widzimy
| 25 lutego 2014 ]

Od Idioty do Papieża

„Od dłuższego czasu zadręczam się pewną ideą, ale lękam się uczynić z niej powieść, bo jest to idea zbyt trudna, a ja nie jestem na nią gotów, choć jest ona doprawdy kusząca i ją uwielbiam. Idea ta to przedstawić ludzką istotę piękną w każdym calu. Nie ma nic trudniejszego niż to, w mojej opinii, a już zwłaszcza w naszych czasach… Idea ta ukazała mi się już wcześniej przy okazji pewnej idei artystycznej, ale tylko w pewnym stopniu, a musi ona być całkowita” – to Dostojewski w liście ze stycznia 1868 roku, gdy pracował nad „Idiotą”. Zadanie karkołomne – sam Dostojewski drwił z prób Gogola, by w drugiej części „Martwych dusz” opisać przykładnych, szlachetnych właścicieli ziemskich (tak jak u nas Brzozowski drwił z „Rodziny Połanieckich” Sienkiewicza, jak drwiono z bohaterów powieści Rodziewiczówny).

Plakat do filmu "Idiota", reż. Georges Lampin

Zniuansowana, refleksyjna nowoczesność drwi ze szlachetności, doszukując się w niej fałszu. Jak we „Wsi” Iwana Bunina, gdzie przeczytane na nagrobku słowa: „Carowi służył uczciwie, / Bliźniego kochał poczciwie, / W poważaniu był u ludzi…” wydały się bohaterowi tej powieści – wbrew zasadom savoir vivre’u każącym mówić o zmarłych „tylko dobrze albo wcale” – „jakieś kłamliwe”. Ale przecież najpewniej słusznie wydały mu się kłamliwe, bo nowoczesna podejrzliwość jest w jakiejś mierze po prostu realizmem w stosunku do upadłej ludzkiej kondycji. Ludzie nie są z reguły tacy, jak w tym, celowo chyba aż tak naiwnym, wierszu na nagrobku.

I choć ta nowoczesna podejrzliwość wobec każdego dobra jest destrukcyjna – dławi je w zarodku, zanim ma szansę rozwinąć się dzięki Łasce – prześwieca przez nią chyba pewna myśl, ta właśnie, która pojawia się w liście Dostojewskiego: że dobro musi być całkowite, musi być świętością. Léon Bloy, inny autor bezkompromisowy w demaskowaniu moralnej hipokryzji, zamieścił w zakończeniu swojej „La femme pauvre” sławne słowa, cytowane potem przez Grahama Greene’a w „Mocy i chwale”: „jest tylko jeden powód do smutku – że nie jesteśmy święci”. Smutek nowoczesności jest jednocześnie wyrazem niewiary w Łaskę i tęsknoty za świętością. Ale chyba bardziej niewiary w łaskę. Jak dowiadujemy się od Piotra Mitznera, zdanie Léona Bloy często pojawia się w zapiskach i korespondencji Jarosława Iwaszkiewicza w jakże nowoczesnym tłumaczeniu: „Jedyną tragedią w życiu niemożność zostania świętym”. Niebycie świętym zamienia się u naszego modernisty w ogóle w niemożność zostania nim.

Dostojewski próbuje zrealizować ideę ludzkiej postaci pięknej w każdym calu w osobie Księcia Myszkina, którego nazywa w swoim notatniku pisarskim w kwietniu tego samego roku „Księciem-Chrystusem”. Ciekawe jednak, że Myszkin jest świętym-głupcem, świętym wyobcowanym z nowoczesności, świętym przednowoczesnym. Wielka idea Dostojewskiego okazuje się rzeczywiście zbyt trudna do zrealizowania w naszych czasach. To nie są czasy dla świętych ludzi, to nie są czasy dla pozytywnych i nowoczesnych zarazem bohaterów literackich. A ponieważ pozytywni bohaterowie powieści niosą ukojenie, widać, dlaczego nowoczesność jest, jak to ktoś mądry powiedział, źródłem cierpień, dlaczego żyć nowocześnie to strasznie cierpieć wewnętrznie.

Warto może z tej samej perspektywy spojrzeć na dzisiejszą kulturę, także tę popularną. Nasze pokolenie jest w jakiejś mierze wychowane czytelniczo na „Harrym Potterze”, a przecież książka ta swoją przyciągającą moc zawdzięcza pozytywnym postaciom, więcej jeszcze – całej pozytywnej instytucji (szkole). Ale tu z kolei pozytywność jest możliwa chyba tylko dzięki przeniesieniu fabuły w sferę nierzeczywistą. Podobnie u Tolkiena.

To jeden ze sposobów na znalezienie ukojenia w nowoczesności. Inny – zgodzić się mimo wszystko na szlachetność połowiczną, cofnąć się przed nowoczesność. Tu pojawia się późny Gombrowicz. Wczesny, ironista pozbawiony iluzji, „apokaliptyk” wedle sformułowania Wittlina, nie lubił Sienkiewicza, ale późny docenia jego bohaterów. I to właśnie jako postaci średnich temperatur, letnie, ale dzięki temu lepiej osadzone w życiu, częściowo wolne od „choroby wieku”.

I Dostojewski, i autorka „Harry’ego Pottera”, i późny Gombrowicz nie realizują w sposób całkowity wyjściowej „wielkiej idei” Dostojewskiego, przynajmniej nie realizują jej, jednocześnie tkwiąc w rzeczywistości w jej nowoczesnym kształcie.

Ale przecież nasze pokolenie ma dość szczególne doświadczenie dające nadzieję na powodzenie tego projektu – Papieża. Jakby nie patrzeć – święty, a przy tym nie całkiem głupiec i nie całkiem jak z bajki. Myszkin, ale dość zrównoważony. Dumbledore, ale Dumbledore z Parkinsonem.

I jego obecność była niewątpliwie źródłem ukojenia. Pasuje tu to dziwne zdanie z wywiadu Stanisława Obirka z Zygmuntem Baumanem: „Jan Paweł II, już schorowany i bliski śmierci, nie ustawał w niesieniu całej naszej zżeranej bakcylami chciwości, zawiści, nienawiści i znieczulicy planecie, jak długa i szeroka, wieści, że Bóg jest miłością. Na takiego Boga i Ty, i ja, i inni rozliczni spośród naszych ziemskich współziomków przystaną. Takiego Boga trudno im będzie się wyrzec, chyba że wraz ze swym człowieczeństwem. I niczego nie warto pragnąć bardziej gorąco niż tego, by przy takim Bogu wytrwali”.

Ale Papież jako źródło ukojenia też jest może jednak niecałkowitą realizacją idei Dostojewskiego, właśnie dlatego, że jest tylko źródłem ukojenia, ulotną ideą, do której się ucieka od rzeczywistości. W ogóle może płynna nowoczesność Baumana to nowoczesność pozbawiona częściowo swoich kantów, ale przez to tylko, że nie całkiem prawdziwa, nie całkiem na serio. Podejrzliwość wobec dobra – niewiara w Łaskę – zabiła ją, ale ona pogodziła się ze swą klęską i teraz żyje chwilą, szukając oparcia w ulotnych ideach. Nowoczesność po dwóch piwach, rozmyta, miła.

Jeśli Papież, to Papież przeniesiony w rzeczywistość życia – Papież jako wzór. Taki Papież to wciąż nowoczesność, ale niezrozpaczona, alternatywna. Nowoczesność, w której istnieje Łaska, w której możliwi są pozytywni bohaterowie.