czy­je­goś życia”. Wyda­je się, że i dla nie­go naj­waż­niej­szą war­to­ścią jest wol­ność. Słu­żyć ma ona ochro­nie pry­wat­no­ści, poszu­ki­wa­niom arty­stycz­nym, a przede wszyst­kim wybo­ro­wi dobra, któ­re prze­ja­wia się w pro­stych rze­czach: dostrze­ga­niu dobra w ludziach, segre­go­wa­niu śmie­ci, sprzą­ta­niu psich odcho­dów, dba­niu o este­ty­kę ota­cza­ją­ce­go świa­ta; a cza­sem w szcze­rej i bez­pre­ten­sjo­nal­nej roz­mo­wie o spra­wach naj­waż­niej­szych.

Kolej­ną część książ­ki sta­no­wi sce­na­riusz fil­mu fabu­lar­ne­go „Oby­wa­tel”. Poprze­dzo­ny on został przed­mo­wą auto­ra, reży­se­ra i akto­ra – Jerze­go Stuh­ra. Część scen okra­szo­na zosta­ła komen­ta­rza­mi reży­ser­ski­mi o cha­rak­te­rze i aneg­do­tycz­nym, i meta­fil­mo­wym. Czy­tać ten tekst moż­na na wie­le spo­so­bów. Nie­wąt­pli­wie do peł­nej inter­pre­ta­cji potrzeb­ne jest zapo­zna­nie się z fil­mem. Czy­tel­nik ma do wybo­ru dwie stra­te­gie. Pierw­sza to zoba­cze­nie pro­ce­su two­rze­nia fil­mu, prze­czy­ta­nie sce­na­riu­sza, poskła­da­nie sobie histo­rii z mozai­ko­wych mini­sce­nek, wybu­cha­nie śmie­chem przy lek­tu­rze wie­lu dia­lo­gów czy pod­da­nie się cza­sem gorz­kiej reflek­sji o Pol­sce. Dru­ga stra­te­gia to odło­że­nie książ­ki na pół­kę i powrót do niej po wizy­cie w kinie, w któ­rym zoba­czy­ło się „Oby­wa­te­la”. Nie­za­leż­nie od wybo­ru stra­te­gii jed­no jest moim zda­niem pew­ne. Do tej książ­ki war­to zaglą­dać. Po co? By zoba­czyć obli­cze współ­cze­snej Pol­ski. Zaba­wić się i poszu­kać w tym sie­bie.

Oby­wa­tel Stuhr. Z Jerzym i Macie­jem roz­ma­wia Ewa Win­nic­ka, Wydaw­nic­two Znak, Kra­ków 2014, ss. 283.