widzimy
| 11 października 2012 ]

Oliwki w sprawie architektury

– A mnie się to podo­ba! – mate­ria­li­za­cję tego zda­nia spo­ty­ka­my prak­tycz­nie na każ­dym kro­ku. Wszyst­ko w porząd­ku, kie­dy doty­czy ono naszej prze­strze­ni pry­wat­nej jak dom, ogró­dek, czy miesz­ka­nie, a nawet wnę­trze naszej fir­my. Ina­czej ma się spra­wa w prze­strze­ni publicz­nej. Wrze­śnio­wy numer „W Dro­dze” (9/2012) poświę­ca m.in. temu zagad­nie­niu trzy­tek­sto­wy blok „Modlić się we wnę­trzu”.

Mówi się, że archi­tek­tu­ra, bar­dziej niż lite­ra­tu­ra i sztu­ka, jest wier­nym odbi­ciem swo­jej epo­ki. Wśród wie­lu osób to zda­nie może budzić wąt­pli­wo­ści. Jak czy­ta­my w tek­ście Pio­tra Mar­ci­nia­ka Kościel­ne ®ewo­lu­cje: „Dla jed­nych współ­cze­sne kościo­ły są zna­kiem zmie­nia­ją­cych się cza­sów, dla innych sta­no­wią prze­strzeń pozba­wio­ną modli­tew­ne­go nastro­ju”. W dużej mie­rze obiek­tem sprze­ci­wu jest archi­tek­tu­ra odwo­łu­ją­ca się do sty­lu mię­dzy­na­ro­do­we­go wypra­co­wa­ne­go w cza­sach moder­ni­zmu, któ­ra pro­wa­dzi do pro­jek­to­wa­nia świą­tyń w bez­dusz­nym, świec­kim sty­lu. Jed­no­cze­śnie, jak czy­ta­my w tek­ście, wła­śnie z rzym­skich hal sądo­wo-han­dlo­wych czer­pa­ły swo­je wzor­ce pierw­sze bazy­li­ki. Może więc zja­wi­sko, wyda­wa­ło­by się, mało sakral­nych kościo­łów, jest wyni­kiem powro­tu do źró­deł? Co inne­go świą­ty­nie osa­dzo­ne swo­im kon­cep­tem w latach 90. – trud­no zna­leźć wśród nich uda­ne pro­jek­ty. Pro­blem poja­wi się, jeśli uświa­do­mi­my sobie, że obec­ne kościo­ły są odbi­ciem naszej wia­ry.

Kościół Ducha Świętego w Tychach projektu Stanisława Niemczyka

Kościół Ducha Świę­te­go w Tychach pro­jek­tu Sta­ni­sła­wa Niem­czy­ka

Osob­nym zagad­nie­niem jest kwe­stia sma­ku. De gusti­bus non est dispu­tan­dum – to stwier­dze­nie do nicze­go nas nie dopro­wa­dzi. Trud­no mówić o gustach, jeśli nie zosta­ną one wcze­śniej ukształ­to­wa­ne. Wyma­ga to oczy­wi­ście pew­nej odwa­gi, tro­chę jak z oliw­ka­mi – na począt­ku mogą nie sma­ko­wać, ale w pew­nym momen­cie oka­zu­je się, że trud­no sobie bez nich pora­dzić, a wie­dza, z czym je łączyć, przy­no­si zaska­ku­ją­ce dozna­nia. Podob­nie jest z muzy­ką, sztu­ką i archi­tek­tu­rą. Nie cho­dzi o to, żeby innym narzu­cać swo­ją wraż­li­wość. Mam na myśli edu­ka­cję, któ­ra pozwo­li zro­zu­mieć, czym kie­ro­wa­li się arty­ści i archi­tek­ci, pro­po­nu­jąc kon­kret­ne roz­wią­za­nia. W każ­dej epo­ce są dzie­ła wybit­ne – trze­ba tyl­ko umieć je roz­po­znać. Bar­dzo cie­ka­wym w tym tema­cie posu­nię­ciem Kościo­ła jest kon­sty­tu­cja Sacro­sanc­tum con­ci­lium, o któ­rej wspo­mi­na Piotr Mar­ci­niak. Zwra­ca ona uwa­gę m.in. na potrze­bę zapo­zna­wa­nia kle­ry­ków z histo­rią sztu­ki sakral­nej i zasa­da­mi, na któ­rych powin­na się ona opie­rać.

„Pol­ski Gau­di” Sta­ni­sław Niem­czyk, z któ­rym roz­ma­wia o. Paweł Kozac­ki, mówi: „nie chcę być w koście­le, w któ­rym mógł­bym w ław­ce roz­ło­żyć się jak w fote­lu”. Świa­tło jako sym­bol, ław­ka przy­na­gla­ją­ca do czu­wa­nia, strze­li­stość zmu­sza­ją­ca do spoj­rze­nia w nie­bo. Każ­dy ele­ment powi­nien mieć do speł­nie­nia jakieś zada­nie, poczy­na­jąc od funk­cji kon­struk­cyj­nej, na sym­bo­licz­nej koń­cząc. Razem z kla­sycz­ną sen­ten­cją moder­ni­zmu – „Less is more” przy­wo­ła­ną przez Ludwi­ga Mie­sa van der Rohe – funk­cja może sta­no­wić klucz do zro­zu­mie­nia dobrej współ­cze­snej archi­tek­tu­ry.

Miesięcznik „W Drodze” (9/2012)

Mie­sięcz­nik „W Dro­dze” (9/2012)

Nie­ste­ty, zgod­nie z tą for­mu­łą nie moż­na inter­pre­to­wać naszej prze­strze­ni publicz­nej. Filip Sprin­ger w tek­ście Nie­waż­ne zwra­ca uwa­gę na to, że wszech­obec­na brzy­do­ta, brak jakiej­kol­wiek har­mo­nii i sen­su w ukła­dzie naszych miast nie jest dla więk­szo­ści z nas spe­cjal­nym pro­ble­mem. Edu­ka­cja este­tycz­na prak­tycz­nie nie ist­nie­je, a pra­wo nie­spe­cjal­nie daje narzę­dzia kon­tro­li ładu prze­strzen­ne­go, któ­re­go nie­ofi­cjal­na defi­ni­cja mówi, że „jest [on] czymś nie­osią­gal­nym w obo­wią­zu­ją­cym dziś w Pol­sce sys­te­mem praw­nym”. Efek­tem jest mię­dzy inny­mi stop­nio­we umie­ra­nie cen­trów naszych miast oraz zatrwa­ża­ją­cy kon­trast mię­dzy Pol­ską a zachod­ni­mi sąsia­da­mi. W tym kon­tek­ście przy­po­mi­na mi się powrót z Dre­zna z przy­ja­ciół­mi. Prze­kro­czyw­szy gra­ni­cę, odnie­śli­śmy wra­że­nie, że zamiast do Pol­ski wjeż­dża­my na daw­ne baza­ro­wi­sko pod Pała­cem Kul­tu­ry i Nauki – przy­wi­ta­ły nas rzę­dy pstro­ka­to przy­stro­jo­nych bla­sza­nych bud. Książ­ka Dla­cze­go w Pol­sce jest tak brzyd­ko Pio­tra Sarzyń­skie­go pró­bu­je opi­sać to zja­wi­sko. Nie war­to­ściu­jąc tre­ści tej publi­ka­cji, mam wra­że­nie, że samo jej opra­co­wa­nie gra­ficz­ne moż­na uznać za poszla­kę w naszym docho­dze­niu – wiersz kosz­mar­nej dłu­go­ści, nie­po­ręcz­ny for­mat, nud­ne syme­trycz­ne mar­gi­ne­sy, któ­re nie mają nic wspól­ne­go z dobrym rze­mio­słem. Pozo­sta­je mi wie­rzyć, że to świa­do­my zabieg spi­na­ją­cy pro­jekt z tre­ścią.

Na szczę­ście temat dizaj­nu sta­je się ostat­nio coraz bar­dziej popu­lar­ny. Na face­bo­oko­wych pro­fi­lach użyt­kow­ni­ków dość czę­sto moż­na zna­leźć stro­ny rodza­ju „Ład­nie napra­wię” czy „Życie rze­czy” lub doty­ka­ją­ce archi­tek­tu­ry „Bry­ła”, czy „Moder­nizm (funk­cjo­na­lizm) na każ­dy dzień tygo­dnia”. Kwiet­nio­wy numer „Wię­zi” (4/2012) Boski dizajn został pozy­tyw­nie przy­ję­ty (zob. wypo­wiedź Sta­ni­sła­wa Nowa­ka OP). Może­my więc być świad­ka­mi pozy­tyw­nie zmie­nia­ją­ce­go się tren­du. Nie­do­wie­rza­ją­cym pole­cam wyciecz­kę do Sta­re­go Sącza, gdzie rynek i oko­li­ce ryn­ku zosta­ły ze sma­kiem odre­mon­to­wa­ne. Nie ma tam krzy­czą­cych reklam, a wszyst­kie szyl­dy rzeź­bio­ne są w drew­nie.