widzimy
| 8 stycznia 2016 ]

Orszak Trzech Epifanii

Krążył kiedyś taki żart: – Co było kłamstwem w idei Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej? – Wszystko. Bo ani nie była wielka, ani socjalistyczna, pucz raczej niż rewolucja, a w dodatku w listopadzie… Gdyby nie to, że komuniści próbowali to całkiem na serio wmawiać jak fakt, można by to porównać do święta Trzech Króli, których jednak nikt nam nie wmawia, mam jednak wrażenie, że przez własne lenistwo edukacyjne niekiedy nawet chrześcijanie zapominają, że ani króli (tylko mędrców), ani trzech (Ewangelia mówi o nieokreślonej liczbie mnogiej), ani tym bardziej nie ich to święto, a Epifanii, czyli Objawienia, potocznie jeno zwane świętem Trzech Króli. Ale nawet gdyby byli oni postaciami z krwi i kości, to nie o ich „objawienie” chodzi, a o Boga. Epifania oczywiście jest jedna, ale mówimy o jej trzech aktach, trzech odsłonach, teatralnie to ujmując:

1) objawienie Boga ludziom[1] (i to świętujemy 6 stycznia) poprzez postaci mędrców i pastuszków (niesłusznie mym zdaniem umniejszanych, bo czemu nie orszaki mędrców i pastuszków? Sympatycznie ludzie w warszawskim orszaku w tych koronach wyglądali, ale ja celowo takiej nie założyłem, twierdząc, że jestem przedstawicielem pastuszków właśnie, bo i dumny jestem z mego chłopskiego pochodzenia);

2) objawienie Trójcy Świętej przez Chrzest[2] w Jordanie (pierwsza niedziela po 6 stycznia);

3) objawienie cudownej mocy Jezusa podczas wesela[3] w Kanie Galilejskiej (druga niedziela po 6 stycznia).

Jeśli nawet katolicy często nie mają tej wiedzy, to przedstawiciele innych wyznań czy ateiści mają prawo czuć się w tym pogubieni. Nie pomagają niektórzy ze starszych księży, najwyraźniej mocno jeszcze tkwiący korzeniami w rycie przedsoborowym – sam na własne uszy w tym roku słyszałem takiego księdza, który wprawdzie modlitwę poświęcenia kredy odczytał prawidłowo (posoborowo), ale w czasie ogłoszeń duszpasterskich musiał dodać swoje trzy grosze i wspomnieć o tym, że teraz pójdziemy do domów i nakreślimy na drzwiach pierwsze litery imion Trzech Królów. A zdawałoby się, iż nie na darmo ostatni sobór usunął te imiona z modlitwy święcenia kredy. Bo co innego tradycja, porównywalna do postaci w jasełkach, a co innego świadectwo zawarte w powadze modlitwy, która wcześniej wobec takiej, a nie innej wiedzy była uzasadniona. Historia już podważyła średniowieczne przesłanki co do imion rzekomych Trzech Mędrców. Powiada się nawet, iż mogło ich być znacznie więcej, od kilkunastu do kilkudziesięciu, a liczba wymienionych darów nie musi się przekładać wprost na to, że każdy złożył akurat jeden rodzaj podarunku. A zatem już od dawna wiemy, że Kacpra, Melchiora i Baltazara możemy umieścić śmiało obok Turonia, co nie zmienia faktu, że jak każde widowisko okołoobrzędowe (o „teologii performatywnej” znakomicie opowiada ks. Konrad Jaworecki CM), tak i Orszak Trzech Króli – jeśli tylko dobrze wiedzą ugruntowany – może być znakomitą, edukacyjną rozrywką. A przy okazji, dla zmarzluchów – świetną pokutą.

orszak

I jeszcze tylko pozostaje spór o napis na drzwiach. Spór, jak sądzę, o tyle niepotrzebny, o ile toczy się o stronę zewnętrzną, bo jak znakomicie wywodzi w swym artykule Gabriel Kayzer (wnikliwym polecam cały artykuł – tutaj):

Zbyt dużo jest w naszym życiu rzeczy, które nas dzielą. Dlatego też ważne jest to, aby chociaż symbol na drzwiach chrześcijan nie był zarzewiem sporu czy jakiegokolwiek konfliktu. Napis „K†M†B” jako odwołanie do Trzech Króli jest zapisywany w Polsce odkąd pamiętamy i stanowi część polskiej tradycji i Tradycji Kościoła. Zmiany mające na celu powrót do „źródła” są ważne, zwłaszcza że inicjuje je Kościół. Niejednoznaczność jednak tych zmian wskazuje, że Kościół nie przekreśla polskiej tradycji, ale jedynie ją uzupełnia. Ponieważ zaś Tradycja Kościoła – także ta w wymiarze lokalnym i narodowym – jest dla katolików bardzo ważna, a etymologia napisu nie jest jednoznacznie udokumentowana pierwotnymi źródłami, wydaje się, że na naszych drzwiach można bez przeszkód zapisywać zarówno „K†M†B”, jak i „C†M†B”.

Od siebie dodam zaś, że problem zaczyna się wtedy, o czym wspomniał też Kayzer, gdy miast rozmawiać i spokojnie uświadamiać, zaczynamy zażarcie walczyć. Zdarzyło mi się czytać artykuł stawiający tezę, że tylko K†M†B jest prawidłowe, a o drugiej wersji, w której w miejsce imion rzekomych ludzi pojawia się sam Bóg (Christus Mansionem Benedicat – Chrystus temu domowi błogosławi), mówiący, że jest „smarowana” na drzwiach. A ja pytam: niechby i napis był całkiem od czapy, np. „Kocham Chrystusa” w lipcu napisany, ale z gorliwą wiarą, czy upoważnia to kogoś do stwierdzenia, że ktoś to na swoich drzwiach „nasmarował”? Innej formy wojującej doznałem na własnej skórze, gdy 7 stycznia zeszłego roku, wracając do domu, odkryłem, że anonimowy sąsiad najwyraźniej poczuł się w obowiązku „uświadomienia” mnie co do właściwej formy zapisu. Nie przyszedł z tym do mnie osobiście, ale niechlujnie rozmazał C, nieco pokracznie przerabiając je w K. Jako że ostała mi się jeszcze święcona kreda, to zmazałem całość i napisałem od nowa bez skrótu (powiększając jeno pierwsze litery) i tak już będę robił zawsze – bo oczywiście nikt już od tamtej pory nie rusza napisu.

Na koniec zostawiłem jeszcze jeden tegoroczny smaczek. Oto okazuje się, że kreda jest już dziś passe. Bo oto „SuperExpress” dba o naszą wygodę i w swym przedświątecznym wydaniu dołączył (bezpłatnie! wiwat!) naklejkę (już pal licho, że z „K”), którą można sobie nalepić na drzwiach, zamiast pisać kredą. Nie wczytywałem się tylko, czy zalecają udać się z nią do kościoła w celu jej poświęcenia… Czuję, że świat jeszcze nie wyczerpał swych pomysłów na sekularyzację i kolejne lata mogą przynieść wiele podobnych facecji, które szybko mogą przestać być śmieszne, jeśli z braku wiedzy ludzie zaczną brać je na poważnie.

[1] Cogito

[2] Baptesimus

[3] Matrimonium (jak widzimy, układa się to w skrót C†M†B, choć najpopularniejsza interpretacja tego skrótu podana jest w dalszej części artykułu)