myslimy
| 21 lutego 2016 ]

Ortodoks i heretyk

W niedzielę 21 lutego mija 5 lat od śmierci Jerzego Nowosielskiego. Przypominamy tekst o nim, który ukazał się na łamach kwartalnika „Więź” (2/2013).

Jerzy Nowo­siel­ski „był oso­bo­wo­ścią z natu­ry anty­dog­ma­tycz­ną, wro­giem pew­no­ści ducho­wej” – pisa­ła Kry­sty­na Czer­ni w szki­cu „Ryzy­ko gło­śne­go myśle­nia” otwie­ra­ją­cym tom roz­mów z Nowo­siel­skim „Sztu­ka po koń­cu świa­ta”. We wstę­pie do zbio­ru jego ese­jów „Zagu­bio­na bazy­li­ka. Reflek­sje o sztu­ce i wie­rze” zazna­cza­ła, że „zaska­ku­je [on] nie­sły­cha­ną zuchwa­ło­ścią myśli”. Te sfor­mu­ło­wa­nia usta­wicz­nie będą się potwier­dzać przy lek­tu­rze wszyst­kich wyda­nych przez Znak ksią­żek będą­cych efek­tem pra­cy Czer­ni.

„Zagu­bio­na bazy­li­ka” zbie­ra w jed­nym tomie arty­ku­ły Nowo­siel­skie­go: obok tych zna­nych już z książ­ki „Inność pra­wo­sła­wia” oraz dru­ko­wa­nych w róż­nych perio­dy­kach i kata­lo­gach wystaw, tak­że odna­le­zio­ne w pra­cow­ni arty­sty po jego śmier­ci, któ­re czy­tel­ni­ko­wi są przed­sta­wia­ne po raz pierw­szy. Pod­ję­to wobec nich sta­ra­nie pogru­po­wa­nia tema­tycz­ne­go, co jest trud­ne o tyle, że reflek­sja o sztu­ce i reflek­sja o wie­rze, zapo­wia­da­ne w pod­ty­tu­le, nie poja­wia­ją się tu wła­ści­wie nigdy nie­za­leż­nie od sie­bie. Wska­zać moż­na jedy­nie pew­ne domi­nan­ty, kwe­stie, któ­re w danym tek­ście sta­no­wią głów­ny przed­miot docie­kań, ale zawsze ze świa­do­mo­ścią, że zazę­biać się one będą z dru­gim z tema­tów. To efekt cha­rak­te­ry­stycz­ne­go dla Nowo­siel­skie­go podej­ścia, któ­re­mu dał wyraz wprost w tek­ście „O kry­ty­ce”: „Bli­ski jestem ten­den­cjom histo­rio­zo­fii rosyj­skiej z krę­gu Wło­dzi­mierz Soło­wiow – Miko­łaj Bier­dia­jew i ogól­nej skłon­no­ści filo­zo­fii, lite­ra­tu­ry i myśli reli­gij­nej rosyj­skiej, łącze­nia zagad­nień sztu­ki, nauki i myśli teo­lo­gicz­nej w jed­ną całość”.

nowosielski-zagubiona-bazylika

Pisząc o sztu­ce, wie­le miej­sca poświę­ca Nowo­siel­ski abs­trak­cji, któ­ra sta­no­wi­ła dla nie­go waż­ny etap na dro­dze do zaję­cia się malar­stwem iko­no­wym. Zarów­no w roz­mo­wach, jak i w ese­jach czę­sto powra­ca myśl, że do dostrze­że­nia war­to­ści iko­ny przez ludzi współ­cze­snych nie­zbęd­ne było doświad­cze­nie sztu­ki nowo­cze­snej: kubi­zmu, fowi­zmu i abs­trak­cji wła­śnie. Sztu­ce abs­trak­cyj­nej przy­pi­sy­wał Nowo­siel­ski nie­zwy­kle donio­słą rolę: ma ona otwie­rać nas na moż­li­wość kon­tak­tu z rze­czy­wi­sto­ścią nad­przy­ro­dzo­ną: „Nie bar­dzo przej­mo­wa­łem się racjo­na­li­stycz­nym tłu­ma­cze­niem sztu­ki abs­trak­cyj­nej, od razu prze­czu­wa­łem, że rodzą się tutaj nowe moż­li­wo­ści, kształ­tu­ją się w naszej świa­do­mo­ści nowe per­cep­to­ry, wraż­li­we na bez­po­śred­ni kon­takt z byta­mi sub­tel­ny­mi […]” – stwier­dzał w tek­ście „O abs­trak­cjach”.

Wzy­wał też Nowo­siel­ski do wyzby­cia się poj­mo­wa­nia sztu­ki w Koście­le jedy­nie jako ilu­stro­wa­nia prawd wia­ry, przed­sta­wia­nia w mate­rii malar­skiej scen biblij­nych czy jako ele­men­tu deko­ra­cyj­ne­go, bez któ­re­go spo­koj­nie moż­na by się było obyć. Sztu­ka jest według Nowo­siel­skie­go czymś znacz­nie więk­szym – peł­ni jedy­ną w swym rodza­ju rolę i nie może być zastą­pio­na inny­mi środ­ka­mi. Sta­no­wi swo­isty język, któ­ry zdol­ny jest ująć to, cze­go nie potra­fi­my wyra­zić i pojąć na dro­dze dys­kur­syw­nej, poprzez upo­rząd­ko­wa­ne, racjo­nal­ne myśle­nie. „[Sztu­ka] jest to meto­da, za pomo­cą któ­rej odkry­wa­my, for­mu­łu­je­my i prze­ka­zu­je­my tajem­ni­ce w inny spo­sób dla świa­do­mo­ści nie­do­stęp­ne” – pisał Nowo­siel­ski w arty­ku­le „Na mar­gi­ne­sie wysta­wy sztu­ki reli­gij­nej w Łodzi” i zaraz wyra­żał swo­je ubo­le­wa­nie nad sta­nem zro­zu­mie­nia tej praw­dy w Koście­le: „Jed­nak sko­ro tak okre­śli­li­śmy jej rolę i udział w ducho­wym roz­wo­ju czło­wie­ka, to musi­my zdać sobie spra­wę, że atmos­fe­ra panu­ją­ca w kołach kościel­nych u nas jest zgo­ła inna. Jest to wła­śnie atmos­fe­ra pro­stac­kie­go pod­po­rząd­ko­wa­nia spraw sztu­ki jakimś pseu­do­re­li­gij­nym wyma­ga­niom, usta­la­nym w spo­sób apo­dyk­tycz­ny i bez­ce­re­mo­nial­ny. […] Czy nie czas na uświa­do­mie­nie sobie zasad­ni­czej róż­ni­cy zacho­dzą­cej mię­dzy pro­sto­tą a pro­stac­twem?”. Nie­je­dy­ny to raz, kie­dy Nowo­siel­ski się­ga po moc­ne, ostre sło­wa, by wyra­zić swo­ją gorycz i roz­cza­ro­wa­nie rze­czy­wi­sto­ścią, któ­rą wokół sie­bie obser­wu­je. Nie zawa­ha się mówić o sfi­li­strza­łym Koście­le i chrze­ści­jań­stwie gotu­ją­cym się we wła­snym sosie. Zazna­czyć trze­ba przy tym, że nie zawsze jasne jest, któ­ry Kościół ma arty­sta na myśli. Wycho­wa­ny w tra­dy­cji unic­kiej (o któ­rej póź­niej czę­sto­kroć wypo­wia­da się kry­tycz­nie), prze­szedł przez etap ate­izmu do pra­wo­sła­wia. To pra­wo­sła­wiu wła­śnie poświę­cił wie­le swo­ich tek­stów, pozwa­la­jąc je poznać pol­skie­mu odbior­cy jako fascy­nu­ją­cą i inspi­ru­ją­cą rze­czy­wi­stość, a nie reli­gię wie­lo­let­nie­go zabor­cy, oku­pan­ta i poli­tycz­ne­go wro­ga. Przy­pusz­czać moż­na jed­nak, że wypo­wia­da­jąc się o Koście­le, czę­sto ma na myśli kato­li­cyzm.

Ratun­ku dla Kościo­ła, któ­ry zna­lazł się jego zda­niem w sta­nie atro­fii, upa­try­wał Nowo­siel­ski w zro­zu­mie­niu tego, jak istot­ną war­tość przy­no­si sztu­ka. Zatrzy­mu­jąc się jedy­nie na tym, co wyra­żal­ne dys­kur­syw­nie, wspól­no­ta wier­nych odci­na sobie moż­li­wość prze­ka­zy­wa­nia istot­nej czę­ści tajem­ni­cy wia­ry. W tek­ście „Iko­ny i abs­trak­cje” ubo­le­wał: „Zasad­ni­czo zmy­sły, poza­dy­skur­syw­na sfe­ra świa­do­mo­ści ludz­kiej, pozo­sta­ją umar­twio­ne. Cho­dząc do kościo­ła, sta­le dowia­du­je­my się spraw wła­ści­wie nam zna­nych. […] Akcja nato­miast litur­gicz­na, ponie­waż już sama jest nie­ja­ko sztu­ką, o ile rze­czy­wi­ście osią­ga poziom sztu­ki, wykra­cza nie­śmia­ło poza dome­nę spraw zna­nych. Dopie­ro jed­nak inne for­my prze­ka­zy­wa­nia tajem­nic wprost, nie­ja­ko twa­rzą w twarz, mogą odro­dzić peł­nię litur­gicz­ne­go zebra­nia kościel­ne­go”. Z kon­tek­stu jasno wyni­ka, że mówiąc o „innych for­mach”, Nowo­siel­ski ma na myśli sztu­kę, przede wszyst­kim zaś naj­pew­niej malar­stwo.

Uwa­dze arty­sty nie umknę­ła tak­że sztu­ka użyt­ko­wa, a więc dizajn. Obser­wu­jąc jej roz­wój na przy­kła­dzie sztu­ki pla­ka­tu, Nowo­siel­ski docho­dzi do pesy­mi­stycz­nych wnio­sków na temat rze­czy­wi­sto­ści znacz­nie wykra­cza­ją­cej poza sfe­rę arty­stycz­ną. Z pla­ka­tów wyzie­ra jego zda­niem pust­ka, w czym widzi efekt uwią­du malar­stwa, zapew­nia­ją­ce­go dotąd sztu­ce użyt­ko­wej nie­zbęd­ną inspi­ra­cję. Ago­nia malar­stwa z kolei ma swo­je głę­bo­kie i prze­ra­ża­ją­ce przy­czy­ny – zmu­sza nas ona do namy­słu nad sta­nem współ­cze­snej ducho­wo­ści. W sys­te­mie myślo­wym Nowo­siel­skie­go, któ­ry sztu­kę tak sil­nie łączy z prze­ży­ciem reli­gij­nym, z zetknię­ciem ze sfe­rą o-nad­przy­ro­dzo­ną, taki wnio­sek nasu­wa się naj­zu­peł­niej logicz­nie na mocy wyni­ka­nia przy­czy­no­wo-skut­ko­we­go. „Pew­ne złe rze­czy, któ­re dzie­ją się na pozio­mie wyeman­cy­po­wa­nej w XX wie­ku este­ty­ki użyt­ko­wej, są sygna­łem nie­do­brych spraw z wyż­sze­go pozio­mu” – stwier­dza Nowo­siel­ski w tek­ście „O sztu­ce użyt­ko­wej i czy­stej” z 1997 r. Po upły­wie pięt­na­stu lat opi­nia ta nie tra­ci na aktu­al­no­ści. Tą samą intu­icją kie­ro­wa­ła się redak­cja „Wię­zi”, podej­mu­jąc temat sztu­ki użyt­ko­wej w nume­rze „Boski dizajn” (4/2012).

Tek­sty Nowo­siel­skie­go zebra­ne w tomie „Zagu­bio­na bazy­li­ka” są nie­zwy­kle gęste, nała­do­wa­ne tre­ścią, eru­dy­cyj­ne, zmu­sza­ją do powol­nej, wni­kli­wej lek­tu­ry. Jed­no­cze­śnie natłok myśli, któ­re one budzą, a tak­że wyzwa­la­ny przez nie ładu­nek emo­cji wpro­wa­dza­ją w nastrój praw­dzi­wie „nie­przy­sia­dal­ny”. Przy­po­mi­na on stan, jaki wywo­łu­ją w czy­tel­ni­ku książ­ki Miko­ła­ja Bier­dia­je­wa. W obu wypad­kach pozor­nie spo­koj­ny i upo­rząd­ko­wa­ny wywód dopro­wa­dza do wrze­nia – co przy­pi­sać trze­ba tutaj nie for­mie, ale przed­sta­wia­nej tre­ści. Szcze­gól­nie frag­men­tom doty­czą­cym rewo­lu­cji nie­sio­nej przez Chry­stu­sa, któ­ra tak czę­sto spo­ty­ka­ła się w histo­rii Kościo­ła z zapo­mnie­niem, przy­kra­wa­niem do wła­snych wyobra­żeń, a nawet wręcz z pró­ba­mi jej nego­wa­nia i jak moż­na by powie­dzieć meta­fo­rycz­nie – wyry­wa­niem jej pazu­ra. „Kościół w histo­rii pró­bo­wał uniesz­ko­dli­wić i zabez­pie­czyć prze­wrót moral­ny doko­na­ny przez Ewan­ge­lię” – pisał Bier­dia­jew w książ­ce „O prze­zna­cze­niu czło­wie­ka”. To zda­nie zda­je się stresz­czać całą teo­lo­gicz­ną myśl zarów­no same­go Bier­dia­je­wa, jak i Nowo­siel­skie­go.

Cie­ka­we było­by prze­śle­dze­nie tro­pów łączą­cych roz­wa­ża­nia zawar­te w tomie „Zagu­bio­na bazy­li­ka” z myślą przed­sta­wi­cie­li rosyj­skie­go rene­san­su, a więc obok Bier­dia­je­wa tak­że m.in. Wło­dzi­mie­rza Soło­wio­wa, Ser­giu­sza Buł­ga­ko­wa i Lwa Szes­to­wa. Do tych powi­no­wactw przy­zna­je się zresz­tą Nowo­siel­ski wprost w tek­ście „Moja biblio­te­ka”. Choć w podej­ściu do życia mona­stycz­ne­go dopa­trzy­li­by­śmy się raczej prze­ci­wieństw (Nowo­siel­ski wypo­wia­da się o nim afir­ma­tyw­nie, tym­cza­sem myśli­cie­lom z krę­gu rosyj­skie­go odro­dze­nia bli­ska była idea, że nie o ode­rwa­nie się od świa­ta cho­dzi­ło Chry­stu­so­wi, było­by to wręcz fał­szo­wa­niem Jego prze­sła­nia), znaj­dzie­my też licz­ne powią­za­nia. Rysem szcze­gól­nie zbli­ża­ją­cym myśl Nowo­siel­skie­go i Bier­dia­je­wa jest podej­ście do moral­no­ści, odrzu­ce­nie tego, do cze­go przy­zwy­cza­ili­śmy się, myśląc o nor­mach etycz­nych, pod­kre­śla­nie potrze­by poszu­ki­wa­nia każ­do­ra­zo­wo indy­wi­du­al­nych roz­wią­zań i nie­przy­wią­zy­wa­nia się do raz z góry poczy­nio­ne­go war­to­ścio­wa­nia. W tym wła­śnie upa­try­wał Bier­dia­jew wiel­kie­go prze­ło­mu doko­na­ne­go przez Jezu­sa Chry­stu­sa. W książ­ce „O prze­zna­cze­niu czło­wie­ka” ujmo­wał to nastę­pu­ją­co: „Kon­kret­ne ist­nie­nie, żywa isto­ta, stoi ponad wszel­ką abs­trak­cyj­ną ideą, tak­że ponad ideą dobra. Dobro ewan­ge­licz­ne pole­ga wła­śnie na tym, żeby nie uwa­żać dobra za naj­wyż­szą zasa­dę życia, a za taką zasa­dę uznać czło­wie­ka. Ewan­ge­lia poka­zu­je, że ludzie bywa­ją pod­li i obłud­ni z powo­du umi­ło­wa­nia dobra, z miło­ści do dobra drę­czą czło­wie­ka i zapo­mi­na­ją o czło­wie­ku. Sobo­ta jest dla czło­wie­ka, a nie czło­wiek dla sobo­ty – oto isto­ta wiel­kiej rewo­lu­cji moral­nej doko­na­nej przez chrze­ści­jań­stwo, w któ­rej czło­wiek po raz pierw­szy oprzy­tom­niał z fatal­nych następstw roz­róż­nia­nia dobra i zła oraz wła­dzy pra­wa”.

U Nowo­siel­skie­go myśl ta wyra­ża się w sprze­ci­wie wobec tego, co nazy­wa peda­go­gi­zmem. Wąt­ki te docho­dzą u nie­go do gło­su czę­sto, naj­wy­raź­niej bodaj w tek­ście „Uciecz­ka na pusty­nię”, gdzie odwo­łu­jąc się do naucza­nia ojca Sera­fi­ma z Saro­wa i cha­rak­te­ry­stycz­ne­go dla pra­wo­sła­wia jurod­stwa, sza­leń­stwa w Chry­stu­sie, przed­sta­wia wizję życia wyzby­te­go potrze­by war­to­ścio­wa­nia uczyn­ków. „Ja jestem naj­więk­szym grzesz­ni­kiem” – taka świa­do­mość powin­na nam zda­niem Nowo­siel­skie­go wystar­czyć, z tym uzu­peł­nie­niem, że naj­strasz­liw­sze grze­chy Zba­wi­ciel gotów jest prze­ba­czyć. I zno­wu – nie wyda­je się, żeby była to praw­da moż­li­wa do wyra­że­nia i poję­cia na dro­dze dys­kur­syw­nej. Dla wie­lu z pew­no­ścią brzmieć to będzie odstrę­cza­ją­co, koja­rząc się z nihi­li­zmem.

W roz­mo­wie ze Zbi­gnie­wem Pod­gór­cem publi­ko­wa­nej w tomie „Mój Chry­stus” Nowo­siel­ski wyra­zi swo­je myśli jesz­cze bar­dziej skraj­nie: „Ety­ka to oszu­ki­wa­nie same­go sie­bie. Może­my tyl­ko kochać, lito­wać się i mieć świa­do­mość wła­snej bez­mier­nej grzesz­no­ści. Nato­miast nie wol­no nam ani przez chwi­lę mieć ilu­zji, że może­my ten świat urzą­dzić etycz­nie, […] że może­my być tak zwa­ny­mi porząd­ny­mi ludź­mi”.

Cha­rak­te­ry­stycz­ne jest zresz­tą, że te same wąt­ki tema­tycz­ne, któ­re Nowo­siel­ski podej­mu­je we wła­snych tek­stach w spo­sób dość sto­no­wa­ny, w wywia­dach nabie­ra­ją brzmie­nia jesz­cze bar­dziej gwał­tow­ne­go, wręcz wybu­cha­ją. Nie­rzad­ko moż­na też odnieść wra­że­nie, że Nowo­siel­ski sam sobie prze­czy. Ale czy nie sta­no­wi to tyl­ko potwier­dze­nia jego tezy, że kar­ko­łom­na jest pró­ba zamknię­cia tajem­ni­cy tego świa­ta w upo­rząd­ko­wa­nym wywo­dzie? Anty­no­mie znaj­do­wał zresz­tą Nowo­siel­ski w obrę­bie same­go naucza­nia Kościo­ła. Dostrze­gał je m.in. w zesta­wie­niu teo­lo­gii łask i uczyn­ków czy w stwier­dze­niu, że poza Kościo­łem nie ma zba­wie­nia, i jed­no­cze­snym zapew­nia­niu, że nie­ka­to­li­cy i nie­chrze­ści­ja­nie mogą być zba­wie­ni. Nie uzna­wał tego za powód do odrzu­ca­nia Kościo­ła. Prze­ciw­nie, jak pisał: „Jest to publicz­ne wyzna­nie tajem­ni­cy Kościo­ła – któ­ry jest więk­szy od czło­wie­ka i jego moż­li­wo­ści war­to­ścio­wa­nia”.

Tek­sty Nowo­siel­skie­go fascy­nu­ją i draż­nią, inspi­ru­ją i rodzą zna­ki zapy­ta­nia. Czy­tel­ni­ków, któ­rych przy lek­tu­rze naj­bar­dziej zaj­mu­je pyta­nie o zgod­ność auto­ra z naucza­niem Kościo­ła, prze­strzec trze­ba, że w tym wypad­ku sto­so­wa­nie tego klu­cza zakoń­czy się zapew­ne iry­ta­cją. Nowo­siel­ski świa­do­mie wyry­wa się z takich ram, stwier­dza­jąc otwar­cie: „Każ­dy czło­wiek o żywej intu­icji reli­gij­nej musi być rów­no­cze­śnie orto­dok­sem i here­ty­kiem”.